Krakoa zmienia wszystko - recenzja komiksu "Ród X / Potęgi X"

Krakoa zmienia wszystko - recenzja komiksu "Ród X / Potęgi X"

„Ród X / Potęgi X” ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Egmont i zbiera dwanaście zeszytów dwóch przeplatających się miniserii: Ród X #1-6 oraz Potęgi X #1-6. Scenariusz napisał Jonathan Hickman, za rysunki odpowiadają Pepe Larraz i R.B. Silva, kolory przygotował Marte Gracia, a całość przełożył na język polski Marek Starosta. Zanim jednak przejdę dalej, powinienem się do czegoś przyznać. Nie należę do ludzi, którzy potrafią z pamięci wymienić wszystkie składy X-Menów, opowiedzieć historię każdego kostiumu Cyclopsa i bez zaglądania do internetu policzyć, ile razy Jean Grey umierała, wracała do życia albo robiła coś pomiędzy. Ród X / Potęgi X to mój pierwszy naprawdę poważny kontakt z komiksowym światem mutantów.

Nie oznacza to oczywiście, że X-Menowie byli mi wcześniej zupełnie obcy. Trudno interesować się komiksami i nigdy na nich nie trafić. Był kultowy serial animowany, były kolejne kreskówki i filmy, były gościnne występy w innych seriach Marvela. No i był Wolverine, którego przez pewien czas można było chyba spotkać częściej niż Spider-Mana. Wiedziałem, kim są Xavier, Magneto, Cyclops, Jean Grey czy Storm. Znałem też fundament całej historii: mutanci są kolejnym krokiem ewolucji człowieka, ludzie się ich boją, Xavier wierzy w możliwość pokojowego współistnienia obu gatunków, Magneto zaś uważa, że prędzej czy później wszystko skończy się prześladowaniami.

Miałem więc tę wiedzę, którą człowiek zbiera przez lata niejako przy okazji. Znałem X-Menów, ale nigdy tak naprawdę ich nie czytałem.

I chyba właśnie dlatego Ród X / Potęgi X zrobił na mnie tak duże wrażenie. Chociaż trudno wyobrazić sobie bardziej bezczelne miejsce na rozpoczęcie znajomości.

Hickman nie zamierza bowiem przedstawiać nam X-Menów. Nie zabiera nas do szkoły Xaviera, nie tłumaczy po kolei, kto jest kim, i nie daje czasu na wygodne rozgoszczenie się w tym świecie. Rzuca czytelnika na głęboką wodę. Pierwsze zeszyty dają wręcz dziwne poczucie, że coś nas ominęło. Jakbyśmy spóźnili się na spotkanie, na którym podjęto kilka bardzo ważnych decyzji, a teraz pozostali uczestnicy nie mają zamiaru powtarzać wszystkiego specjalnie dla nas.

Xavier jest jakiś inny. Magneto stoi po jego stronie. Mutanci mają własne państwo. Dawni bohaterowie i złoczyńcy nagle funkcjonują obok siebie, a Krakoa - żyjąca wyspa – nie jest już tylko kolejną efektowną bazą X-Menów.

„Gdy spaliście, świat się zmienił” - mówi Xavier.

I właściwie równie dobrze mógłby zwracać się bezpośrednio do czytelnika.

Krakoa stała się suwerennym państwem mutantów, z własnym językiem, prawami, kulturą i polityką. Dzięki niezwykłym roślinom jej mieszkańcy produkują leki, których potrzebuje ludzkość, co daje Xavierowi i jego ludziom bardzo mocny argument podczas rozmów o międzynarodowym uznaniu nowego kraju. Najważniejsza zmiana zachodzi jednak gdzie indziej. Stare marzenie Xaviera o integracji ludzi i mutantów właściwie odchodzi do lamusa. Skoro przez tyle lat próby pokojowego współistnienia kończyły się kolejnymi konfliktami, pogromami i Sentinelami, mutanci przestają prosić o miejsce przy cudzym stole. Budują własny.

I tu Hickman złapał mnie na dobre.

Bo Krakoa z jednej strony wydaje się spełnieniem marzeń. Mutanci wreszcie mają miejsce, w którym nie muszą przepraszać za to, że istnieją. Z drugiej - od początku coś tutaj uwiera. Xavier ze swoim Cerebro na głowie bardziej niż nauczyciela zaczyna przypominać przywódcę jakiegoś osobliwego kultu. Magneto nie występuje już w roli terrorysty przeciwstawiającego się X-Menom, tylko polityka reprezentującego naród świadomy własnej siły. Dawni wrogowie zostają przyjęci do wspólnoty, ponieważ stare podziały nagle tracą znaczenie. Najważniejsze staje się jedno: jesteśmy mutantami.

I właściwie przez całą lekturę nie mogłem zdecydować, czy powinienem się z tego cieszyć, czy zacząć się trochę bać.

To chyba jedna z największych zalet tej historii. Hickman nie przedstawia Krakoa jako prostego spełnienia marzenia Xaviera. Granica pomiędzy emancypacją, separacją i poczuciem wyższości robi się miejscami bardzo cienka. Im bardziej mutanci przypominają naród, tym mniej przypominają drużynę superbohaterów, którą znałem z animacji czy filmów. W pewnym momencie dotarło do mnie, że autor właściwie przestał opowiadać historię X-Menów.

Zaczął opowiadać historię cywilizacji.

Jeszcze mocniej widać to w Potęgach X. „X” w tytule należy tutaj rozumieć jako rzymską dziesiątkę, ponieważ Hickman zaczyna bawić się skalą czasu: X⁰, X¹, X², X³. Dziesięć lat, sto lat, tysiąc lat... Opowieść przeskakuje między epokami, pokazując przeszłość, teraźniejszość i możliwe przyszłości mutantów. I nagle okazuje się, że czytamy już nie tyle klasyczny komiks superbohaterski, ile pełnoprawne science fiction.

Hickmana interesuje ewolucja, sztuczna inteligencja, transhumanizm, rozwój całych społeczeństw, a przede wszystkim nieuchronność pewnych procesów. Ludzie boją się mutantów. Mutanci boją się maszyn stworzonych przez ludzi. Maszyny rozwijają się niezależnie od jednych i drugich. Każda ze stron próbuje zabezpieczyć własną przyszłość i właśnie tym działaniem może przyczyniać się do katastrofy, której tak bardzo chce uniknąć.

Człowiek zaczyna czytać komiks o X-Menach, a kilkaset stron później zastanawia się nad powstawaniem i wymieraniem cywilizacji. Wolverine gdzieś tam oczywiście nadal ma pazury, ale zrobiło się jakby poważniej.

Jednym z najważniejszych elementów całej układanki jest Moira MacTaggert. Nie będę zdradzał, na czym polega pomysł Hickmana, ponieważ Ród X #2 zdecydowanie warto przeczytać bez znajomości rozwiązania. Dość powiedzieć, że autor bierze postać od dawna obecną w świecie X-Menów i jednym ruchem nadaje jej znaczenie, które zmienia sposób patrzenia na ogromną część historii mutantów.

Retcony bywają niewdzięcznym narzędziem. Czasem wyglądają tak, jakby scenarzysta po prostu wszedł do pokoju, poprzestawiał cudze meble i oznajmił, że od zawsze właśnie tak stały. Hickman robi coś znacznie ciekawszego. Nie kasuje tego, co wydarzyło się wcześniej, tylko dokłada do znanych wydarzeń nową warstwę. Nagle pewne decyzje Xaviera i Magneto nabierają innego znaczenia. Co ważniejsze, cały pomysł nie jest wyłącznie efektownym „twistem”. Stanowi fundament historii.

Hickman ma jednak pewną przypadłość, którą zapewne doskonale znają jego wielbiciele: uwielbia wykresy.

Naprawdę uwielbia.

W albumie znajdziemy schematy, dokumenty, raporty, osie czasu, opisy mutantów, informacje o strukturze Krakoa i całe strony tekstu wyglądające tak, jakby właśnie trwało zebranie zarządu Xavier & Magneto Sp. z o.o. Początkowo podchodziłem do nich podejrzliwie. Po kilku zeszytach zacząłem jednak czytać je równie uważnie jak normalne plansze. Hickman umieszcza tam informacje naprawdę istotne dla fabuły i dzięki temu nie musi zmuszać bohaterów do prowadzenia idiotycznych rozmów, podczas których tłumaczyliby sobie rzeczy, które wszyscy doskonale wiedzą.

Nie zmienia to faktu, że po kolejnym diagramie można zatęsknić za Wolverinem wysuwającym pazury i rozwiązującym problem metodą tradycyjną.

Największym zaskoczeniem okazało się jednak to, jak wiele emocji Hickman potrafi wydobyć z historii skonstruowanej z taką matematyczną wręcz precyzją. Najlepszym przykładem jest misja przeciwko Orchis. Nagle wszystkie wielkie koncepcje, osie czasu, polityczne deklaracje i rozważania o przyszłości gatunku schodzą na dalszy plan. Zostaje garstka mutantów wykonujących misję, z której mogą nie wrócić. I właśnie wtedy bohaterowie, których część znałem wcześniej co najwyżej z widzenia, zaczęli mnie naprawdę obchodzić.

Sporo dobrego robią tutaj rysownicy. Pepe Larraz jest po prostu świetny. Potrafi narysować widowiskową akcję, ale nie gubi przy tym czytelności planszy, a jego bohaterowie rzeczywiście grają – mimiką, gestem, spojrzeniem. R.B. Silva dobrze odnajduje się natomiast w bardziej futurystycznych fragmentach Potęg X. Obaj mają własny charakter, ale dzięki kolorom Marte Gracii kolejne części nie sprawiają wrażenia dwóch przypadkowo sklejonych komiksów. Warto też wspomnieć o Tomie Mullerze i całej oprawie graficznej. Symbole, charakterystyczne plansze informacyjne i typografia stały się integralną częścią Krakoa. Ten świat nie tylko inaczej działa. On również inaczej wygląda.

Pozostaje pytanie, które sam zadawałem sobie przed lekturą: czy Ród X / Potęgi X rzeczywiście nadaje się na pierwszy poważny komiks o X-Menach?

Odpowiedziałbym: tak. Ale trzeba wiedzieć, na co się człowiek pisze.

Nie rozpoznawałem wszystkich bohaterów. Nie wychwyciłem wszystkich odniesień. Czasami wiedziałem, że jakaś scena dla czytelnika śledzącego X-Menów od dwudziestu lat musi mieć zupełnie inny ciężar. O dziwo, nie przeszkadzało mi to szczególnie. Hickman korzysta z dziesięcioleci historii mutantów, ale jednocześnie wyznacza bardzo wyraźną granicę. To, co było wcześniej, ma znaczenie, lecz od tego miejsca zaczyna się coś nowego.

Być może brak większego przywiązania do dawnych X-Menów nawet mi pomógł. Nie zastanawiałem się, czy Xavier „może” zachowywać się w taki sposób albo czy Magneto powinien siedzieć przy tym samym stole co jego dawni przeciwnicy. Bardziej interesowało mnie, dlaczego znaleźli się właśnie tutaj. Co musiało się wydarzyć, żeby człowiek, który całe życie wierzył w pokojowe współistnienie, uznał w końcu, że trzeba spróbować czegoś zupełnie innego?

I czy rzeczywiście jest to rozwiązanie lepsze.

Po przeczytaniu Rodu X / Potęg X wciąż nie powiedziałbym, że znam się na X-Menach. Za dużo tu postaci, historii, wzajemnych relacji i trupów, które - jak zdążyłem się zorientować - w świecie mutantów mają wyjątkowo luźny stosunek do pozostawania martwymi.

Ale wydarzyło się coś ważniejszego.

Przed lekturą X-Menów po prostu znałem. Byli jedną z tych wielkich marek Marvela, o których człowiek wie mnóstwo, nawet jeśli nigdy specjalnie się nimi nie interesował. Po lekturze Hickmana zacząłem się zastanawiać, co było wcześniej, co wydarzyło się później i po jakie albumy powinienem sięgnąć w następnej kolejności. Na szczęście nasz wydawca ułatwia nam zadanie i wydaje wszystko tak, aby czytać w odpowiedniej kolejności.

A jeśli po prawie pięciuset stronach komiksu pierwszą myślą jest „dobra, co czytam dalej?”, to trudno mi wymyślić lepszy komplement.

Informacje o komiksie
Tytuł „Ród X / Potęgi X”
Seria X-Men
Wydawca Egmont
Scenarzysta Jonathan Hickman
Rysownik Pepe Larraz, R.B. Silva
Tłumacz Marek Starosta
Rok wydania 2022
Format 167x255mm
Okładka Miękka
Liczba stron 448 (kolor)
Cena okładkowa 139,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Obserwuj Blog o komiksach w Google