Skrzydlewski: Kiedyś scenariusz był świętością. Dziś dyskusje ze scenarzystą zaczynają się już od pierwszego czytania
Kiedyś scenariusza nie ruszało się nawet o jedno słowo. Dziś, jak mówi Jacek Skrzydlewski, dyskusje ze scenarzystą zaczynają się od pierwszego czytania. Na panelu podczas MFKiG 2026 rysownik opowiedział też o przydziałach papieru i rysowaniu na kliszy fotograficznej.

Podczas spotkania z okazji nowego wydania „Wyprawy na Ziemię” Jacek Skrzydlewski wrócił do czasów, gdy komiks powstawał w zupełnie innej rzeczywistości. Pełne nagranie panelu publikujemy na blogu:

Trzy lata na papier i drukarnię
Oryginalne wydanie ukazało się w 1988 roku w Krajowej Agencji Wydawniczej, w nakładzie 180 350 egzemplarzy. Rysunki były gotowe dużo wcześniej. Skrzydlewski tłumaczył, że najpierw trzeba było wystąpić do odpowiednich władz o przydział papieru i jeszcze wywalczyć taki, jaki się chciało, a potem stanąć w kolejce do drukarni. Dziś, jak mówili uczestnicy panelu, na wydanie komiksu wystarczy miesiąc lub dwa.
Papier z zagranicy i z ciemni
Braki dotykały też samych rysowników. W czasach „Relaxu”, zanim wydawca zdecydował się na albumy, papier kolegom dowoził Grzegorz Rosiński, który pracował już dla belgijskich wydawców i przebywał poza Polską.
Sam Skrzydlewski rysował na papierze fotograficznym. Podpatrzył to, oglądając w redakcji oryginalne plansze innego rysownika. Potem kupił w sklepie fotograficznym odpowiedni format i metodą prób szukał rodzaju, który najlepiej chłonie tusz. Kolor, jak mówił, też pięknie na nim wsiąkał. Rysował na nim do końca, dopóki był produkowany.
Scenariusz jak świętość
Zlecenie trafiło do niego dopiero po tym, jak scenariusz Jerzego Niemczuka wrócił do redakcji, a nikt nie miał czasu go narysować. Marek Szyszko był już zajęty historyczną, realistyczną kreską, a Andrzej Nowakowski miał własne projekty.
Z Niemczukiem Skrzydlewski spotkał się raz. Numer telefonu dostał w redakcji, a na spotkanie poszedł, jak sam wspomina, mokry ze stresu. Miał wrażenie, że autor nie wierzy w ten projekt. Wtedy, jak mówił, scenariusz był rzeczą świętą: skoro stało w nim, że bohaterowie są mali i zieloni, tak mieli wyglądać, i nikt niczego nie dorysowywał. Dziś dyskusje ze scenarzystami zaczynają się od pierwszego czytania.





