Mandioca wyda „Spalone dziąsła" Natalii Velarde - jeden z najgłośniejszych hiszpańskich debiutów ostatnich lat trafi do Polski w 2027 roku

Wydawnictwo Mandioca zapowiedziało polskie wydanie „Spalonych dziąseł" - eksperymentalnej powieści graficznej Wenezuelki Natalii Velarde, która podbiła hiszpański rynek komiksowy w 2025 roku.

Mandioca wyda „Spalone dziąsła" Natalii Velarde - jeden z najgłośniejszych hiszpańskich debiutów ostatnich lat trafi do Polski w 2027 roku
fot. Mandioca

Wydawnictwo Mandioca ogłosiło, że w 2027 roku wyda polskie tłumaczenie „Spalonych dziąseł" („Encías quemadas") Natalii Velarde. To jeden z najgłośniejszych komiksowych debiutów w Hiszpanii od lat - książka, która w oryginale ukazała się nakładem Reservoir Books (Penguin Random House) i błyskawicznie trafiła na listy najlepszych komiksów 2025 roku według „Babeli", El Periódico i RTVE.

Była nominowana do nagrody za najlepszy komiks krajowy na Salón del Cómic de Zaragoza, a w 2026 roku zgarnęła trzy nagrody branżowe: Premio Antifaz, Premio Finestres de Cómic i Premio ACDCómic - w tym wyróżnienie za najlepszą wschodzącą autorkę.

Velarde (ur. 1994 w Wenezueli, mieszka w Madrycie od 2005 roku) przez lata działała w świecie fanzinu i samoedycji — w Polsce praktycznie nieznana, na rynku hiszpańskim traktowana już jako głos pokolenia. Pracowała m.in. dla kultowego magazynu „Métal Hurlant". „Spalone dziąsła" to jej pierwszy długi komiks, poprzedzony stypendium hiszpańskiego rządu dla młodych twórców (Injuve).

Zagraniczne opracowania ujawniają zarys fabuły. Do miasta przybywa istota pół-dziewczyna, pół-zwierzę, zwana Psią Skórą. Kiedy cywilizacja się wali, wszyscy obwiniają ją o katastrofę. Żeby naprawić błąd, wyrusza przez pustynię z towarzyszem o imieniu Cielito, szukając tajemniczego „Autora" — kogoś, kto mógłby przepisać tę historię od nowa. To komiks o żałobie, tworzeniu i próbie nadania sensu stracie. Bezpośrednim impulsem do napisania komiksu była śmierć psa autorki.

Graficznie to chyba raczej pozycja dla czytelników otwartych na eksperyment: brak klasycznej siatki, strony działające jak autonomiczne ćwiczenia wizualne, brutalna kolorystyka. Hiszpańska krytyka nie szczędziła superlatywów — padały porównania do „Czarnoksiężnika z Oz" i Beto Hernándeza, mówiono o „graficznym ciosie w twarz".