Lost In Time wydał „Drogę miecza". To jeden z najpiękniejszych komiksów tego roku

Adaptacja nagrodzonej powieści Thomasa Daya trafiła do Polski w jednym tomie. Powstawała siedem lat, a luksusowe wydanie zbiorcze wyprzedziło we Francji premierę finału. Dla mnie pozycja obowiązkowa.

Lost In Time wydał „Drogę miecza". To jeden z najpiękniejszych komiksów tego roku

 Na „Drogę miecza" czekałem z ciekawości podwójnej. Raz, że to adaptacja głośnej powieści, z którą dotychczas nie miałem niestety styczności. Dwa, że Lost In Time dokłada tym tytułem kolejny frankofoński album o historycznej Azji do swojej oferty. I od razu powiem: nie zawiodłem się ani trochę. To dla mnie pozycja obowiązkowa i jedna z tych rzeczy, które chce się mieć na półce, a nie tylko przeczytać.

Pierwowzorem komiksu jest „La Voie du sabre" Thomasa Daya, wydana w 2002 roku i nagrodzona rok później Prix Julia Verlanger. Co ciekawe, sam Day to pseudonim - naprawdę nazywa się Gilles Dumay, a poza pisaniem zajmuje się redagowaniem literatury fantastycznej. Powieść była podzielona na trzy części, i taki sam podział dostał komiks: „Popioły dzieciństwa", „Żar nauki" i „Pożar umysłu".

Scenariusz komiksowy napisał Mathieu Mariolle, i to jego nazwisko warto zapamiętać, bo zadanie miał karkołomne. Trzeba było zmieścić ponad trzystustronicową powieść opartą na wspomnieniach w trzech albumach. Day figuruje jako autor pierwowzoru i dołożył przedmowę, ale konkretną robotę przy podziale materiału i dramaturgii plansz odwalił Mariolle. W polskiej metryczce obaj podpisani są jako scenarzyści, co jest pewnym uproszczeniem - ale merytorycznie wszystko się zgadza.

Rysownik (przez duże „R”) Federico Ferniani stworzył coś epickiego w najbardziej dosłownym sensie tego słowa. Jego plansze potrafią jednym kadrem zbudować całe miejsce, potwora albo obyczaj, na których opisanie powieść potrzebowałaby kilku stron. Włoch pracował wcześniej jako ilustrator, między innymi dla muzeów archeologicznych, i to widać - jego zamiłowanie do gęstego detalu ma korzenie w czasach, gdy w cudzych ilustracjach powierzano mu głównie tła, drzewa i drobiazgi.

Studiował antropologię, przez pewien czas służył w karabinierach, jest samoukiem. Fascynowała go średniowieczna Japonia, Musashi i manga „Vagabond", ale - i to jest kluczowe dla odbioru albumu - świadomie nie chciał rekonstruować prawdziwej Japonii. Zbudował własną, fantastyczną wersję tego świata. Dlatego jeśli ktoś szuka podręcznika historii, to raczej nie tędy droga. Ale jeśli szuka rozmachu, dostanie go z nawiązką.

Osobna ciekawostka dla tych, którzy zwrócą uwagę na zmiany stylu wewnątrz albumu. To nie niekonsekwencja. Legendy opowiadane w środku głównej historii narysowali inni artyści - w polskim wydaniu podpisani są Mikaël Bourgouin i Yann Tisseron. Każda z tych wtrąconych opowieści wygląda inaczej, bo funkcjonuje jak osobny głos, jak coś zasłyszanego albo zapamiętanego, a nie oglądanego na własne oczy. Bardzo podoba mi się ten zabieg.

Logo Lost In Time

A o czym właściwie jest ten komiks? O nauce. Młody, zarozumiały chłopak trafia pod skrzydła legendarnego mistrza miecza, Musashiego - u Daya przedstawionego jako „święty od miecza". I dostaje lekcje, których się nie spodziewał. Zamiast prostego treningu szermierki są nauki o jedzeniu, zmysłach, obserwacji, cierpliwości. Mistrz jest pokorny tam, gdzie uczeń pyszny. To opowieść o pokorze i cierpliwości, o wartościach dość uniwersalnych, z którymi dobrze byłoby, gdyby dzisiejsza młodzież się zetknęła. Zaznaczam jednak wyraźnie: to nie jest moralizatorska czytanka. To raczej droga wojownika do pewnego rodzaju świętości, pokazana bez podniesionego palca. Największą siłą tej historii jest właśnie to, że młody bohater nie zawsze rozumie, czego się uczy - i że my, czytelnicy, widzimy to wcześniej niż on.

Musashi zresztą to postać historyczna, autor „Księgi pięciu kręgów" (wydawca w opisie używa formy „Legenda pięciu kręgów"). Prawdziwy Miyamoto Musashi stoczył ponad sześćdziesiąt pojedynków, ale zajmował się też malarstwem i rzemiosłem - nie dało się go sprowadzić do samej szermierki.

Na koniec słowo o kontekście wydawniczym. „Droga miecza" to już kolejny frankofoński album o historycznej Azji, jaki Lost In Time wprowadza na polski rynek. I szerzej — takie tytuły pojawiają się u nas ostatnio coraz częściej. Egmont wydaje właśnie „Samuraja" Jean-François Di Giorgio i Frédérica Genêta, też frankofońską serię osadzoną w feudalnej Japonii. Dobrze, że ten nurt się u nas rozrasta, bo europejskie spojrzenie na azjatycką historię ma swój własny, rozpoznawalny smak.

Podsumuję prosto: fantastyczna sprawa. Bardzo mi się ten komiks podobał, a rysunki Fernianiego zostają w głowie długo po zamknięciu okładki. Dla mnie - pozycja obowiązkowa.

Informacje o komiksie
Tytuł Droga miecza. Wydanie zbiorcze
Seria
Wydawca Lost In Time
Scenarzysta Mathieu Mariolle, Thomas Day
Rysownik Federico Ferniani, Mikaël Bourgouin, Yann Tisseron
Kolorysta Jean-Paul Fernandez
Tłumacz Jakub Syty
Rok wydania 2026
Format 240 x 320 mm
Okładka twarda
Liczba stron 192
Cena okładkowa 140 zł

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Logo Lost In Time
Obserwuj Blog o komiksach w Google