„Nawet nas tu nie ma. 2”. Recenzja komiksu
Mam czasem wrażenie, że największym paradoksem współczesnego świata jest fakt, że nigdy wcześniej nie byliśmy ze sobą tak połączeni jak dziś. Kilka kliknięć wystarczy, by porozmawiać z kimś mieszkającym tysiące kilometrów od nas. W pamięci telefonów przechowujemy więcej wspomnień, niż zmieściłyby całe rodzinne albumy naszych dziadków. Każdego dnia zostawiamy po sobie niezliczone cyfrowe ślady. A jednak samotność nigdzie nie zniknęła. Tęsknota wciąż pozostaje częścią ludzkiego doświadczenia. Nieporozumienia nadal potrafią dzielić ludzi, a poczucie niezrozumienia bywa źródłem frustracji, bólu i życiowych błędów. Być może właśnie dlatego tak bardzo cenię science fiction, które zamiast epatować technologicznymi cudami, próbuje odpowiedzieć na pytanie, co właściwie zmienia się w człowieku, gdy zmienia się świat wokół niego.
Wydawnictwo Kultura Gniewu powraca z drugim tomem „Nawet nas tu nie ma”, kontynuując opowieść stworzoną przez Filipa Jędrzejewskiego. Opowieść osadzoną w futurystycznej rzeczywistości, ale dotykającą problemów zaskakująco bliskich współczesnemu człowiekowi.
Po wydarzeniach z pierwszego tomu Kid wraca z Marsa na Ziemię i podejmuje pracę w wypożyczalni wspomnień prowadzonej przez androida. Powrót do codzienności okazuje się jednak znacznie trudniejszy, niż mógł przypuszczać. Relacje z rodzicami pozostają napięte, nowo wynajęty pokój bardziej irytuje niż pozwala odpocząć, a wspomnienia o San nie dają o sobie zapomnieć. W trudnych chwilach wsparciem pozostaje Joy, jedna z niewielu osób, przy których bohater może być sobą.
Jędrzejewski poświęca również sporo miejsca dzieciństwu Kida. Retrospekcje pokazują rodziców chłopaka oraz ich wieloletnie próby trzymania syna z dala od Datasfery. Szkolna bójka prowadzi jednak do wydarzeń, które ostatecznie zmuszają ich do zmiany stanowiska. Dzięki tym scenom znacznie lepiej rozumiemy źródła konfliktów obecnych w życiu bohatera oraz jego przekonanie, że od zawsze ktoś próbował podejmować decyzje za niego.



Równolegle autor rozwija społeczny wymiar swojego świata. Korporacja zarządzająca Datasferą ogranicza dostęp do części usług, uzależniając je od możliwości finansowych użytkowników. Narastające niezadowolenie szybko przeradza się w gniew, a media skutecznie podsycają społeczne napięcia. Konflikt, który początkowo wydaje się jedynie tłem wydarzeń, z czasem zaczyna wpływać na życie zwykłych ludzi. Pogróżki kierowane pod adresem androida prowadzącego wypożyczalnię wspomnień, akty wandalizmu i rosnąca agresja stają się zapowiedzią tragedii, która w pewnym momencie dosięga również samego Kida.
Największym zaskoczeniem drugiego tomu okazała się dla mnie skala świata przedstawionego. Pierwsza część skupiała się przede wszystkim na przygodzie Kida i odkrywaniu zasad rządzących tym uniwersum. Tym razem Jędrzejewski odważniej wychodzi poza losy głównego bohatera i pokazuje konsekwencje funkcjonowania Datasfery dla całego społeczeństwa.
Szczególnie ciekawie wypada wątek korporacji zarządzającej systemem. Trudno nie dostrzec tutaj skojarzeń z mechanizmami, które znamy z własnej rzeczywistości. Najpierw ludzie otrzymują dostęp do czegoś, co wydaje się powszechne i niemal nieograniczone. Z czasem pojawiają się ograniczenia, kolejne opłaty i podziały na tych, których stać na pełny dostęp, oraz tych, którzy zaczynają zostawać z boku. Datasfera przestaje być wówczas symbolem postępu. Staje się źródłem frustracji, gniewu i społecznych napięć.
Podoba mi się, że autor nie zamienia tego w prosty manifest przeciwko korporacjom. Konflikt narasta stopniowo i przez długi czas pozostaje jedynie elementem tła. Dzięki temu, gdy w końcu zaczyna wpływać na życie bohaterów, jego konsekwencje wydają się naturalne i wiarygodne.

Równocześnie nie znika to, co najbardziej podobało mi się już w pierwszym tomie. Historia Kida nadal pozostaje emocjonalnym centrum opowieści. Tęsknota za San, poczucie samotności czy frustracja wynikająca z przekonania, że inni od zawsze podejmowali za niego decyzje, sprawiają, że pod warstwą science fiction kryje się bardzo ludzka historia o poszukiwaniu własnego miejsca w świecie.
I właśnie ten balans zrobił na mnie największe wrażenie. „Nawet nas tu nie ma 2” potrafi jednocześnie opowiadać o społecznych konsekwencjach nowych technologii, korporacyjnej chciwości, rodzinnych relacjach i zwyczajnej tęsknocie za kimś, kto odegrał w naszym życiu ważną rolę. Co najważniejsze, żaden z tych elementów nie sprawia wrażenia dopisanego na siłę. Wszystkie składają się na jedną, spójną opowieść.
Pod względem graficznym Jędrzejewski nadal pozostaje wierny estetyce znanej z pierwszego tomu. Nie próbuje na siłę imponować rozmachem ani projektować futurystycznego świata tak, by czytelnik zatrzymywał się co chwilę nad kolejnymi wizualnymi atrakcjami. Znacznie ważniejsza okazuje się dla niego sama opowieść. Kreska jest momentami surowa, ale bardzo funkcjonalna. Pozwala skupić uwagę na bohaterach i ich emocjach, a jednocześnie sprawia, że świat przedstawiony zachowuje własny charakter.
Najbardziej spodobało mi się jednak to, jak dobrze rysunki współgrają z nastrojem historii. Samotność Kida, jego tęsknota za San, narastająca społeczna frustracja czy poczucie zagubienia w świecie kontrolowanym przez wielkie korporacje wybrzmiewają nie tylko w dialogach, ale również w sposobie prowadzenia poszczególnych scen. Nie jest to może komiks, który zachwyca pojedynczymi ilustracjami wyjętymi z kontekstu, ale jako opowieść graficzna działa bardzo przekonująco.



Największą zaletą drugiego tomu „Nawet nas tu nie ma” jest dla mnie dojrzałość tej opowieści. Jędrzejewski nie spieszy się, nie próbuje za wszelką cenę zaskakiwać czytelnika kolejnymi zwrotami akcji i nie traktuje go jak odbiorcy, któremu co kilka stron trzeba dostarczać nowych atrakcji. Pozwala bohaterom żyć, popełniać błędy, podejmować złe decyzje i mierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Dzięki temu nawet najbardziej fantastyczne elementy świata przedstawionego pozostają wiarygodne. Podczas lektury wielokrotnie miałem poczucie obcowania z historią stworzoną przez autora, który dokładnie wie, dokąd chce prowadzić swoich bohaterów i nie gubi się po drodze w nadmiarze pomysłów.
Chyba najbardziej doceniam to, że podczas lektury ani przez chwilę nie miałem poczucia obcowania z klasyczną kontynuacją, która powstała wyłącznie po to, żeby wykorzystać sukces pierwszego tomu. „Nawet nas tu nie ma 2” rozwija ten świat w naturalny sposób i sprawia, że wiele elementów, które wcześniej stanowiły jedynie tło wydarzeń, nabiera nowego znaczenia. Bardzo lubię takie historie. Historie, które nie próbują ciągle zaskakiwać czytelnika kolejnymi pomysłami, ale pozwalają mu coraz lepiej poznawać bohaterów i otaczającą ich rzeczywistość. Po zamknięciu albumu miałem poczucie, że wiem o Kidzie znacznie więcej niż po pierwszym tomie. I właśnie to zapamiętałem z tej lektury najmocniej.
Jeśli miałbym wskazać coś, czego zabrakło mi podczas lektury, byłoby to po prostu więcej czasu spędzonego w tym świecie. Jędrzejewski porusza tutaj kilka naprawdę interesujących wątków i nie wszystkie dostają tyle miejsca, ile mógłbym sobie życzyć. Dotyczy to zarówno społecznych konsekwencji funkcjonowania Datasfery, jak i części relacji między bohaterami. Paradoks polega jednak na tym, że ten niedosyt nie wynika z rozczarowania, lecz z zaangażowania. Po prostu chciałem więcej. Więcej rozmów, więcej konfrontacji, więcej odpowiedzi na pytania, które autor świadomie zostawia czytelnikowi. Nie każdemu taki zabieg przypadnie do gustu, ale ja po zamknięciu albumu przez dłuższą chwilę zastanawiałem się nad tym światem i jego bohaterami. A to zawsze jest dla komiksu dobry znak.
Kiedy odkładałem komiks na półkę, zdałem sobie sprawę, że najbardziej niepokojące elementy tej historii wcale nie dotyczą przyszłości, Marsa, transferów osobowości ani futurystycznych technologii.
Najbardziej niepokojące jest to, jak wiele z tego świata już dziś wydaje się znajome.
Bo przecież żyjemy w rzeczywistości, w której kolejne korporacje przejmują kontrolę nad naszą uwagą, wspomnieniami, relacjami i codziennymi nawykami. Rzeczywistości, w której dostęp do pozornie powszechnych usług bardzo często okazuje się jedynie abonamentem z odroczoną datą płatności.
Filip Jędrzejewski ubiera te obserwacje w kostium science fiction, opowiadając o świecie, który właśnie powstaje na naszych oczach.
I to właśnie ta myśl została ze mną długo po zamknięciu ostatniej strony.
[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.
"Nawet nas tu nie ma. 2"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w GildiiZamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
