Rashomon. Victor Santos - Recenzja komiksu

Przyznam szczerze, że nigdy nie byłem fanem klimatów rodem z czasów feudalnej Japonii. Literatura poświęcona temu okresowi jakoś mnie nie przyciągnęła, natomiast kilka filmów Kurosawy obejrzałem wieki temu, ciarek od tego nie dostałem. Z dużym dystansem podchodziłem więc do komiksu przesłanego przez wydawnictwo Taurus Media pt. „Rashomon”. A co wyszło z tego romansu, dowiecie się poniżej.
Komiks „Rashomon. Sprawa komisarza Heigo Kobayashiego” powstał na podstawie opowiadań japońskiego pisarza Ryūnosuke Akutagawy. Autorem scenariusza i ilustracji jest Hiszpan Victor Santos. Ciekawostką jest fakt, że tytuł komiksu powstał w powiązaniu z oscarowym filmem Akiro Kurosawy z 1950 roku o tym samym tytule. Film możecie obejrzeć sobie w tym miejscu:
Na całość omawianego komiksu składają się dwie części: Rashomon oraz Rashomon:Seppuku.
W części pierwszej detektyw Heigo Kobayashi ma za zadanie rozwiązać zagadkę tajemniczej śmierci samuraja odnalezionego na leśnej polanie. Detektyw, aby dojść do prawdy, w trakcie śledztwa przesłuchuje 3 podejrzane osoby: pojmanego rzezimieszka Tajōmaru, Masako – żonę samuraja, oraz dzięki pomocy medium – samego zamordowanego samuraja Takejiro Kanazawę. Każda z przesłuchiwanych osób przedstawia zupełnie inny obraz przeczących sobie wydarzeń. Kobayashi będzie musiał wspiąć się na wyżyny swojej inteligencji i dedukcji, by wśród zaplątanego gąszczu zeznań wybrać to prawdziwe, wskazujące na mordercę.
W części drugiej detektyw Kobayashi zajmuje się rozwiązaniem sprawy 47 roninów, którzy chcą zemścić się za śmierć swojego Pana, zmuszonego do popełnienia seppuku. Detektyw poza swoim śledztwem będzie musiał zrobić wszystko, by zapobiec dalszemu rozlewowi krwi. Roninowie wierzą ślepo w kodeks Bushidō . Podobnie jak w pierwszej części mamy tu do czynienia z licznymi niepewnościami oraz odmiennymi spojrzeniami na wydarzenia, które doprowadziły do tragedii. Mamy tu również subiektywne poczucie sprawiedliwości, lojalności i przede wszystkim honoru.



Jeśli chodzi o przedstawioną fabułę w obu historiach, to muszę przyznać, że pierwsza opowieść byłą zdecydowanie lepsza od drugiej. Mimo że w obu historiach mamy sprzeczne elementy nieliniowości wydarzeń oraz ich spostrzegania, a także brak jednoznacznego zakończenia prowadzonych śledztw, to fabuła w części pierwszej napisana jest bardziej przejrzyście i nie wyprowadza czytelnika tak bardzo na manowce jak część druga.
Nieliniowość jednak staje się również atutem scenariusza, gdyż zmusza czytelnika do zagłębienia się w historię i poszukiwaniu samemu prawdy. Ja czytając kolejne strony stawałem się jakby asystentem Kobayashiego, jego trzecim okiem oraz piątym zmysłem.
Kolejne zalety omawianego tytułu to na pewno ukazanie głębi psychologicznej, dylematów moralnych i wewnętrznych konfliktów oraz skomplikowanych motywów działań poznawanych bohaterów. Dzięki temu zabiegowi wydarzenia nabierają większej realności.
Główny bohater Heigo Kobayashi jest całkiem dobrze napisany. Czasami miałem wrażenie, że jest to przeniesiony do feudalnej Japonii detektyw Philip Marlowe połączony z Batmanem. Jeśli chodzi o poboczne postaci, to zdecydowanie na plus wypadają Ci, którzy zostali ukazani w pierwszej części. Warto nadmienić fakt, że obie opowieści łączy postać Masako.
Autor w komiksie bardzo ciekawie przedstawił życiowe realia w okresie japońskiego Edo oraz funkcjonowanie systemu prawnego, kodeksu Bushidō, czy też hierarchię społeczną feudalnej Japonii.



Jeśli zaś chodzi o warstwę graficzną to mogę zdecydowanie zaliczyć „Rashomon” do gatunku Noir (choć w czasach szogunów i samurajów). Victor Santos, mimo że momentami swoją kreską bardzo przypomina Franka Millera czy Tima Sale’a, to zachowuje gdzieś w tym wszystkim swój styl. Jego gra kontrastem światła i cienia oraz surowa, ekspresyjna kreska budują napięcie na kolejnych stronach. Do tego wspaniale użyta paleta barw. Mocno stonowana. Wywołująca w nas uczucie klaustrofobii.
Widać tu również inspiracje japońskim malarstwem. Santos subtelnie przemyca nam wiele detali w sposobie ukazywania krajobrazu, strojów czy architektury oraz wnętrz budynków z epoki. Ciekawie przedstawiona jest mimika twarzy postaci, często minimalistyczna a zarazem oddająca wiele emocji.
Ilustracje to zdecydowanie najmocniejszy punkt tego komiksu i chociażby z tego tylko powodu warto po niego sięgnąć. Panele oddają w pełni narrację wydarzeń, często w sposób dynamiczny. Santos w kapitalny sposób przechodzi od tradycyjnego rozkładu ilustracji na stronie po ich mocno zaburzone i chaotyczne zestawienia. Wprowadzona dekompozycja niejednokrotnie pokazuje nam abstrakcyjne układy wizualne, w których autor podkreśla kluczowe momenty akcji. Dostajemy tu brutalną oraz surową opowieść pełną kontrastów i ekspresyjnych ujęć.



„Rashomon” to, mimo kilku swoich wad, naprawdę dobry komiks. Dzięki wyrazistej warstwie wizualnej, intrygującej narracji i unikalnemu połączeniu japońskiej estetyki z zachodnim komiksem kryminalnym, jest to tytuł, z którym warto bliżej się zapoznać.
Jeśli lubicie niejednoznaczny rozwój opowieści, poszukiwanie głębi, a do tego jesteście fanami klimatu Noir, no i oczywiście lubicie aurę feudalnej Japonii, to „Rashomon” jest dla Was pozycją obowiązkową!
Na zakończenie jeszcze dodam, że po zakończonej lekturze byłem pod dużym wrażeniem i chciałbym jeszcze więcej takich komiksów przeczytać w przyszłości.
Komiks „Rashomon” został wydany przez wydawnictwo Taurus Media w twardej okładce w rozmiarze 170x260 mm. Zawiera 176 stron w kolorze.Autorem scenariusza i ilustracji jest Victor Santos. Tekst na język polski przetłumaczył Jakub Jankowski.
[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Taurus Media. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.