Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

Nowy początek dla starego Lisa. Recenzja komiksu „Lis 2.0 #01

Do „Lisa” wszedłem bez znajomości pierwszej serii. „Nowy początek” miał być punktem startu dla takich czytelników jak ja. Sprawdziłem, czy ta obietnica się broni i co zostawia po sobie pierwszy zeszyt.

Nowy początek dla starego Lisa. Recenzja komiksu „Lis 2.0 #01

Do „Lisa” wchodzę bez bagażu. Pierwszej serii, wydawanej od 2014 roku przez Sol Invictus, nie czytałem. „Lis 2.0 #01. Nowy początek” był więc dla mnie dokładnie tym, co obiecuje tytuł. To niezły test dla komiksu, który według zapowiedzi yelly.studio ma być jednocześnie kontynuacją i furtką dla nowych czytelników.

Bohaterem jest Gabriel Majewski, młody złodziej obdarzony nadludzką siłą i zwierzęcą zwinnością. Przypadkiem zostaje bohaterem i internetową sensacją, więc postanawia odwiesić kostium na kołek i ułożyć sobie życie w Warszawie. Spokój nie trwa długo. Biznesmen wykupujący warszawskie grunty zaczyna zagrażać przyjaciołom Gabriela, a ludzie, którzy węszą wokół sprawy, znikają bez śladu. Lis wraca do gry.

Schemat znamy z amerykańskich zeszytówek i nikt tu nie udaje, że jest inaczej. Siła tego komiksu leży gdzie indziej. Akcja dzieje się w Warszawie, a bohaterowie mówią językiem, który brzmi naturalnie. Dialogi są nowoczesne i młodzieżowe, bez sztywności, która potrafi doskwierać rodzimym opowieściom o herosach. Postaci brzmią jak ziomki z bloku obok, a nie jak bohaterowie przełożeni z angielskiego.

Za scenariusz odpowiada Dariusz Stańczyk, twórca postaci, który wrócił do niej po latach. Rysuje Alan „ALGOYO” Gajewski, współzałożyciel yelly.studio i współautor „Battle Code: Ragnarök”. Jego kreska jest jak sam to dobrze okrwśla "grubo ciosana", a kolory żywe. Sceny akcji mają tempo, a całość pasuje do historii, która nie traktuje się śmiertelnie poważnie. Wydanie jest staranne i miło trzyma się je w rękach.

Minusy są dwa i oba wynikają z formy. Pierwszy to odwołania do wydarzeń z poprzedniej serii. Nowy czytelnik wyczuje, że niektóre postaci łączy wspólna przeszłość, której nie widział, i że coś go ominęło. Lektury to nie utrudnia, ale zostawia lekki niedosyt. Na szczęście ukazało się wydanie zbiorcze pierwszej serii. Liczy 160 stron i zawiera dwie dodatkowe krótkie historie, więc luki da się szybko nadrobić.

Drugi minus to klasyka gatunku. Zeszyt ma 28 stron i urywa się dokładnie wtedy, gdy robi się najciekawiej. W USA kolejny numer trafiłby do sklepów za miesiąc. Tu pozostaje pytanie, jak długo przyjdzie czekać. „Lis 2.0” powstał dzięki zbiórce na Kickstarterze. Według strony kampanii 100 wspierających wpłaciło 3764 euro przy celu 500 euro. Niezależne zeszytówki finansowane w ten sposób ukazują się we własnym tempie, a daty drugiego numeru w chwili pisania nie znalazłem.

Czy sięgnąć? Tak. „Nowy początek” robi to, co powinien robić pierwszy zeszyt: przedstawia bohatera, zawiązuje intrygę i sprawia, że chce się więcej. Kolekcjonerzy mają do wyboru kilka okładek. Regularną narysował Gajewski, warianty przygotowali Jakub Oleksów, rysownik pierwszej serii, oraz Bogumiła Pepasińska. Jest też wersja blank pod szkic.

Blog o komiksach objął komiks patronatem medialnym.

Okładka komiksu
Polecana lektura

Lis 2.0 #1. Nowy początek

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii

Szukaj na blogu