Po „Uroczysku” czas na „Wyspę złoczyńców”. Mieczysław Sarna kontynuuje komiksowe przygody Pana Samochodzika
Mieczysław Sarna zakończył trzytomową adaptację „Uroczyska”, ale nie żegna się z Tomaszem NN. Autor pracuje już nad komiksem na podstawie „Wyspy złoczyńców”. W rozmowie opowiada o przenoszeniu prozy Zbigniewa Nienackiego do komiksowych kadrów.
Po kilku latach pracy nad komiksowym „Uroczyskiem” postawił Pan ostatnią kreskę w finałowym tomie. Co Pan wtedy poczuł: satysfakcję, żal, że ta przygoda dobiega końca, czy był Pan już myślami przy kolejnych wyzwaniach z Panem Samochodzikiem?
Mieczysław Sarna: Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, niosła ze sobą emocjonalny ładunek zwyczajnej ulgi. Uff... Udało się!
Po pierwsze dlatego, że zamknąłem pracę nad całym „Uroczyskiem”. Nie chodziło tylko o ukończenie samych plansz, ale o refleksję nad czasem, jaki minął od pierwszego pomysłu, przez poszukiwanie spadkobierców Zbigniewa Nienackiego i wydawcy, aż po efekt końcowy – moment, w którym komiks zaczął naprawdę istnieć na rynku.
Po drugie, „Uroczysko” to była praca pionierska, przecieranie szlaków. To właśnie w tych pierwszych tomach zawiązuje się akcja i wytyczają wątki przyszłej historii Tomasza NN. Jak wiadomo, powieść „Uroczysko” nie należy do ścisłego kanonu serii o Panu Samochodziku – główny bohater jest tu jeszcze studentem, nie ma legendarnego wehikułu ani nie pracuje w Ministerstwie Kultury i Sztuki. Dodatkowo w komiksie zawarłem nowe wątki, które przeplatają się z opowieścią znaną z książki.
Wszystko to sprawiało, że każdy gotowy tom oddawany do oceny czytelników budził we mnie wewnętrzny niepokój: Jak zostanie przyjęty? Czy spodoba się fanom twórczości Nienackiego? Mogę tylko powtórzyć to, co poczułem na początku: cieszę się i dziękuję. Czy odczuwam żal, że przygoda na Uroczysku dobiegła końca? Odpowiedziałbym tak: czy na pewno dobiegła? Ten, kto przeczyta ostatnią stronę komiksu, znajdzie odpowiedź. Co prawda są to słowa samego Zbigniewa Nienackiego, ale podpisuję się pod nimi obiema rękami!
Tom „Skarby i sekrety” musiał nie tylko kontynuować historię, ale też stanowić zwieńczenie wątków i zagadek z dwóch poprzednich części. Czy finał był pod tym względem trudniejszy do przygotowania niż wcześniejsze tomy?
Mieczysław Sarna: Tak, tom „Skarby i sekrety” był trudniejszy. Scenariusz, podobnie jak w poprzednich częściach, trzeba było zmieścić na 48 stronach, tymczasem w końcowej części książki akcja mocno przyspiesza. Aby poprowadzić opowieść sprawniej, musiałem zrezygnować z dwóch fragmentów zawartych w powieści (choć pozostawiły one swój ślad w komiksie).
„Skarby i sekrety” stanowią zwieńczenie wcześniejszych wątków, ale warto pamiętać, że „Uroczysko” to zarazem początek zagadek i przygód. Tutaj wszystko się dopiero zaczyna... Nie sądzę, aby diabeł Kuwasa poddał się tak łatwo. Być może pozostawił nitkę tajemnicy, którą Tomasz będzie musiał rozplątać w kolejnych tomach.
Jak przełożyć zagadki charakterystyczne dla prozy Nienackiego na język komiksu, aby zachować dynamikę opowieści, a jednocześnie nie zaburzyć sensu historii stworzonej przez pisarza?
Mieczysław Sarna: Otóż to! Zbigniew Nienacki pisał „Uroczysko” w latach 50. jako powieść młodzieżową, która nie wpisywała się jeszcze w późniejszy schemat serii o Panie Samochodziku. Inny styl, inna narracja, zupełnie inaczej rozłożone akcenty.
Można oczywiście spróbować to wszystko pozmieniać i uwspółcześnić, były już takie próby. Dla mnie największym wyzwaniem okazało się jednak dopasowanie dialogów w dymkach do narracyjnego stylu Nienackiego. Przykład z książki:
„Narkuski odwrócił się do mnie i powiedział: Nie uważa Pan redaktor, że to bardzo ciekawe?. I w następnej chwili zrobił mi wykład z historii sztuki, w który wsłuchiwałem się z nieukrywaną przyjemnością”.
Jak wpisać coś takiego w dymki komiksowe? Podobnych trudności było mnóstwo. Wymagały wygładzenia, skrócenia albo dopisania tekstu w niektórych miejscach. Stąd może brać się wrażenie, że komiks bywa „przegadany” – oprócz dialogów pojawia się sporo prostokątnych kadrów narracyjno-opisowych.
Dla przykładu, w drugim tomie („Diabelskie sprawki”) znajduje się strona z zeznaniami mieszkańców na temat Kuwasy. Są prześmieszne, pełne humoru, folkloru i baśniowego klimatu. Ktoś napisał w recenzji, że ta strona jest za długa... Ale co można było z tego wyciąć, nie niszcząc przy tym sedna literackiego humoru Nienackiego?
Która scena ze „Skarbów i sekretów” była dla Pana największym wyzwaniem rysunkowym, a która sprawiła najwięcej przyjemności?
Mieczysław Sarna: Zdecydowanie scena odkopywania grobowca w kurhanie – była jednocześnie największym wyzwaniem i ogromną przyjemnością. Bardzo obawiałem się, czy nie popełnię jakiegoś błędu merytorycznego. Nie jestem archeologiem, więc musiałem sporo poczytać na ten temat i przeanalizować archiwalne zdjęcia ze stanowisk archeologicznych z tamtych lat. Nienacki napisał jedynie, że naukowcy rozkopali kurhan „jak rozkrojony owoc”. Wyobraźnia każdego czytelnika podpowiada tu coś innego...
Czy reakcje czytelników na „Tajemnice kurhanu” i „Diabelskie sprawki” wpłynęły w jakikolwiek sposób na pracę nad trzecim tomem?
Mieczysław Sarna: Tak, i to bardzo. Pierwotnie tom „Skarby i sekrety” miał wyglądać nieco inaczej, ponieważ fabuła miała nawiązywać do kolejnej książki Nienackiego – „Skarb Atanaryka”. Jednak po lekturze opinii na forach internetowych zrozumiałem, jak bardzo czytelnicy czekają na pojawienie się słynnego wehikułu Pana Samochodzika.
Przeanalizowałem scenariusz na nowo i wprowadziłem poprawki – w efekcie w kolejnej części pojazd zagra dużą rolę. Ceną za tę zmianę było wyrzucenie do kosza kilku gotowych plansz, przeróbka scenariusza oraz narysowanie od nowa finałowej części komiksu, aby historia miała spójny dalszy ciąg. Zajęło to trochę czasu, ale mam nadzieję, że wyszło to dziełu na dobre.
„Uroczysko” odwołuje się do realiów sprzed wielu dekad, ale dwa pierwsze tomy serii budziły też zainteresowanie współczesnych nastolatków. Jak udaje się Panu znaleźć równowagę między nostalgią starszych fanów a tempem atrakcyjnym dla młodszego czytelnika?
Mieczysław Sarna: To Zbigniew Nienacki zbudował pomost, po którym chodzą czytelnicy jego książek, a teraz także komiksów. Ja starałem się jedynie przenieść rysunkiem klimat tamtych lat. Mam szczerą nadzieję, że mój komiks zainspiruje młodsze pokolenie do sięgnięcia po powieściowy oryginał.
W trzecim tomie starałem się poprowadzić akcję bardziej dynamicznie, również z myślą o młodszych odbiorcach... A może to ekranizacje filmowe są tym właściwym pomostem? Bardzo lubię adaptacje filmowe prozy Nienackiego, a za najlepsze uważam dwie pierwsze: film „Wyspa złoczyńców” oraz serial „Samochodzik i templariusze” ze Stanisławem Mikulskim. Dlaczego? Bo były robione na serio. Czytelnika – bez względu na wiek – nie da się oszukać. Szybko wyczuje fałsz i odejdzie.
Nie chodzi o tani sensacyjny hit, ale o realizm, klimat i prawdę. Przykładem są lata 90. Osobiście nie przekonuje mnie pojazd Tomasza, który ma sześć kół, mówi językiem Atari, dymi z komina i strzela laserami. Aktor na scenie musi przekonać widza do prawdziwości swojej postaci – podobnie jest z komiksem czy książką. To może być prawda baśniowa, ale jeśli po Mazurach ma wędrować Winnetou, trzeba to przedstawić tak, aby czytelnik uwierzył w tę historię i rozglądał się po szlaku z nadzieją, że natrafi na jego wigwam.
W finale ważne są nie tylko skarb i zagadka archeologiczna, ale też relacje między archeologami a miejscową społecznością. Czy podczas pracy odkrył Pan w „Uroczysku” wątki, których wcześniej nie dostrzegał Pan jako czytelnik?
Mieczysław Sarna: Tak, długo zastanawiałem się, jak rozrysować moment „przełamania lodów” między naukowcami a mieszkańcami wsi. Nienacki przedstawił ten kluczowy wątek dość zwięźle. Główną rolę odgrywa tu szpital i szybka reakcja Tomasza, który wykorzystuje ciężarówkę Ifa oraz swoje stanowisko redaktora, by sprowadzić lekarzy i uratować chorego. W książce pojawia się potem krótka wzmianka, że w dowód wdzięczności, okoliczni mieszkańcy przynoszą sery, jajka i mleko, dzięki czemu badacze nie cierpią głodu. Z kolei do pomocy przy kurhanie zgłasza się dwóch chłopców. I to wszystko.
Zadałem sobie pytanie: jak to dobrze narysować? Przecież to jedna z kluczowych scen! Nieufność mieszkańców ciągnie się od pierwszego tomu („Tajemnice kurhanu”) – od pogadanki w dworku i spotkania przy spalonej wierzbie. Zależało mi na uchwyceniu sielskiego klimatu wiejskiego życia i folkloru. Dlatego rozbudowałem scenę przy ognisku: pojawia się harmonia, kociołek z jedzeniem, tańce, a w pracach przy kurhanie pomaga większa grupa miejscowych. Tomasz oczywiście widzi w tym podstępną rękę Kuwasy... Czuwaj, wróg nie śpi!
Czy w trzecim tomie ukrył Pan smaczki i aluzje, które najwierniejsi fani Pana Samochodzika odkryją dopiero przy uważnej lekturze?
Mieczysław Sarna: Wszystkie trzy tomy zawierają różnego rodzaju drobne niespodzianki. Komiks nie jest dosłowną kopią powieści. Zawiera oczywiście najważniejsze wątki książki Nienackiego, ale zależało mi, aby czytelnik znający oryginał mógł czerpać frajdę z odkrywania różnic.
Chciałem pewne wątki rozbudować i dodać coś od siebie, dając czytelnikowi sygnał: O, tu jest inaczej, ale ostatecznie prowadzi do znanego rozwiązania! Z kolei dla czytelnika, który nie zna jeszcze książek, może to być świetna zachęta, by po nie sięgnąć. Moja własna przygoda z Panem Samochodzikiem zaczęła się od książki, dopiero potem był film i zabawa w porównywanie adaptacji z oryginałem. Mam nadzieję, że z komiksem będzie podobnie.
Jakiego elementu powieści obawiał się Pan najbardziej przed rozpoczęciem adaptacji, a co ostatecznie okazało się zaskakująco „komiksowe”?
Mieczysław Sarna: Bałem się, że historia przedstawiona w „Uroczysku” okaże się zbyt powolna i mało atrakcyjna dla współczesnego odbiorcy nawykłego do dynamicznych komiksów. Okazało się jednak inaczej. Powolna, sielankowa fabuła z nutą tajemnicy bardzo przypadła czytelnikom do gustu.
Akcja przyspiesza w trzecim tomie, ale dwie pierwsze części mają w sobie urok prawdziwej wakacyjnej przygody. Kolejne książki Nienackiego to już zupełnie inny klimat: mroczniejsza „Wyspa złoczyńców” czy spowity mgłą „Niesamowity dwór”. „Uroczysko” pachnie latem, wiejską sielanką i chłodem kolegiaty. Martwiłem się, czy to wystarczy... A jednak się udało!
Czy „Skarby i sekrety” to ostateczne pożegnanie z „Uroczyskiem”, czy raczej zakończenie pierwszego etapu większej przygody komiksowej?
Mieczysław Sarna: To pożegnanie z „Uroczyskiem”... chociaż nie do końca! Pracuję już nad dalszą częścią przygód Tomasza NN na podstawie powieści „Wyspa złoczyńców”. Tomasz będzie w niej nieco starszy i dojrzalszy. A poza tym... z „Uroczyska” zostało jeszcze kilka nierozwikłanych zagadek, które wciąż czekają na swoje rozwiązanie!
Źródło: Materiał prasowy Wydawnictwa Siedmioróg