„Sangoma". Zbrodnia, polityka i duchy przeszłości w jednym albumie. Recenzja komiksu

Miałem tylko zajrzeć na kilka pierwszych stron i przekazać komiks do zrecenzowania Grzybkowi. Wiecie, kryminały bez elementów fantastyki to nie do końca mój klimat. Zajrzałem i wsiąkłem momentalnie - pochłonąłem całość na jedno posiedzenie.

„Sangoma". Zbrodnia, polityka i duchy przeszłości w jednym albumie. Recenzja komiksu

Są takie komiksy, które łapią czytelnika od razu – bez rozbiegu, bez czekania, aż się rozkręci. „Sangoma" to właśnie taki komiks. RPA kilkadziesiąt lat po apartheidzie, martwy czarny robotnik na ziemi białych właścicieli i śledztwo, które błyskawicznie przestaje być zwykłą sprawą kryminalną. Caryl Ferey (scen.) i Corentin Rouge (rys.) wchodzą w temat na pełnej i nie zwalniają do samego końca.

To, co robi ten album inaczej niż większość kryminałów – RPA nie jest tu egzotycznym tłem. To wciąż żywy temat, który przenika każdą warstwę opowieści. Historia apartheidu nie zniknęła razem z jego formalnym końcem, tylko weszła w relacje między ludźmi, w kwestię ziemi, w to, kto komu ufa i dlaczego nie powinien. Zabójstwo uruchamia śledztwo, a śledztwo prowadzone przez białego policjanta na ziemiach, gdzie przybysze traktowani są z nienawiścią, nie może skończyć się łatwo.

Ferey wraca do RPA nieprzypadkowo. Trzynaście lat przed „Sangomą" napisał „Zulu" – powieść, która zdobyła Grand Prix de Littérature Policière, a potem trafiła na ekran z Orlandem Bloomem i Forestem Whitakerem. Film zamknął Festiwal w Cannes w 2013 roku. Interesuje go kraj, który nie poradził sobie z własną przeszłością i pewnie jeszcze długo nie poradzi. Tyle że tym razem zamiast prozy dostał do ręki medium komiksowe – i korzysta z niego bardzo sprawnie.

Tytułowa sangoma – tradycyjny uzdrowiciel, przewodnik duchowy – też nie jest tu ozdobnikiem. To pojęcie żywe, zakorzenione w tamtejszej kulturze, i autorzy traktują je poważnie. Dzięki temu komiks ma wymiar, którego nie dałoby się dokleić z zewnątrz: zderzenie nowoczesnego państwa z czymś znacznie starszym i trudniejszym do nazwania. Klimat buduje się sam.

Rouge rysuje twardo i filmowo. Nie ma tu ładnych obrazków dla samych ładnych obrazków – jest opowiadanie obrazem, i to sprawne. Warto zwrócić uwagę na jedną z podwójnych plansz przedstawiających slumsy Mitchell's Plain – tak mocną przestrzennie, że Glénat wykorzystał ją potem na okładce.

Rouge zresztą nie jest anonimowym rysownikiem znikąd. Debiutował w kultowym „Métal Hurlant", ma w dorobku „Milan K.", „Juarez" czy serię „Rio" (wydaną w Polsce przez Non Stop Comics). Glénat wpisuje go w tradycję realistycznej szkoły frankofońskiej – obok Hermanna, Boucqa i Girauda. Widać to w każdym kadrze.

Oryginał ukazał się we Francji 3 listopada 2021 roku. Komiks szybko zwrócił uwagę środowiska – znalazł się wśród nominowanych do Prix des libraires de bande dessinée 2022, nagrody przyznawanej przez francuskich księgarzy komiksowych skupionych wokół sieci Canal BD. To głos ludzi, którzy na co dzień sprzedają komiksy i wiedzą, co warto polecać. Doczekał się też wydań w Niemczech i Niderlandach, gdzie Splitter reklamował go jako hardboiled thriller osadzony w głęboko podzielonej Afryce Południowej.

Czyta się to błyskawicznie. Ale zostaje dłużej, niż można się spodziewać po kryminale.

Informacje o komiksie
Tytuł "Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu"
Seria -
Wydawca Non Stop Comics
Scenarzysta Caryl Ferey
Rysownik Corentin Rouge
Kolorysta Corentin Rouge
Tłumacz Paweł Łapiński
Rok wydania 2026
Format 235x310 mm
Okładka twarda
Liczba stron 152
Cena okładkowa 99,90 zł