"Wielkie bitwy pancerne #02: Ardeny" – wojna, amfetamina i stalowa pułapka

Scream wydał drugi tom „Wielkich bitew pancernych", ale jeśli liczycie na encyklopedyczną rozpiskę ofensywy z mapami, datami i liczbą dywizji, traficie tym albumem w płot. „Ardeny" robią coś innego. Wsadzają czytelnika do stalowego pudła razem z niemiecką załogą i zamykają właz.

"Wielkie bitwy pancerne #02: Ardeny" – wojna, amfetamina i stalowa pułapka

Na półce mam sporo komiksów IPN, więc wojna w obrazkowej formie nie jest mi obca. Tylko że tam punkt ciężkości rozłożony jest inaczej – szerokie tło, edukacja, czytelne role. U Dobbsa dostajemy coś znacznie węższego: jedna bitwa, jeden czołg, jedna załoga. Sam scenarzysta powtarza tę formułę jak mantrę – w rozmowie dla ActuaBD przyznał wprost, że to ona trzyma całą serię w ryzach.

„Ardeny" nie rozlewają się na kilkanaście wątków. Nie ma sztabowych narad, polityków, alianckich generałów z mapą na kolanie. Jest błoto, śnieg, mgła i coraz głośniejszy rozpad operacji, w którą bohaterowie zostali wrzuceni. To zresztą założenie całej linii Glénata – każdy tom powstaje we współpracy z Musée des Blindés w Saumur i kończy się osobnym dossier historycznym.

Po lądowaniu w Normandii i wyzwoleniu Paryża Hitler rzuca ostatnią dużą kontrofensywę na Zachodzie. Plan: uderzyć przez Ardeny, rozbić aliantów, dotrzeć do Antwerpii. Ambicja iście mocarstwowa, tylko z fundamentem z piasku. Desperacka operacja ostatniej szansy, oparta na zaskoczeniu i sianiu paniki. W komiksie oglądamy ten wielki plan od dołu – z perspektywy niemieckiego dowódcy czołgu, który gubi się w lesie razem ze swoimi ludźmi i coraz mniej rozumie, co się właściwie dzieje.

I tu zaczyna się najciekawszy trick scenariuszowy. „Ardeny" nie opowiadają wojny w czerni i bieli. Bohaterem jest Niemiec – dowódca czołgu – ale nie ma tu papierowego „złego nazisty" z tomowej galerii stereotypów. Jest facet uwikłany w machinę, który reaguje po ludzku, krytykuje masakry na jeńcach, nie łyka wszystkiego bez mrugnięcia okiem. Przed zarzutami o wybielanie Wehrmachtu broni ten album jedno: nikt tu nikogo nie rozgrzesza. Pokazuje tylko, że ludzie w mundurach zostawali ludźmi – i że to samo w sobie jest tematem wartym komiksu.

Dzięki takiej perspektywie czytanie przypomina kameralną opowieść wojenną, nie podręcznik. Zamiast mapy sztabowej – grupa ludzi w maszynie, która daje im siłę i zarazem staje się pułapką. Awarie, błądzenie we mgle i narastająca świadomość, że plan się sypie.

Ciekawy jest wątek narkotyków. Czołgiści łykają coś, co ma ich utrzymać w ruchu mimo zmęczenia i strachu – Pervitin, czyli metaamfetamina w tabletce, którą wydawano żołnierzom na marsze i walkę bez snu. W komiksach wojennych ten temat przebija się rzadko - szczerze, to chyba pierwszy raz się z tym spotkałem.

Jest też smaczek dla tych, którzy lubią szukać w komiksach drugiego dna. W albumie pojawia się Panther Ausf. G przerobiony tak, by udawał amerykańskiego M10. To ukłon w stronę operacji Greif – dywersyjnej misji Ottona Skorzenego, w której niemieccy komandosi w alianckich mundurach i przemalowanych pojazdach mieli siać chaos za linią frontu. Chodziło nie tylko o panikę – cel obejmował też przechwycenie mostów na Mozie i rozmontowanie alianckiego zaplecza.

Od strony rysunkowej album nie zawodzi. Fabrizio Fiorentino – Włoch z doświadczeniem w Marvelu i DC – umie łączyć realizm sprzętu z czytelnością akcji. Czołgi mają ciężar, pejzaże nie są zapychaczem, sceny walki się nie sypią. A to ważniejsze, niż się wydaje: przy takim materiale bardzo łatwo wpaść w techniczny fetysz albo przeciwnie, rozmyć wszystko w efektownych kadrach.

Album nie jest bez rys. Scenariusz był dla mnie na początku mało przejrzysty. W ogóle komiks stawia bardziej na intensywność i heroikę niż na klarowne objaśnienie historycznego tła. Jako że nie znałem w szczegółach bitwy o Ardeny, po kilku stronach zdecydowałem się sięgnąć najpierw do wkładki historycznej na końcu, a potem wrócić do komiksu. To warte podkreślenia, bo jeśli oczekujecie od komiksu rozpisanej kampanii w Ardenach jak na prelekcji, to dajcie sobie spokój. Szukacie historii o ludziach i maszynie wrzuconych w środek zimowego piekła? Trafiliście.

Na plus działa końcowy dodatek historyczny. Wiem, w większości wydań aneksy to zapchajdziura. Tu nie. Cała seria Glénata zamyka się dossier Stéphane'a Dubreuila – porządna dawka kontekstu.

Ostatecznie „Wielkie bitwy pancerne #02: Ardeny" kupiły mnie tym, czym kupują najlepsze albumy wojenne. To nie jest rekonstrukcja bitwy. To opowieść o ludziach zamkniętych w stalowym pudle – zmęczonych, pogubionych, próbujących dociągnąć operację, która od początku pachniała desperacją. Bez dydaktycznego palca wskazującego, bez prostej moralizatorki. Za to z kilkoma tropami, które zostają w głowie – jak narkotyki albo czołgi udające coś, czym nie są. Jeśli ta perspektywa was kręci, jest co brać.

Informacje o komiksie
Tytuł "Ardeny"
Seria "Wielkie Bitwy Pancerne"
Wydawca Scream Comics
Scenarzysta Dobbs
Rysownik Fabrizio Fiorentino
Kolorysta Fabrizio Fiorentino
Rok wydania 2026
Format 240 x 320 mm
Okładka twarda
Liczba stron 64
Cena okładkowa 74,99 zł

Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.