„Kopista Bartleby, czyli opowieść o Wall Street”. Recenzja komiksu
Niektóre historie potrzebują dziesięcioleci, żeby naprawdę wybrzmieć. Tak było z opowiadaniem "Kopista Bartleby. Historia z Wall Street", które w 1853 roku opublikował Herman Melville. W chwili wydania nie wzbudziło szczególnego zainteresowania. Ot, krótka nowela o dziwnym skrybie z nowojorskiej kancelarii. Dopiero z czasem zaczęto dostrzegać, jak niezwykły był to tekst – opowieść o pracy, posłuszeństwie i o człowieku, który pewnego dnia przestaje grać według narzuconych reguł.
Dziś Bartleby funkcjonuje niemal jak symbol. Jego słynne „Wolałbym nie” bywa przywoływane w rozmowach o kryzysie pracy, o wypaleniu zawodowym czy o granicach podporządkowania wobec systemu. Zaskakuje więc, jak dobrze ta XIX-wieczna historia brzmi we współczesnym kontekście.
Po ponad stu siedemdziesięciu latach po opowiadanie Melville’a sięgnął hiszpański rysownik José-Luis Munuera. Artysta znany choćby z pracy przy serii Spirou zdecydował się przełożyć tę literacką miniaturę na język komiksu. To zadanie karkołomne, bo przecież rdzeniem tej historii nie są wydarzenia, lecz atmosfera i powtarzające się, pozornie banalne zdanie.
A niniejszy komiks możecie poznać dzięki wydawnictwu Los Kraba.
Akcja opowieści rozgrywa się w Nowym Jorku drugiej połowy XIX wieku. W kancelarii prawnej działającej przy Wall Street kilku kopistów zajmuje się przepisywaniem dokumentów. To praca nużąca i powtarzalna – godziny spędzone nad kartkami papieru, atramentem i kolejnymi aktami wymagającymi identycznej dokładności.
Historię poznajemy z perspektywy właściciela kancelarii. To człowiek spokojny, przywiązany do porządku i rutyny. Lubi myśleć o sobie jako o szefie rozsądnym i wyrozumiałym. Jego biuro funkcjonuje według sprawdzonych zasad: każdy ma swoje miejsce, swoje obowiązki i swój rytm pracy.
Pewnego dnia w tej uporządkowanej przestrzeni pojawia się nowy kopista. Nazywa się Bartleby.


Na początku wszystko przebiega idealnie. Nowy pracownik jest dokładny, szybki i niemal bezgłośny. Pracuje bez przerwy, nie wdaje się w rozmowy, nie sprawia żadnych problemów. Przełożony szybko dochodzi do wniosku, że trafił mu się prawdziwy skarb.
Do chwili, gdy pada pierwsze polecenie sprawdzenia dokumentów.
Bartleby podnosi wzrok i odpowiada spokojnie: „Wolałbym nie”.
Bartleby stopniowo przestaje wykonywać kolejne obowiązki. Najpierw drobne. Potem wszystkie. Nie protestuje. Nie prowokuje konfliktu. Po prostu istnieje w przestrzeni biura.
Ta dziwna postawa zaczyna powoli rozsadzać codzienność kancelarii. Współpracownicy reagują irytacją, zdumieniem, a w końcu niepokojem. Prawnik natomiast zaczyna odczuwać coś jeszcze – dziwną mieszankę litości, fascynacji i bezsilności.
Najdziwniejsze jest jednak to, że Bartleby nie odchodzi z kancelarii. Zostaje. Siedzi przy biurku. Patrzy w ścianę.
Dla pracodawcy to sytuacja kompletnie niezrozumiała. Próbuje różnych sposobów: perswazji, próśb, propozycji pieniędzy. Szuka wytłumaczenia w chorobie, dziwactwie albo osobistej tragedii. Żadne z nich nie przynosi jednak ulgi.
Bo Bartleby nie prowadzi z nikim sporu. On po prostu nie uczestniczy.
I to właśnie ta spokojna nieobecność zaczyna powoli rozsadzać uporządkowany świat kancelarii.
Jeśli nie czytaliście opowiadania, Melville'a to nie będę Wam zdradzał, jak ta historia toczy się dalej. Warto samemu poznać zakończenie.


Jednym z najciekawszych pomysłów Munuery jest poszerzenie przestrzeni opowieści. U Melville’a większość wydarzeń rozgrywa się w dusznym wnętrzu biura. Komiks pozwala wyjść poza te cztery ściany.
Na planszach pojawia się dziewiętnastowieczny Nowy Jork – miasto ruchu, hałasu i handlu. Ulice pełne są powozów, przechodniów i dymu unoszącego się nad dachami. Ten żywy organizm kontrastuje z niemal nieruchomą postacią Bartleby’ego.
Rysunek Munuery pozostaje czytelny i elegancki. Autor korzysta z doświadczeń franko-belgijskiej szkoły komiksu, ale unika nadmiernej stylizacji. Postaci są charakterystyczne, a mimika i drobne gesty dobrze oddają ich temperament.
Dużą rolę odgrywa także kolorystyka przygotowana przez Sedyasa. Dominują przygaszone barwy, które nadają scenom klimat starej fotografii. Wnętrza kancelarii są chłodne i przytłumione, natomiast ulice miasta oddychają cieplejszym światłem.
Najbardziej zapada w pamięć ceglana ściana widoczna za oknem biura. To w nią Bartleby wpatruje się godzinami. Prosty motyw, który w komiksie działa niemal jak wizualna metafora bez wyjścia.
Przeniesienie prozy na plansze komiksu zawsze oznacza pewien kompromis. Literatura pozwala pozostawić wiele rzeczy w półcieniu, podczas gdy obraz wymaga konkretu.
W opowiadaniu Melville’a Bartleby jest postacią niemal abstrakcyjną. W komiksie dostaje twarz, sylwetkę i fizyczną obecność. Dla jednych czytelników będzie to zbliżenie się do bohatera, dla innych – odebranie mu części tajemnicy.
Najważniejsze jest jednak to, że Munuera nie traktuje materiału źródłowego jak tekstu do zilustrowania. Rozwija niektóre sceny, wprowadza momenty oddechu, pozwala zobaczyć świat poza kancelarią. Dzięki temu komiks działa jako samodzielna interpretacja, a nie jedynie graficzne streszczenie opowiadania.


„Kopista Bartleby, czyli opowieść o Wall Street” nie jest historią efektowną. Nie znajdziemy tu dynamicznej akcji ani spektakularnych zwrotów fabularnych. Cała siła tej opowieści tkwi w powolnym narastaniu napięcia.
To komiks, który zaczyna pracować w czytelniku dopiero po lekturze.
Kiedy zamykasz album i przypominasz sobie spokojną sylwetkę człowieka siedzącego przy biurku. Człowieka, który na każde polecenie odpowiada jednym zdaniem: „Wolałbym nie”.
Trudno o prostszy gest. A jednak właśnie ta prostota sprawia, że historia Melville’a wciąż potrafi niepokoić. Bo w świecie opartym na działaniu i produktywności nawet najcichsza odmowa może okazać się czymś naprawdę wywrotowym.
Od siebie gorąco polecam. Sięgnijcie po ten komiks. Przeczytajcie. Zastanówcie się. Być może za jakiś czas, staniecie przed kimś i po prostu odpowiecie mu „Wolałbym nie”.
| Współpraca recenzencka (redakcja otrzymała bezpłatny egzemplarz) | Tak |
|---|---|
| Tytuł | „Kopista Bartleby, czyli opowieść o Wall Street” |
| Wydawca | Los Kraba |
| Scenarzysta | José-Luis Munuera |
| Rysownik | José-Luis Munuera |
| Kolorysta | Sedyas |
| Tłumacz | Marta Duda-Gryc |
| Rok wydania | 2025 |
| Format | 220x288 mm |
| Okładka | twarda |
| Liczba stron | 72 (kolor) |
| Cena okładkowa | 69,00 zł |
Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych i promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.