"Wędrowycz. Klątwa C2H5OH" - recenzja komiksu.

"Wędrowycz. Klątwa C2H5OH" - recenzja komiksu.

Marvel ma Doktora Strange’a, DC ma Johna Constantine’a, a Polska ma maga, na jakiego zasłużyła - Jakuba Wędrowycza. Nie w pelerynie, nie z magicznym amuletem na piersi i nie z miną człowieka, który zna tajemnice wszechświata. A jego perypetie dane jest nam poznać za sprawą komiksu wydanego kilka dni temu przez wydawnictwo Fabryka Słów.

„Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” to komiks dokładnie taki, jakiego można się spodziewać po przygodach egzorcysty-bimbrownika z Wojsławic. Jest przaśnie, absurdalnie, swojsko i bez szczególnego respektu dla dobrego smaku.

Komiks Andrzeja Łaskiego, oparty na świecie stworzonym przez Andrzeja Pilipiuka, nie próbuje robić z Wędrowycza bohatera bardziej szlachetnego, głębokiego czy współczesnego. Nie wygładza go pod nowe czasy, nie dezynfekuje żartów, nie udaje, że Jakub jest.. sam nie wiem, Geraltem z Wojsławic? To nadal ten sam egzorcysta-amator, bimbrownik, awanturnik i chodzący dowód na to, że człowiek może mieć kontakt z siłami nadprzyrodzonymi, a jednocześnie wyglądać, jakby przed chwilą wyszedł z rowu po przynajmniej trzydniowej naradzie ze spirytusem.

Fabuła jest dokładnie taka, jakiej można się spodziewać po Wędrowyczu. Pojawia się tajemnicza flaszka, robi się niebezpiecznie, potem głupio, potem jeszcze bardziej niebezpiecznie i jeszcze głupiej. Alkoholowy artefakt, klątwa, paranormalna zawierucha, Semen, wiejski chaos, absurd goni absurd. To nie jest historia, którą warto rozkładać na czynniki pierwsze, bo trochę tak, jakby analizować skład chemiczny samogonu przed wypiciem. Można, tylko po co? Ważne, żeby kopnęło. Mimo, że za scenariusz nie odpowiada Andrzej Pilipiuk, to jednak czuć tu klimat jego powieści. Przeczytałem wszystkie zbiory opowiadań o Jakubie - chociaż nie uważam się za fana tej postaci - i przyznam, że nie dostrzegam różnicy w klimacie. Jakbym dostał ten komiks bez informacji o tym kto go pisał, mógłbym się nieźle pomylić.

Największą siłą albumu jest jego bezczelna swojskość. Wędrowycz nigdy nie działał dlatego, że był elegancką odpowiedzią na zachodnią fantastykę. On działał dlatego, że brał motywy z horroru, fantasy i opowieści o pogromcach potworów, po czym wrzucał je między błoto, chlew, gorzałę, przekleństwa i wiejskie kombinowanie. Tutaj to czuć. Nadnaturalne zło nie przychodzi, jak to widzieliśmy grając chociażby w "Bloodborne" wśród chóralnych śpiewów i błyskawic nad gotycką katedrą. Ono może wyskoczyć z ogłoszenia, butelki, krzaków albo spod stołu. Klimat to bez wątpienia największy plus tego komiksu. Łaska nie kombinuje z Jakubem, to nadal stary awanturnik, który bardziej pasuje do meliny niż do magicznego uniwersum.

Dobrze wypada też warstwa graficzna. Kreska Andrzeja Łaskiego pasuje do tego świata: jest żywa, przerysowana i odpowiednio brudna. Postacie mają charakter, twarze pracują, sceny akcji mają tempo, a Wędrowycz wygląda dokładnie tak, jak powinien wyglądać: jak człowiek, którego nikt rozsądny nie poprosiłby o pomoc, chyba że alternatywą byłaby śmierć lub opętanie. Komiksowy język dobrze służy tej postaci, bo pozwala jeszcze mocniej podbić groteskę. W prozie Wędrowycz bywał absurdalny; na planszach może być absurdalny już samym spojrzeniem.

Słabsza strona? Komiks kończy się bardzo szybko. To raczej krótka, hałaśliwa przygoda niż pełnokrwista opowieść. Czyta się to błyskawicznie. Z jednej strony nie ma tu miejsca na nudę, z drugiej zostaje lekki niedosyt. Chciałoby się, żeby ta historia jeszcze przez chwilę pohałasowała, skręciła w jeszcze większy obłęd, dała Wędrowyczowi więcej miejsca na robienie rzeczy, których żaden odpowiedzialny człowiek robić nie powinien. Myślę, że niestety komiks na tym ucierpiał. Mamy dużo treści, a mało miejsca do popisu. Miałem wrażenie, że autor skacze po łebkach, traktuje swoje pomysły po macoszemu, że klei fabułę śliną i trytytkami. Okej, fajnie czerpie z popkultury, miesza to z Jakubem... ale chyba nie do końca rozwinął skrzydła. 64 strony to zdecydowanie za mało. Opowiadanie o tej objętości może powiedzieć nam więcej bo mamy bloki tekstu, tutaj... no jest zupełnie inaczej.

To też raczej komiks dla tych, którzy już wiedzą, z czym mają do czynienia. Nowy czytelnik oczywiście złapie podstawowy żart: stary bimbrownik kontra siły nieczyste, Polska powiatowa kontra paranormalny bajzel. Ale pełna frajda przychodzi wtedy, gdy zna się Wędrowycza wcześniej i rozumie jego specyficzną pozycję w rodzimej fantastyce. To nie jest grzeczny bohater. To nie jest bohater do lubienia w klasycznym sensie. To raczej narodowa katastrofa w gumofilcach, która czasem, zupełnym przypadkiem, ratuje świat.

Czy warto po to sięgnąć? Jeśli lubicie Wędrowycza, to tak. Dostaniecie krótką, lekką i odpowiednio absurdalną przygodę z Jakubem w roli głównej. Nie ma tu wielkiej fabuły, rozbudowanego świata ani komiksu, który będzie się analizować tygodniami. I dobrze, bo nie o to chodzi. Tu liczy się tempo, swojski bałagan, niewybredny humor i ta szczególna przyjemność patrzenia, jak Wędrowycz znów robi coś, co absolutnie nie powinno zadziałać - a jednak jakoś działa. Pozycja idealna dla tych, którzy czekają na kolejny zbiór opowiadań o naszym ulubionym bimbrowniku z Wojsławic.

„Wędrowycz. Klątwa C2H5OH” to komiks krótki, brudny i celowo nieokrzesany. Nie próbuje być polskim „Hellblazerem” i całe szczęście. Jakub nie potrzebuje wielkiej mitologii ani mrocznej pozy. Wystarczy mu flaszka, odrobina chamstwa, trochę szczęścia i problem, którego nikt rozsądny nie chciałby tknąć. Polska magia rzadko bywa elegancka. Czasem pachnie spirytusem, czasem błotem, a czasem czymś, czego naprawdę nie należało otwierać.

Informacje o komiksie
Tytuł „Klątwa C2H5OH”
Seria Jakub Wędrowycz
Wydawca Fabryka Słów
Scenarzysta Andrzej Łaski
Rysownik Andrzej Łaski
Rok wydania 2024
Okładka twarda
Liczba stron 64 (kolor)
Cena okładkowa 69,90 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.