"Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem", czyli subiektywny komentarz do sprzedażowej topki Egmontu

"Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem", czyli subiektywny komentarz do sprzedażowej topki Egmontu

Jak zapewne wiecie, Egmont opublikował podsumowanie najlepiej sprzedających się komiksów za rok 2024. Zaskoczenia nie ma - kolejny rok z rzędu w topce są znane i lubiane tytuły. Dlatego w tytule tekstu pozwoliłem sobie użyć kultowego cytatu inż. Mamonia z "Rejsu". Lubimy to co już znamy. Przez reminiscencję, oczywiście.

Numerem jeden jest "Szkoła latania" Janusza Christy. Trudno powiedzieć, czy komiks okupuje pozycję lidera ze względu na jego fenomen, czy też może dlatego, że od 2016 roku jest lekturą szkolną. Skłaniałbym się jednak ku tej drugiej opcji. Z całym szacunkiem do dokonań Christy, ale dla mnie "Szkoła latania" to zawsze był przeciętniak. Mistrz tworzył sto razy lepsze komiksy.

Nawiasem mówiąc, zastanawiam się czy MEN dobrze zrobiło wpisując tę pozycję na listę lektur szkolnych. Z własnego doświadczenia wiem, że lektury szkolne zawsze kojarzyły mi się z przymusem czytania czegoś, czego nie chciałem. Zresztą moi synowie za cholerę nie chcieli przeczytać tego komiksu. Doszło nawet do sytuacji, że młodszego przyłapałem na szukaniu w sieci streszczenia... Mimo iż na półce ma kilka wydań tej pozycji.

Dalej też nie ma zaskoczenia. Lokaty od 2 do 4 okupuje "Thorgal". To samograj i trudno się chyba dziwić. Choć osób, które twierdzą, że Metallica skończyła się na "Kill'em All" a "Thorgal" na "Strażniczce kluczy" nie brakuje, to nie oszukujemy się - nadal z ciekawości sięgamy po kolejne płyty Metalliki, i kupujemy kolejne "Thorgale". Może się nam mniej podobają, może trochę pomarudzimy, ale z ciekawości zapoznamy się z treścią. Zresztą, "Thorgal" - mimo wszystko - wciąż trzyma naprawdę niezły poziom.

Potem znowu mamy "Kajka i Kokosza". Tym razem nowe przygody, czyli "Powrót Milusia". Nie mam zdania na temat tego komiksu. Mam duże zaległości w czytaniu, ale nie ukrywam, że kupiłem go w dniu premiery. Leży na półce (podobnie jak "Wydanie urodzinowe Szkoły latania") i czeka na lepsze czasy. "KiK" wróci jeszcze kilka razy w tej topce. Jako Kajko lub Kajtek ("Zły książę", "Pojedynek z Abrą", "Złota Kolekcja"). Wiadomo, Egmont gra na sentymentach starych ludzi ;)

Sporo w topce jest komiksów z uniwersum Kaczogrodu. Osobiście zbieram się do skompletowania tej serii, ale do tej pory jeszcze po nią nie sięgnąłem. Kupiłem natomiast komiks "Nasz Wielki Donald", czyli kolejne wydanie jubileuszowe. Nie kupuję "Donaldów", ale na tę pozycję się skusiłem. Stoi zafoliowana na półce.

Cyberpunk pojawia się aż trzy razy. Mamy nowości typu "Blackout" czy "XOXO", ale też pierwszy zeszyt serii, czyli "Traumę Team". Być może to "efekt Sztybora" - czytelnikom spodobały się ostatnie komiksy spod jego pióra i zdecydowali się zacząć zbierać serię od początku. Nie dziwię się im - fajnie się to czyta. Miałem straszny hype na grę "Cyberpunk 2077" i kupiłem ją na Xboxa w dniu premiery. A nawet koszulkę sobie i synowi. Gry w zasadzie nie odpaliłem (przeszedłem samouczek) i po latach sprzedałem za bezcen CD. Ale komiksy bardzo mi się podobają, choć nie znam fabuły gry. Uniwersum poznaję dzięki komiksom.

A skoro mowa o Bartoszu Sztyborze, to na ósmej pozycji w topce mamy Wiedźmina - "Dzikie zwierzęta". Kolejną wariację w jego wersji na temat Geralta. Moim zdaniem bardzo udaną. W najlepiej sprzedających się komiksach mamy też "Wiedźmina - Ziarno prawdy", komiks oparty na oryginalnych opowiadaniach Andrzeja Sapkowskiego. Nie dziwię się - naprawdę warto sięgnąć po tę adaptację. Może nawet, gdy nie znamy prozy Mistrza. Jest wiernie przełożona na język komiksu.

Zaskoczeniem dla mnie jest "Szninkiel". Nie dlatego, że jest w topce sprzedażowej. To oczywista oczywistość, komiks będący fenomenem itp. itd. Chodzi mi bardziej o to, że Egmont wypuszcza go w tak małych nakładach. Nie kupiłem go w dniu premiery i po kilku miesiącach musiałem szukać egzemplarza z drugiej ręki! Mam oryginał z lat 80-tych. Kolorową wersję w trzech częściach i z trudem kupiłem wydanie w twardej oprawie. Egmoncie, ogarnij się - przecież to powinna być lektura szkolna w szkole średniej! Średniej, bo jest tam taki kadr... wiadomo jaki ;)

W topce jest kilka pozycji ze świata Star Wars. Tu mój komentarz jest chyba zbędny - to franczyza, która ma wiernych fanów i to się nie zmieni nawet za sto lat. To kolejny samograj, po który sięgają osoby, które na co dzień nie czytają komiksów. Ja tymczasem nadrabiam zaległości na Disney plus i oglądam spin-offy głównej serii. Mandalorian - miodzio, a Obi-Wan Kenobi zapowiada się obiecująco. Aż chce się kupić komiksy, ale półki nie z gumy, a portfel trzyma żona...

W topce znajdziemy też wydanie jubileuszowe Kleksa. Nie skusiłem się na nie tylko przez format wydania - czytałem w sieci narzekania, że za małe. Ale Kleksa lubię i szanuję. Wychowałem się na jego przygodach. Kupię drugie wydanie, gdy Egmont wyda w takim formacie, jak "Złotą Kolekcję Kajka i Kokosza" ;) Tu przy okazji mała prywata - jest szansa żeby za pięć lat wydać w takim samym formacie "Kajtka i Koka w Kosmosie"? Będę akurat obchodził 50. urodziny i chętnie bym sobie sprawił na prezent. Bo na wydanie w miękkiej się nie załapałem i trudno je zdobyć w komplecie :P

Co mnie zaskoczyło? Chyba cztery kwestie. Po pierwsze - tylko dwie pozycje z Marvel Fresh. Po drugie - jeśli dobrze patrzę, to nie widzę nic z DC... Po trzecie - komiks młodzieżowy (nie licząc Kaczek) ma tylko jednego reprezentanta, czyli "Sistars". A przecież Egmont mocno ciśnie w tym kierunku. I wreszcie po czwarte - nie licząc "Thorgala", w sprzedażowej topce nie ma frankofonów….

A jakie jest Wasze zdanie na temat kierunku, w którym zmierza Egmont? Podzielcie się nim w komentarzu!

A tu dla przypomnienia inż. Mamoń: