Komiks na 500. urodziny. Recenzja „Zamku” od Timof Comics
Na początku lat dwutysięcznych bywałem w Janowcu nad Wisłą częściej niż w wielu miejscach, które mógłbym nazwać swoimi.

Po drugiej stronie rzeki leży Kazimierz Dolny, do którego jeździłem regularnie. Janowiec miałem też po drodze na studia do Lublina. A że moja dziewczyna pisała wtedy pracę magisterską o Kazimierzu, kręciłem się po okolicy z aparatem i sporym zapasem wolnego czasu.

Kiedy teraz o tym myślę, nie pamiętam ani jednego lata. Zawsze była jesień albo przedwiośnie. Góra zamkowa stała pusta. Mury porastały krzaki, dookoła biegły wydeptane ścieżki, a od Wisły ciągnęła mgła. Ciszę przerywało tylko odbijające się echem krakanie ptaków i moje kroki na żwirze.
Od dwudziestu lat tam nie byłem i podejrzewam, że dziś wygląda to inaczej. Od 1 stycznia 2025 roku zamek działa jako samodzielne Muzeum Zamek w Janowcu, a nie oddział Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu. W tym roku obchodzi też 500-lecie. Właśnie z tej okazji powstał komiks, który przywołał mi tamten klimat prawie jak zdjęcia z mojego archiwum. Mgły w nim zresztą są.

Antologia, która antologią nie jest
Na pierwszy rzut oka „Zamek” wygląda jak zbiór krótkich form. Siedmioro rysowników, zmiany stylu co kilka stron, każdy fragment z innym charakterem. Szybko okazuje się jednak, że Dominik Szcześniak napisał jedną spójną historię, a kolejne epizody zazębiają się jak kamienie w murze.
Do zamku przyjeżdża studentka filmoznawstwa. Chce się rozejrzeć przed nagraniem scen do filmu. Wita ją Czarna Dama, choć „wita” to za dużo powiedziane, bo do końca komiksu nie odzywa się ani słowem. Studentce zupełnie to nie przeszkadza. Opowiada milczącej zjawie o swoich planach i pracy, jakby rozmawiała ze starą znajomą. Ta scena ustawia ton całej opowieści: groza miesza się z humorem, a duch jest tu raczej stałym elementem krajobrazu niż straszakiem.

Po kilku dniach w Janowcu zjawia się kuzynka studentki, z zawodu detektywka, bo po dziewczynie zaginął słuch. Zaczyna śledztwo, ale i ona wkrótce słyszy rzeczy, których słyszeć nie powinna, i widzi rzeczy, których nie ma. Okazuje się też, że w murach kręci się więcej dziwnych przybyszów. Więcej nie zdradzę.
Siedem kresek, jeden zamek
Nie ma sensu rozpisywać, kto narysował który fragment. Każdy z artystów robi to po swojemu, w stylu, który dobrze znamy. Plansze Rafała Szłapy odróżnimy od Judyty Sosny, Wojciecha Stefańca czy Marcina Rusteckiego bez zaglądania do stopki. W albumie okolicznościowym taka mozaika mogłaby się rozsypać. Tutaj działa, bo zmiana kreski pasuje do opowieści o miejscu, w którym nakładają się na siebie różne epoki i różne sposoby widzenia.

Ciekawy jest sam skład. Trzon to ekipa, którą znamy z „Pętli”, planowanej na pięć tomów serii Szcześniaka. Rysują ją Marcin Rustecki, Grzegorz Pawlak i Rafał Trejnis. Scenarzysta pracuje z nimi od lat. Z Trejnisem robił serię „Fotostory”, której tom „Londyn” ukazał się po angielsku w Europe Comics. Z Rusteckim stworzył „Dolores” i „Ksionza”, a z Pawlakiem „Profesora Andrewsa” i „Bronx Story”.
Marcin Rustecki to dla czytelników w moim wieku postać szczególna. W latach 90. był redaktorem naczelnym TM-Semic, czyli wydawnictwa, dzięki któremu w Polsce w ogóle pojawili się Spider-Man i X-Men w zeszytach z kiosku. W 2025 roku dostał na MFKiG Nagrodę im. Papcia Chmiela. Grzegorz Pawlak jest z wykształcenia architektem, co przy komiksie o renesansowej warowni z bastejami wydaje się wyborem idealnym.

Do tego dochodzą goście. Maciej Pałka to laureat Złotego Kurczaka z 2020 roku za „Cykl kozła”, stworzony razem z Amerykaninem Lance'em Wardem. Rafał Szłapa od 2010 roku pisze, rysuje i sam wydaje „Blera”, cykl o superbohaterze z Krakowa. Wojciech Stefaniec, autor „Noir” i „Wróć do mnie, jeszcze raz” (ten drugi ze scenariuszem Bartosza Sztybora), był dwukrotnie wybierany najlepszym rysownikiem roku, w 2011 i 2015. Judyta Sosna debiutowała w 2016 roku albumem „Słowackiego” do scenariusza Igora Jarka i z nim zrobiła też niepokojącą „Czarną studnię”.
Dominik Szcześniak jest związany z Lublinem, gdzie w Radiu Lublin prowadzi audycję „Halo komiks”. Komiks o zamku z Lubelszczyzny napisał więc ktoś, kto ma do Janowca bliżej niż większość z nas.
Duchy, karty i data umowna
Czarna Dama nie jest wymysłem scenarzysty. Według legendy przytaczanej przez National Geographic duch nawiedza zamek w czasie pełni księżyca. Janowiec ma zresztą więcej opowieści na granicy faktu i bajki. Jedna z nich mówi, że w 1783 roku Jerzy Marcin Lubomirski przegrał zamek w karty. Gmina Janowiec na swojej stronie pisze bardziej prozaicznie, że ostatni z Lubomirskich sprzedał go Mikołajowi Piaskowskiemu w 1780 roku. Taki materiał aż prosi się o komiks, w którym nikt do końca nie wie, co jest prawdą.
Umowny jest nawet sam jubileusz. Budowa zamku trwała od 1508 do 1526 roku, a organizatorzy obchodów przyjęli za początek jego historii rok śmierci fundatora, hetmana Mikołaja Firleja. W programie jubileuszu znalazło się odsłonięcie odrestaurowanych pozostałości dawnej kaplicy, nowe książki o historii zamku, koncert Maryli Rodowicz i właśnie prezentacja komiksu.

Każdy zamek zasługuje na swój komiks
„Zamek” bardzo mi się podobał. Ma pomysł na fabułę, ma klimat i daje frajdę z oglądania, jak siedmioro rysowników po kolei bierze na warsztat te same mury. Nie jest broszurą promocyjną przebraną za komiks, choć łatwo byłoby wpaść w tę pułapkę.
Sama inicjatywa też zasługuje na uznanie. Muzeum mogło na 500-lecie zamówić kolejny nudny album ze zdjęciami. Zamówiło komiks. Chciałbym, żeby inne zamki poszły tą drogą. Niemal każda polska ruina ma swoją Białą albo Czarną Damę, więc o scenariusze nie trzeba się martwić.
A ja chyba w końcu pojadę do Janowca. Zbliża się listopad, nad Wisłą znowu siądze mgła.
Co słychać w świecie komiksu?
Premiery, recenzje i wydarzenia. Jeden newsletter, raz w tygodniu.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
"TYTUŁ KOMIKSU"
Album powstały z połączenia mocy jednego scenarzysty i siedmiorga rysowników wpisał się w obchody 500-lecia Zamku w Janowcu
Sprawdź cenę w Gildii[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.




