„Na północ od niepołudnia": portugalski komiks o tym, jak układa się życie od nowa
Wziąłem ten album do ręki spodziewając się kolejnej opowieści o uchodźcach - ważnej, potrzebnej i trochę przewidywalnej. Dostałem coś innego: cichą, melancholijną książkę o utracie domu i mozolnym układaniu życia od nowa.
Muszę zacząć od przyznania się do własnego uprzedzenia. Kiedy sięgałem po „Na północ od niepołudnia", spodziewałem się reportażu w komiksowej formie, historii z tezą, jakich o uchodźcach powstało już sporo. Portugalski album Fernanda Cabrity i João Mascarenhasa okazał się czymś innym. Nie goni z fabułą, nie funduje zwrotów akcji. Każe zwolnić i poruszać się po sobie powoli, jakby po nieznanym mieście w upalne popołudnie. Im dłużej przy nim siedziałem, tym mniej myślałem o polityce, a coraz więcej o rzeczach, które sam kiedyś zostawiłem za sobą.

Cabrita jest poetą, jednym z bardziej znanych w Algarve. Album wyrósł z jego wierszy, a Mascarenhas dopisał wokół nich opowieść o dwóch mężczyznach. W efekcie działają tu równolegle dwa poziomy tekstu: narracja rysownika i wplecione w nią fragmenty poetyckie. Można się zastanawiać, czy poezja została przełożona na język komiksu, czy raczej komiks zbudowano wokół poezji. Odpowiedź nie jest oczywista i to jedna z ciekawszych rzeczy w całej lekturze.

Khalid, uchodźca wojenny z Bliskiego Wschodu, trafia do Olhão, niewielkiego miasta na południu Portugalii. Utrzymuje się z poezji, muzyki granej na oudzie oraz z róż, z których destyluje esencje i wyrabia perfumy. Tęskni za kobietą, którą kocha i którą musiał zostawić. Poznaje João, starszego Portugalczyka, który sam kiedyś uciekał przed okropnościami wojny kolonialnej. Łączy ich muzyka. Khalid gra na oudzie, João na gitarze portugalskiej.
Łatwo byłoby zamknąć tę książkę w szufladce „ważny komiks o uchodźcach". Byłaby to jednak krzywda. Temat migracji jest tu obecny i konkretny, ale pod spodem leży coś szerszego, coś, co dotyczy każdego, kto kiedykolwiek musiał zaczynać od zera. Bohaterowie nie rozpoczynają po prostu świeżego życia. Niosą poprzednie ze sobą, jak walizkę, której nie da się odstawić.

Znam to uczucie nie tylko z komiksów. Życie potrafi się przełamać z dnia na dzień, przez chorobę, rozstanie, przeprowadzkę, śmierć kogoś bliskiego. Człowiek budzi się w miejscu, którego nie wybierał, i musi nauczyć się w nim mieszkać. Tęsknota za tym, jak było wcześniej, za utraconym rajem, siedzi wtedy pod skórą i nie chce odejść. „Na północ od niepołudnia" opowiada dokładnie o tym momencie, w którym trzeba się zaadaptować, choć się jeszcze nie chce. Nie trzeba być uchodźcą, żeby to poczuć.
Khalid zabiera ze sobą rzeczy, których żadna granica nie jest w stanie odebrać: muzykę, poezję, umiejętność zaklinania zapachu w perfumach. Sztuka staje się przenośną ojczyzną. Można stracić dom, kraj i dawne życie, ale kultura, pamięć i to, co się umie, zostają.

Mascarenhas operuje bardzo ograniczoną paletą, co jest raczej świadomą decyzją estetyczną, a nie oszczędnością. Miasteczko zostało odtworzone z czułością i pełni w albumie rolę niemal trzeciego bohatera. Podczas lektury warto rozglądać się po kadrach uważniej, niż wymaga tego sama fabuła, bo Mascarenhas chowa w nich różne drobiazgi.
Nie jest to rysunek idealnie równy. Zdarzają się plansze bardzo dopracowane obok kadrów prostszych. Nie ma to jednak większego znaczenia.

Dla polskiego czytelnika album ma dodatkowy kontekst. To kolejny portugalski komiks w katalogu Timofa, wydawnictwa, które od lat współpracuje z portugalską oficyną A Seita i systematycznie sprowadza tamtejszą „banda desenhada” nad Wisłę. Za przekład odpowiada Jakub Jankowski, stały tłumacz portugalskich komiksów w tej oficynie.
„Na północ od niepołudnia" to książka cicha, melancholijna i mądra. Nie krzyczy, nie moralizuje, nie próbuje niczego udowodnić na siłę. Opowiada o dwóch ludziach, którzy stracili swoje światy i próbują ułożyć z resztek coś nowego, przy pomocy muzyki, pamięci i wzajemnej obecności. Jeśli szukasz komiksu na dziesięć minut, to nie ten adres. Jeśli masz ochotę na godzinę spokojnej kontemplacji nad tym, jak kruche i przenośne bywa to, co nazywamy domem, warto zatrzymać się tu chwilę dłużej.

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.