Stronniczy? Tak. I słusznie. Recenzja komiksu „Red Road” od Scream

Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po zamknięciu ostatniej strony „Red Road”, było odpalenie przeglądarki i zamówienie poprzedzającego cyklu „Narodzony dwukrotnie”. W zasadzie już chyba ten odruch stanowi moją opinię o komiksie, ale skoro nalegacie na recenzję, to zapraszam!

Stronniczy? Tak. I słusznie. Recenzja komiksu „Red Road” od Scream

„Red Road" to zbiorcze wydanie czterech albumów szwajcarskiego rysownika Deriba, opublikowane przez Scream Comics w 2026 roku. Seria ukazywała się oryginalnie nakładem belgijskich wydawców między 1988 a 1998 rokiem i jest drugą epoką wielkiej sagi indiańskiej tego autora. Śledzimy losy Amosa Lamberta – szesnastolatka z rezerwatu Pine Ridge w Południowej Dakocie, prawnuka legendarnego szamana. Są tu i biali, ale raczej jako element scenerii. I to raczej tego gorszego rodzaju.

Żeby zrozumieć, skąd bierze się ta obsesja na punkcie Indian, trzeba wiedzieć coś o autorze. Poniżej wyniki mojego researchu.

Derib to pseudonim Claude'a de Ribaupierre'a, Szwajcara urodzonego w 1944 roku. Zanim trafił do Brukseli i komiksu, uczył jazdy konnej – może dlatego konie w jego rysunkach wyglądają jak żywe i zaraz wyjdą ze strony. Do branży wszedł przez studio Peyo (tak, tego od Smerfów), gdzie poznał całe złote pokolenie franco-belgijskiej BD. Franquin, Jijé, Roba – nieźle jak na pierwsze miejsce pracy.

Zanim stworzył „Red Road", miał na koncie dwa hity. „Yakari" – kultową serię dla dzieci o małym Siuksie gadającym ze zwierzętami, przetłumaczoną na wiele języków i zekranizowaną. Oraz „Buddy Longway" – western, w którym bohater robił coś wtedy rewolucyjnego: starzał się, miał wady i wątpliwości. W 1972 roku, kiedy komiksowi herosi byli z definicji niezwyciężeni, to był mały przewrót.

Jest jeszcze jeden tytuł wart wspomnienia: „Jo" z 1991 roku – według specjalistów pierwszy na świecie komiks traktujący o AIDS. Facet konsekwentnie ciągnął tematy, które inni omijali.

„Red Road" jest trzecim wierzchołkiem jego tryptyku indiańskiego. „Yakari" – dla dzieci, kolorowo. „Buddy Longway" – okiem białego trapera żyjącego z Indianką. „Red Road" – z perspektywy samych Indian, bez taryfy ulgowej. Trzy różne kąty widzenia tej samej kultury, rozłożone na trzy dekady pracy.

Akcja „Red Road” toczy się w Pine Ridge. To rezerwat Oglala Lakota w Południowej Dakocie – jeden z najbiedniejszych okręgów całych Stanów Zjednoczonych. W latach 90., kiedy rozgrywa się historia Amosa, stopa bezrobocia przekraczała tam 80 procent. Derib nie wymyślił tej scenerii – wplótł w fabułę realne tło historyczne, włącznie z oblężeniem Wounded Knee w 1973 roku: 71-dniowa akcja American Indian Movement, rządowe obietnice, których nikt nie dotrzymał, i późniejsze mordowanie przywódców ruchu.

Komiks jest przepięknie zilustrowany – i to nie jest komplement z grzeczności. Kadry nie siedzą grzecznie w ramkach. Rozlewają się, zajmują całe plansze, oddychają. Wielkie niebo nad prerią, stada bizonów, zmarszczona twarz starego Erika – każdy detal jest na miejscu, a mimo to rysunek nigdy nie wpada w fotograficzny realizm.

Komiks nie jest też przegadany, a to wada, na którą choruje połowa europejskich komiksów. Proporcje między obrazem a tekstem są tu wzorcowe. Cztery albumy, 240 stron w dużym formacie Screama – przeleciały mi na jednym posiedzeniu.

Zagraniczni recenzenci zarzucali Deribowi, że jest stronniczy. Biali są jednowymiarowi, Indianie szlachetni. Może to i uczciwy zarzut. Ale jednocześnie trudno traktować go serio, skoro Ameryka naprawdę wytrzebiła bizony metodycznie i świadomie – żeby pozbawić Indian podstawy wyżywienia (mechanizm jest dokładnie opisany w komiksie). Wymordowała co i kogo się dało, a niedobitków zamknęła w rezerwatach.

Gdyby ktokolwiek przeprowadził dziś akcję na taką skalę, nazwalibyśmy to ludobójstwem bez mrugnięcia okiem. No chyba że ten ktoś akurat sieje karabinami i dronami pokój i demokrację w krajach ze złożami ropy - wtedy wszyscy poklepują się po plecach licząc na profity.

Tak więc tak – i ja jestem zatem stronniczy, ale opowiadam się po stronie Amosa, podobnie jak autor.

„Red Road” to komiks dla każdego, kto lubi europejskie „BD” i nie boi się historii, które poruszają trudne tematy. Dla fanów Serpieriego, Blancquarta, Hermanna – klimatycznej, realistycznej kreski z konkretną treścią w środku. A jeśli zastanawiacie się, czy w 2025 roku warto sięgać po komiks skończony w 1998, to mówię: warto.

„Red Road" to także dramat z upartą nadzieją w tle. Momentami brutalny, zawsze rysowany z klasą, oldschoolowy w najlepszym sensie. Po skończonej lekturze z reguły staram się w jednym, dwóch słowach zrobić sobie „etykietę” w głowie o danym komiksie. Tu pierwszym skojarzeniem „na szybko” było: „piękna historia”. I jak wspomniałem wcześniej, od razu zamówiłem „Narodzonego dwukrotnie” (komiksy można czytać niezależnie).

Informacje o komiksie
Tytuł "Red Road"
Seria
Wydawca Scream Comics
Scenarzysta Derib
Rysownik Derib
Kolorysta Derib
Tłumacz Jakub Syty
Rok wydania 2026
Format 240 x 320 mm
Okładka twarda
Liczba stron 276
Cena okładkowa 199,99 zł

Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.

Read more

„Crossed. Krzyżnięci. Początek”. Recenzja komiksu

„Crossed. Krzyżnięci. Początek”. Recenzja komiksu

UWAGA: Treści omawiane w poniższym tekście, podobnie jak sam recenzowany komiks, zdecydowanie nie są przeznaczone dla osób niepełnoletnich oraz dla czytelników o wysokiej wrażliwości. Mamy tu do czynienia z ekstremalną, nieskrępowaną przemocą, gore, przemocą seksualną i motywami drastycznie naruszającymi psychiczne oraz społeczne tabu. Czytasz na własną odpowiedzialność. Apokalipsę lubimy sobie

By Grzybek