Władca much. Recenzja komiksu

Utarło się, że najprawdziwsze twarze mają dzieci. Potrafią one wyrażać autentyczne emocje, bez konieczności zakładania masek, co często robią dorośli. Czy jednak słodkie szkraby mogą mieć swoje drugie, ukryte mroczne oblicze? Co musi się wydarzyć, żeby móc zobaczyć taką schowaną osobowość? Na pewno trauma przeżytej katastrofy oraz konieczność przeżycia są czynnikami, które mogą wyzwolić z każdego jego pierwotną naturę.
Pamiętam jak miałem 10, może 11 lat, kiedy po raz pierwszy obejrzałem film „Władca much” w reżyserii Harry’ego Hooka. Te obrazy i historia w nich przedstawione na zawsze pozostały w moim umyśle. Później, gdy byłem już starszy, sięgnąłem po oryginalną powieść autorstwa Williama Goldinga. Przeżycia znacznie barsziej wniknęły we mnie. Ostatnio mogłem po raz kolejny obcować z niniejszą opowieścią. Tym razem, dzięki Non Stop Comics, w moje ręce trafiła komiksowa adaptacja w wykonaniu Aimée de Jongh (znanej chociażby z kapitalnej powieści graficznej „Dni piasku” czy "Powrotu Pszczołojada").
Historia omawianego tytułu rozpoczyna się od katastrofy lotniczej. Grupa chłopców, którzy przeżyli wypadek, ląduje na pozornie rajskiej, ale bezludnej i całkowicie odizolowanej wyspie. Pozbawieni dorosłych (swoją drogą zawsze zastanawiałem się czemu żaden dorosły nie przeżył katastrofy), bez ich nadzoru i pomocy, muszą zbudować od zera własne społeczeństwo. Początkowo próbują naśladować zasady cywilizacji – wybierają przywódcę, organizują spotkania, rozdzielają obowiązki. Ralph zostaje liderem, a jego rozsądny, choć nieporadny towarzysz – Prosiaczek – staje się głosem rozsądku i rozumu. Nadzieja na ratunek przyświeca im niczym ogień, który mają obowiązek nieustannie podtrzymywać.



Wierzą, że wkrótce zostaną uratowani i zabrani z powrotem do domów. Ale ogień słabnie, a z nim – krucha nić porządku. W sercach chłopców pojawia się strach. Lęk przed tajemniczą „Bestią”, której nikt nie widział. Wszyscy się jej boją. Jack, obdarzony charyzmą i impulsywnością, wykorzystuje ten strach. Zbiera wokół siebie zwolenników – tych, którzy wolą działać zamiast myśleć. Myślistwo i maskarada, dzikość i rytuały – to one zaczynają dominować.
W miarę jak grupy się rozdzielają, napięcie rośnie. Dochodzi do konfliktów, bójek, pogardy wobec słabości i empatii. Simon, jeden z najwrażliwszych chłopców, zaczyna dostrzegać, że potwór, którego wszyscy się boją, nie czai się wśród cieni lasu, ale w nich samych. Niewinność znika. Wszystko powoli zmierza ku najgorszemu...
W oryginalnej powieści „Władca much” mamy do czynienia z głęboką analizą psychologiczną i filozoficzną. Stanowi to punkt wyjścia do rozważań o naturze ludzkiej. Golding ukazał, jak łatwo można przejść od porządku do chaosu, od cywilizacji do dzikości. Dzięki temu kapitalnie oddał niepokój o przyszłość ludzkości.
Powieść graficzna w wersji Aimée de Jongh nie rezygnuje z tych tematów. Wręcz przeciwnie, wzmaga je. Jednak, jak każda adaptacja, nie jest to wierne odwzorowanie książki w obrazie, lecz raczej interpretacja jej najistotniejszych aspektów za pomocą nowego medium. Graficzna wersja powieści nie ma tej samej głębokości tekstu (choć tekst w powieści graficznej został użyty w zgodności 1:1 z oryginałem). De Jongh aby szczegółowo ukazać psychologię bohaterów musiała pójść w innym kierunku wykorzystując obraz jako nośnik intensywnych emocji, które trudno oddać słowami.



Autorka umiejętnie odwzorowała brutalną atmosferę tekstu źródłowego. Dzięki temu historia zyskała nową, świeżą formę. Kreska jest lekka, choć w przypadku intensywniejszych momentów zostaje wzmocniona. Rysunki są zróżnicowane ekspresyjnie i pełnią funkcję nie tylko narracyjną, ale i emocjonalną. Krótkie, ostre linie oddają napięcie, natomiast długie, zaokrąglone formy dodają subtelności w spokojniejszych momentach.
Warstwa wizualna jest spójna i głęboko przemyślana. Artystka wykorzystała w swoich ilustracjach intensywne barwy, pełne kontrastów, podkreślając tym samym zmieniające się nastroje. Na początku opowieści dominują stonowane barwy (piaskowe odcienie, błękity nieba i zieleń lasów). Kiedy przesuwamy się z historią do przodu kolorystyka staje się mroczniejsza, a barwy zaczynają przybierać ciemniejsze tony (brązy, czernie i czerwienie). Ewolucja kolorów perfekcyjnie odwzorowuje przemianę bohaterów, ich stopniowe przechodzenie z porządku do chaosu.
De Jongh posługuje się także eksperymentalnymi technikami w rozmieszczaniu kadrów, co dodatkowo podkreśla dynamikę fabuły. W momentach napięcia, kadry są mocno zbite, gęste, co daje poczucie przytłoczenia, a w spokojniejszych fragmentach kadry stają się bardziej otwarte i przestrzenne. Pozwala to jednocześnie na wprowadzenie momentów refleksji, co wzmacnia dramatyzm historii.
Po zakończeniu lektury mogę stwierdzić, że Aimée de Jongh wykonała kawał dobrej roboty. To niezwykle poruszająca i mroczna adaptacja, która może zachwycić zarówno miłośników oryginału, jak i tych, którzy po raz pierwszy mają możliwość poznania histori dziecięcych rozbitków. Jeśli szukacie opowieści pełnej napięcia, psychologicznej głębi, z elementami grozy i mrocznej symboliki, nie zawiedziecie się. „Władca much” w wersji graficznej to lektura, która pozostanie z czytelnikiem na długo po jej zakończeniu. Zmusi Was do refleksji na temat ludzkiej natury, porządku i chaosu, a także moralnych granic nie tylko dzieciaków ale i całej cywilizacji.



Nowa wersja „Władcy much” kupiła mnie i wlała się szerokim strumieniem w moje wnętrze. Ponownie mogłem przeżyć niesamowite chwile pełne grozy razem z dzieciakami na wyspie. Znowu mogłem wczuć się emocjonalnie w klimat tej opowieści. Być z tymi chłopakami. Cieszyć i bać się razem z nimi. Przeżywać ich strach i wątpliwości. Poczuć dramat i tragizm sytuacji.
Polecam ten komiks każdemu, bez wyjątku. No i oczywiście po zakończeniu lektury niniejszej adaptacji warto będzie sięgnąć po pierwowzór autorstwa Goldinga.
Omawiany komiks został wydany przez Non Stop Comics, imprint wydawnictwa Sonia Draga. Zawiera 352 strony w kolorze, w twardej okładce. Został wydany w formacie 172x228 mm. Adaptację na motywach powieści Williama Goldinga o tym samym tytule zarówno w formie scenariusza jak i ilustracji dokonała Aimée de Jongh. Na język polski przetłumaczył Paweł Bulski.
[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Sonia Draga/Non Stop Comics. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę opisanego komiksu.