Kajtek i Koko znów w kosmosie. Christa w dobrych rękach
Kajtek i Koko wracają w kosmos po ponad pół wieku przerwy. Tym razem bez Janusza Christy, za to z Maciejem Kurem i Mieczysławem Fijałem, którzy znają jego świat od podszewki. Sprawdziłem, czy „W próżnej próżni” broni się jako coś więcej niż hołd dla mistrza.

Od razu zaznaczę, po której stronie barykady stoję. Nie należę do czytelników, którzy na hasło „kontynuacja” sięgają po widły. Na Zachodzie przejmowanie serii przez nowych autorów to codzienność. Asteriksa od 2013 roku tworzą Jean-Yves Ferri i Didier Conrad, a Francuzi jakoś nie ogłosili żałoby narodowej. W Polsce tę ścieżkę przetarł „Kajko i Kokosz. Nowe przygody”, którego scenariusze Maciej Kur pisze od 2016 roku.
Teraz przyszła kolej na starszych kuzynów Kajka i Kokosza. Kajtek i Koko zadebiutowali w 1958 roku na łamach „Wieczoru Wybrzeża”. Są jednocześnie fabularnymi przodkami i chronologicznie wcześniejszymi bohaterami słynnych wojów. Kosmiczna część ich przygód ukazywała się w latach 1968–1972. Liczy ponad 1200 odcinków i do dziś pozostaje najdłuższym polskim komiksem fantastycznym. Z pomysłem na kontynuację wyszedł Tomasz Kołodziejczak, ten sam, który wymyślił nowe przygody Kajka i Kokosza i się nimi opiekuje.
„W próżnej próżni” to pierwszy z dwóch tomów jednej historii. Kajtek i Koko znów opuszczają Ziemię, tym razem z misją ratunkową. Drugi tom jest w przygotowaniu.

Christa w kresce Fijała
Za rysunki odpowiada Mieczysław Fijał, znany z „Oskara i Fabrycego” oraz „Opowieści z Mirmiłowa”. Postawił sobie proste zadanie: wnieść jak najmniej siebie, a zostawić jak najwięcej z oryginału.
„Bardzo zależało mi na jak najwierniejszym oddaniu kreski Mistrza” — mówi Fijał w materiałach wydawcy.
Udało się, nie mam do tych plansz zastrzeżeń. Postacie i mimika wyglądają tak, jakby Christa odłożył ołówek wczoraj, a nie pół wieku temu. Przed pracą Fijał wrócił do oryginalnych pasków, żeby przypomnieć sobie rytm narracji i charakter kreski. To widać.
Ciekawostka z kulis. Jak czytamy na Booklips, Kur pisał scenariusz w formie storyboardów, więc część postaci drugoplanowych, statków i rekwizytów wymyślił dopiero rysownik. Tak powstał wielki mechaniczny pająk, z którego korzystają kosmiczni marynarze.
Za kolor odpowiada Tomasz Piorunowski, który kolorował też egmontowe wznowienia „Kajka i Kokosza”. Według materiałów wydawcy to pierwszy album, w którym Fijał nie nakładał kolorów na własne plansze. Efekt jest bardzo dobry, ale jak już miałbym się czepiać (trochę na siłę) to, część scen we wnętrzach statków kosmicznych wydała mi się trochę za ciemna i zgubiła detale. Ale może to tylko moje subiektywne wrażenie. Do reszty nie mam uwag.

Planeta rozdmuchanych ego
Kur napisał zgrabny scenariusz. Najbardziej podoba mi się to, że miejsca odwiedzane przez bohaterów przypominają naszą codzienność. Najlepszym przykładem jest planeta, na której mieszkańcy bez przerwy pompują swoje ego. Każdy chce być najpiękniejszy i mieć najwięcej widzów na vlogu. Christa też przemycał w kosmicznych przygodach obserwacje z PRL-owskiego podwórka, więc Kur trzyma się tu tradycji, tylko podmienia realia na współczesne.
Oczy szeroko otwarte
Scenarzysta zapowiadał, że nawiązań jest więcej, niż widać na pierwszy rzut oka, w tym do szerszej twórczości Christy.
„Czytając ten komiks, będzie trzeba mieć oczy szeroko otwarte” — zapowiada Kur w materiałach Egmontu, które przytacza Booklips.
Mam wrażenie, że to dotyczy nie tylko dorobku Christy. Komiks jest pełen odniesień do popkultury i nie wszystkie są oczywiste. Można je też różnie interpretować - może nawet niekoniecznie z intencją autora? Weźmy parę, która ściga Kajtka i Koka. Wygląda jak czarna maź i trudno nie pomyśleć o Venomie. Na dodatek jedno zwraca się do drugiego „misiu-pysiu”, czyli tak jak Yolanda do Ringa w polskiej wersji „Pulp Fiction”. Takich smaczków jest mnóstwo, więc przy drugiej lekturze warto zwolnić i poszukać drugiego dna.

Zieeew. Znowu beka z AI?
Jedna rzecz mnie jednak uwiera. Tradycyjnie oberwało się sztucznej inteligencji. Środowisko komiksowe ma z AI na pieńku i rozumiem, skąd to się bierze. Na początku takie wtręty potrafiły nawet bawić. Problem w tym, że krytyka AI trafia dziś niemal do każdego scenariusza i zaczyna nużyć. Jeszcze bym może rozumiał ten manifest, gdyby komiksiarze rzeczywiście z niej nie korzystali. A przecież każdy używa smartfona napakowanego po brzegi AI.
Tutaj dochodzi jeszcze niekonsekwencja. Bohaterowie najpierw udowadniają, że AI jest głupia i nikomu niepotrzebna. Chwilę później psuje im się komputer i przygoda staje w miejscu. Co robią? Oddają sprzęt do naprawy robotowi, bo sami nie potrafią. A robot wygląda na takiego, którego napędza właśnie sztuczna inteligencja - rozmawia, żartuje. Jeśli to zamierzona ironia, to schowana zbyt głęboko. Jeśli nie, to scenarzysta sam wpadł w pułapkę, którą zastawił na AI.
Kolor czy integral?
Przyznam się do czegoś. Oryginalnej kosmicznej sagi Christy nie przeczytałem do końca. Miałem czarno-białe wydanie zbiorcze Egmontu, ale nie dobrnąłem do finału, bo wystawiłem je na aukcję charytatywną WOŚP. Po lekturze „W próżnej próżni” mam ochotę nadrobić zaległości i stoję przed dylematem.
Kolorowa edycja Egmontu liczy siedem tomów po 96 stron. Integrali wydawca na razie nie planuje i studzi nadzieje, że pojawią się szybko. Podejrzewam, że najpierw chce sprzedać to, co już leży w magazynie. Nie wierzę jednak, że na tym się skończy.
Egmont regularnie stosuje bowiem zabieg tworzenia wydań zbiorczych po wydaniu wszystkich zeszytów. „Kajko i Kokosz” latami wychodził w miękkich albumach, a potem dostał „Złotą kolekcję”. Sześć tomów w twardej oprawie, z komiksami ułożonymi chronologicznie, odnowionym kolorem i posłowiami Krzysztofa Janicza. Podobnie było z serią zagraniczną. „Przygody Tintina” po wydaniach albumowych trafiły do sześciu twardych integrali. Teraz przyszła kolej na „Lucky Luke’a”. Jak relacjonowałem z tegorocznego MFKiG, Egmont zapowiedział, że od 2027 roku seria dostanie wydania zbiorcze w twardej oprawie z przedmowami i dodatkami.
Dlatego obstawiam, że kosmiczni Kajtek i Koko doczekają się integrali za dwa, może trzy lata. Może Egmont zrobi mi prezent i wyda je na moje 50-te urodziny? 😉
Dobry komiks zaczyna się od polecenia.
Odkrywaj tytuły warte uwagi i bądź na bieżąco z komiksowymi premierami.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
Werdykt
„W próżnej próżni” to udany powrót. Rysunki trzymają poziom Christy, a scenariusz ma pomysły i trafne obserwacje. Moje zastrzeżenia dotyczą ciemniejszych scen i eksploatowania wątku AI. Sceptykom kontynuacji polecam dać szansę wizji Kura i Fijała, bo jest naprawdę bardzo fajna. Czekam na drugi tom, bo tu historia się nie kończy.
Kajtek i Koko w Kosmosie. Nowe przygody #01 W próżnej próżni
W próżnej próżni
Sprawdź cenę w Gildii



