„Crossed. Krzyżnięci. Początek”. Recenzja komiksu

„Crossed. Krzyżnięci. Początek”. Recenzja komiksu

UWAGA: Treści omawiane w poniższym tekście, podobnie jak sam recenzowany komiks, zdecydowanie nie są przeznaczone dla osób niepełnoletnich oraz dla czytelników o wysokiej wrażliwości. Mamy tu do czynienia z ekstremalną, nieskrępowaną przemocą, gore, przemocą seksualną i motywami drastycznie naruszającymi psychiczne oraz społeczne tabu. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Apokalipsę lubimy sobie wyobrażać bezpiecznie. Siedząc w fotelu przed TV albo leżąc na łóżku z książką w ręku. Tak, wiem, brzmi to dziwnie, ale popkultura przez lata nauczyła nas patrzeć na koniec świata jak na pewien rodzaj brutalnej przygody. Niby wiemy, że wszystko się zawaliło, że zmieniły się zasady, często na bardziej bezwzględne i wymagające od człowieka instynktu przetrwania, ale gdzieś ten postapokaliptyczny świat pozostaje jednak dziwnie oswojony. Nawet wtedy, gdy jest mroczny, brudny i nieprzyjemny.

Tylko że nawet w tych najciemniejszych wizjach zwykle zostaje jeszcze resztka porządku. Jakaś zasada. Jakiś rytuał. Jakaś możliwość, że człowiek, przyciśnięty do ściany, może ocalić choćby kawałek siebie.

W popkulturze mieliśmy już całą masę alternatywnych postapokaliptycznych światów. Od razu przed oczy rzuca się „The Walking Dead” Roberta Kirkmana, „Droga” Cormaca McCarthy’ego, filmowa seria „Mad Max” czy chociażby gry z cyklu „Fallout”. I tam nierzadko rzeczywistość, do której się przenosiliśmy, potrafiła być bolesna, kłująca, nieprzyjemna. Czasem wręcz bezlitosna.

A jednak wszystko, dosłownie wszystko, rozpada się w gruzy po wejściu w świat komiksowej serii „Crossed”. To, z czym mierzy się tutaj czytelnik, chyba nie ma równie brutalnego, chorego i popieprzonego odpowiednika w popularnym postapo.

Za „stwórcę” tego świata uchodzi Garth Ennis. I kiedy widzisz jego nazwisko na komiksie, to już wiesz, że czeka cię przeprawa przez piekło. Że miło już było. Teraz będzie cięcie żyletką i posypywanie ran solą.

Niektórzy unikają dzieł Irlandczyka jak ognia. Na mnie jego komiksy działają jak magnes.

Z serią „Crossed” spotkałem się jakiś czas temu. Przeczytałem kilka początkowych zeszytów po angielsku i… w głowie została mi poza ogromną ciekawością również trauma. Długo czekałem na polską premierę i nie będę udawał chłodnego dystansu. To był dla mnie jeden z tych tytułów, które przez lata funkcjonowały jako legenda z ostrzeżeniem na okładce. Komiks, o którym się słyszy: „to jest już za dużo”, „tego nie da się odzobaczyć”, „tam ktoś naprawdę przekroczył granicę”. I właśnie dlatego chciałem się z nim zmierzyć po polsku. Nie przejrzeć. Nie odhaczyć. Zmierzyć.

Kiedy Studio Lain poinformowało, że wyda ten komiks u nas i to w grubaśnych tomach zbiorczych, nie umiałem powstrzymać radości. Może to dziwnie zabrzmi przy tytule tak obrzydliwym, ale poznając już część tego chorego świata, chciałem więcej. Oczywiście, znając życie, trzeba było zapolować na egzemplarz, bo ta edycja szybko zniknęła z normalnej sprzedaży.

Pierwszy minus i to duży - moim zdaniem beznadziejne tłumaczenie tytułu. „Krzyżnięci”? Nie kupuję tego terminu. Rozumiem, że funkcjonuje w polskim wydaniu i siłą rzeczy będę się nim posługiwał, ale brzmieniowo dalej mi to zgrzyta.

„Crossed. Krzyżnięci. Początek” to wydanie zbiorcze, które wrzuca czytelnika od razu w trzy różne odmiany tego koszmaru. Oryginalnie mamy tu pierwszą serię „Crossed” Gartha Ennisa i Jacena Burrowsa, „Wartości rodzinne”Davida Laphama i Javiera Barreno oraz „Psychopatę” Davida Laphama i Raulo Caceresa. Polskie tłumaczenie przygotował Mariusz Warda.

A wszystko zaczyna się w spokojnej knajpie. Do lokalu wchodzi dziwny facet i brutalnie atakuje właściciela. Chaos bardzo szybko wylewa się poza knajpę, poza ulicę, poza miasteczko, aż w końcu obejmuje cały kraj. Ludzie wpadają w panikę, służby przestają ogarniać sytuację, a zarażeni nie zachowują się jak martwe zombie z horroru, tylko jak świadomi oprawcy spuszczeni ze smyczy.

Z tego chaosu wyłania się grupa ocalałych: Stan, Cindy, jej mały syn Patrick, Thomas, Kelly i Kitrick. Ich plan jest prosty: iść na północ, w stronę Alaski. Mniej ludzi, mniej zarażonych, większa szansa, że da się przeżyć. Tyle teoria. W praktyce to droga przez kraj zamieniony w ściek. Trzeba zdobywać jedzenie, broń, nocleg. Trzeba decydować, komu pomóc, kogo ominąć, gdzie się zatrzymać i kiedy uciekać bez oglądania się za siebie.

W ślad za nimi rusza grupa Krzyżniętych. Łowców, którzy idąc tropem zwierzyny, dopuszczają się okropieństw pozbawionych jakiejkolwiek ludzkiej logiki.

„Wartości rodzinne” przenoszą nas na odizolowane ranczo Prattów w Karolinie Północnej. Rodzina hoduje konie, żyje razem od pokoleń i z zewnątrz wygląda jak gotowy model przetrwania po końcu świata: ziemia, broń, zapasy, własne zasady i Joseph Pratt jako twardy patriarcha trzymający wszystkich za mordę. Tyle że za tą fasadą kryje się domowy koszmar. Joe pod płaszczykiem religii, posłuszeństwa i „rodzinnych wartości” od lat kazirodczo wykorzystuje swoje córki. Zbuntowana Adaline doskonale wie, że ranczo nie jest żadną bezpieczną przystanią. Kiedy epidemia dociera do Prattów, pierwsze uderzenie Krzyżniętych rozwala ten chory porządek: część rodziny ginie, część zostaje zakażona, a ci, którzy przeżyją, muszą uciekać z miejsca, które jeszcze chwilę wcześniej miało być ich twierdzą.

Powstanie kolejna filmowa adaptacja komiksu Gartha Ennisa. Będzie krwawo!
Zostały właśnie ogłoszone prace nad ekranizacją komiksowej serii “Crossed” autorstwa Gartha Ennisa. Jeśli przypadły Wam do gustu seriale “Kaznodzieja” czy “The Boys”, to przyszykujcie się na prawdziwą zagładę i potępienie. A to wszystko podane w oceanie krwi! Tym razem nie dostaniemy dłuższej serii. Za to przyjdzie nam się zmierzyć z

Dalsza akcja prowadzi przez próbę utrzymania przy życiu ocalałych Prattów i dzieci wyrwanych z rodzinnego piekła prosto w piekło większe, zewnętrzne. Adaline coraz mocniej wyrasta na osobę, która musi myśleć za siebie i za młodszych. Tymczasem jej matka, przemieniona w Krzyżniętą, rusza wraz ze swoją grupą tropem pozostałych uciekinierów.

W „Psychopacie” poznajemy kolejną grupę ocalałych: Amandę, Ricka, Claire i Darwina. Podczas swojej wędrówki trafiają na Harolda Lorre’a, który ma złamaną nogę. Udzielają mu pierwszej pomocy i postanawiają zabrać go ze sobą. Harold w zamian opowiada im o enklawie w New Jersey, gdzie podobno są lekarze, naukowcy, wojsko i ludzie pracujący nad lekarstwem na tajemniczą chorobę.

Amanda, Rick, Claire i Darwin jeszcze nie rozumieją, kogo naprawdę wzięli pod opiekę. Lorre prowadzi ich swoją opowieścią, podsuwa im nadzieję i stopniowo wciąga w drogę, która ma służyć nie tylko przetrwaniu grupy, ale też jego własnemu celowi. Chce dotrzeć do konkretnej bandy Krzyżniętych, z którą łączy go prywatna, obrzydliwa historia.

Całość spina natura samych Krzyżniętych - najohydniejszego elementu tego świata i jego podstawowego paliwa fabularnego. To nie są zombie, które można potraktować jak ruchome przeszkody. To zarażeni ludzie z krwawym znakiem krzyża na twarzy, świadomi, rozgadani, złośliwi, pomysłowi i całkowicie pozbawieni hamulców. Potrafią polować, tropić, prowadzić samochody, używać broni, zastawiać pułapki i cieszyć się strachem ofiar. Zabijają dla zabawy. Chcą upokorzyć, zbezcześcić, złamać, rozerwać świat drugiego człowieka na kawałki i jeszcze śmiać się z tego jak dzieciak z głupiego żartu.

Autorzy nie zdradzają genezy epidemii. Ma to oczywiście swoje dobre i złe strony. Z jednej strony ta niewiadoma mocno pracuje na atmosferę. Ennis i Lapham nie próbują oswoić zła. Dają nam je w najczystszej postaci. „Crossed” działa jak koszmar, w którym nie wiadomo, skąd przyszedł potwór, dokąd zmierza i czy da się go w ogóle zatrzymać. Z drugiej - świat aż prosi się o szersze rozpisanie, bo potencjał tej choroby, jej mechaniki i społecznych skutków jest ogromny.

To jest komiks o końcu hamulców. O sytuacji, w której agresja, pożądanie władzy, potrzeba dominacji, przemoc seksualna, okrucieństwo wobec słabszych i pogarda dla ciała drugiego człowieka przestają być czymś tłumionym. Krzyżnięci mogą zrobić wszystko, czego człowiekowi nie wolno. I robią. Bez wstydu, bez refleksji, bez poczucia winy. Ba, czerpią z tego perwersyjną radość i energię do dalszego szerzenia piekła na ziemi.

Najwyraźniej różnicę między Ennisem a Laphamem widać w tym, jak obaj rozkładają napięcie. Ennis w „Początku” jest brutalny, ale ma lepsze wyczucie proporcji. Wie, kiedy zwolnić, kiedy dać przestrzeń i kiedy pozwolić, by strach sam zaczął pracować pod skórą. Chodzi o narastające poczucie, że śmierć może być tutaj najmniej strasznym zakończeniem. To chore, ale działa. Najlepsze momenty tej historii nie polegają na tym, że Ennis pokazuje mi coś obrzydliwego. Najmocniejsze są wtedy, gdy rozumiem, dlaczego bohaterowie boją się bardziej pojmania niż samej śmierci.

Lapham idzie głębiej w patologię, ale częściej wpada w pułapkę przesady. Potrafi maksymalnie epatować brutalnością i zezwierzęceniem. „Crossed” wydaje się mieć moc wtedy, gdy przemoc ma funkcję. Gdy w swej postaci uczy bohaterów strachu. Gdy pokazuje, dlaczego nie ma już miejsca na naiwność. Gdy uderza w rodzinę, zaufanie, opiekę, obowiązek, macierzyństwo, przyjaźń, resztki wspólnoty. Wtedy to boli nie dlatego, że ktoś narysował flaki. Boli, bo za flakami stoi wybór, konsekwencja, czyjaś porażka, czyjeś załamanie. Gorzej, kiedy komiks zaczyna zbyt mocno ufać samej makabrze. Wtedy przemoc przestaje pracować jak rana, a zaczyna przypominać bliznę drapaną w kółko w tym samym miejscu. Najpierw boli. Potem piecze. A potem człowiek zaczyna się przyzwyczajać, i to jest dla „Crossed” najgorsze, co może się wydarzyć. Bo jeśli czytelnik odcina emocje, jeśli zamiast wstrząsu pojawia się chłodne „co dalej?”, cała ekstremalność traci część sensu. Przy komiksie, który ma gwałcić komfort odbiorcy, znieczulenie jest prawie wyrokiem.

Jednocześnie nie chcę udawać, że ta ekstremalność jest przypadkowa albo całkiem pusta. „Crossed” jest przegięte, często nieznośne, czasem wręcz odpychające, ale pod spodem ma parszywe pytanie: co by było, gdyby ktoś odciął człowiekowi nie rozum, tylko sumienie? Co zostaje z inteligencji, kiedy nie ma empatii? Krzyżnięci są przerażający nie dlatego, że są bestiami. Przerażają, bo nadal potrafią być ludzcy w najgorszych możliwych miejscach: w żarcie, w planowaniu, w cierpliwości, w chęci upokorzenia ofiary, a nie tylko jej zabicia.

Najbardziej nieprzyjemne były dla mnie te momenty, w których „Crossed” dotykał dzieci, rodziny i domu. Tu robiło się naprawdę paskudnie. Przemoc wobec dorosłych można jeszcze jakoś wpisać w konwencję ekstremalnego horroru, ale kiedy komiks pokazuje dzieci jako ciężar i ofiary, w głowie robi się dużo ciszej. Wątki kazirodcze i rodzinne nie działają tu dlatego, że są szokujące same w sobie. Działają, bo pokazują, że apokalipsa nie stworzyła całego tego syfu. Część z niego już wcześniej siedziała pod dachem, tylko ukryta była pod pojęciami: obowiązek, posłuszeństwo, tradycja, rodzina. I to mnie uwiera najmocniej. Nie sam rozlew krwi, ale świadomość, że koniec świata czasem tylko zrywa zasłonę.

Największą zaletą tego tomu jest jego bezczelna konsekwencja. „Crossed” nie jest eleganckim horrorem dla tych, którzy chcą się trochę przestraszyć, a potem wrócić do bezpiecznej normalności. Ten komiks idzie w skrajność i nawet jeśli nie zawsze robi to z równą precyzją, trudno odmówić mu siły. Świetny jest sam koncept zarażonych, którzy nie są martwymi ciałami, lecz świadomymi oprawcami. Dobrze działa brak genezy epidemii, bo odbiera czytelnikowi komfort rozumienia świata. Bardzo mocne są też trzy różne perspektywy: droga przez zarażony kraj, rodzina przegniła od środka i psychopata, który nie potrzebuje wirusa, żeby być zagrożeniem. Ten tom potrafi obrzydzić, zmęczyć i zirytować, ale daje też coś więcej niż katalog makabry. Zmusza do patrzenia na człowieka bez ochronnej szybki. I choć nie zawsze podobało mi się to, co widziałem, trudno mi powiedzieć, że było to doświadczenie puste.

Mam jednak z tym komiksem problem, którego nie da się przykryć zachwytem nad odwagą twórców. Nadmiar brutalności chwilami osłabia jej siłę. To brzmi paradoksalnie, ale właśnie tak działa ten tom. Kiedy wszystko krzyczy, człowiek przestaje słyszeć pojedyncze głosy. Kiedy każda kolejna scena próbuje przekroczyć granicę poprzedniej, zaczynam się jako czytelnik bronić. Odcinam emocje. Patrzę, ale już mniej czuję. A szkoda, bo pod całym tym gore jest naprawdę mocne psychologiczne mięso: pytanie o cenę przetrwania, o sens opieki nad słabszymi, o to, czy moralność bez prawa i świadków nadal cokolwiek znaczy. Gdy autorzy ufają tym pytaniom, „Crossed” potrafi wejść bardzo głęboko. Gdy wolą walić obuchem, robi się ciężko nie dlatego, że jest zbyt mocno, tylko dlatego, że staje się zbyt jednostajnie.

Psychologicznie ten tom jest dużo ciekawszy, niż sugerowałaby jego reputacja komiksu „od flaków”. Tylko trzeba przebić się przez hałas. „Crossed” opowiada o rozhamowaniu, ale nie wyłącznie seksualnym czy przemocowym. To opowieść o zniknięciu społecznego lustra. Na co dzień nie robimy wielu rzeczy nie dlatego, że nie mielibyśmy impulsów, fantazji, gniewu czy chęci odwetu, ale dlatego, że istnieje wstyd, kara, spojrzenie innych, prawo, rodzina, religia, praca, reputacja. Cała ta konstrukcja, czasem śmieszna, czasem opresyjna, czasem zbawienna, trzyma nas w ryzach. U Krzyżniętych rygle puszczają. Zostaje człowiek jako id na dopalaczach, z nożem, samochodem i poczuciem humoru z dna szamba.

Ciekawiej robi się jednak przy ocalałych. Oni nie są automatycznie moralnie lepsi. Oni po prostu nie zostali zakażeni. To ogromna różnica. Ennis i Lapham cały czas sprawdzają, jak długo można zachować człowieczeństwo, jeśli ono przestaje dawać przewagę. Czy opieka nad słabszym jest jeszcze wartością, czy już wyrokiem? Czy pomoc rannemu to odruch moralny, czy błąd taktyczny? Czy rodzina jest schronieniem, czy tylko ładnym słowem przyklejonym do przemocy? Takie pytania zostają ze mną dużo dłużej niż sama makabra.

Oczywiście po raz kolejny wraca porównanie do wspomnianego wcześniej „The Walking Dead” i tu niestety dla „Crossed” nie mam najlepszego zdania. Żywe trupy Kirkmana połykają Krzyżniętych przede wszystkim pod kątem budowania bohaterów. U Kirkmana dostaliśmy możliwość bliższego poznania postaci, zżycia się z nimi, wejścia w ich codzienność, słabości i przemiany. W „Crossed” wszystko pędzi szybciej, bardziej nerwowo, bez trzymanki. Czasem działa to na korzyść klimatu, ale często odbiera historii emocjonalny ciężar. A szkoda, bo potencjał był ogromny. Gdyby część postaci dostała więcej miejsca, ich cierpienie uderzałoby mocniej, a nie tylko bardziej obrzydliwie.

Warstwa graficzna w tym tomie potrafi dokopać. Najmocniej wypada Jacen Burrows w „Początku”. Jego rysunek ma w sobie chłodną precyzję, która przy takim materiale działa wyjątkowo niepokojąco. Burrows prowadzi obraz bardzo czytelnie, a przez to odbiera czytelnikowi możliwość ucieczki w niedopowiedzenie. Widać twarze, reakcje, grymasy, ruch ciał, moment wejścia przemocy w kadr. I właśnie ta klarowność robi największe wrażenie. Sceny akcji mają dobre tempo - plansze potrafią najpierw zwolnić, zatrzymać się na zwykłej sytuacji, rozmowie albo spojrzeniu, a potem nagle pęknąć brutalnością. Nie gubiłem się w tym, co dzieje się na stronie, nawet gdy akcja przyspieszała i wszystko zaczynało walić się na bohaterów.

Javier Barreno i Raulo Caceres wprowadzają do tomu inne napięcia, choć żaden z nich nie robi na mnie takiego wrażenia jak Burrows. Barreno w „Wartościach rodzinnych” jest bardziej nierówny i mniej wyrazisty, ale jego rysunek dobrze pasuje do zamkniętego, rodzinnego koszmaru Prattów. Kadry są ciaśniejsze, bardziej przyziemne, skupione na twarzach, gestach i przestrzeniach, które zamiast dawać schronienie, zaczynają dusić. Tam brutalność nie zawsze potrzebuje wielkiego wizualnego wybuchu, bo sama atmosfera domu, rancza i rodzinnych relacji już ma w sobie coś brudnego. Caceres w „Psychopacie” idzie w stronę bardziej groteskową i nieprzyjemną w fakturze. Jego plansze są mniej eleganckie, bardziej poszarpane, czasem wręcz celowo odpychające, ale przy historii Harolda Lorre’a ma to sens, bo ten rozdział potrzebuje rysunku podszytego psychicznym rozkładem. Kolory w całym tomie spinają te trzy style w jedną chorą całość. Dominują przygaszone tła, brudne zielenie, szarości, chłodne wnętrza i czerwień, która nie jest ozdobnikiem, tylko sygnałem skażenia. Krew, krzyże na twarzach, poraniona skóra - wszystko wybija się z plansz tak, żeby zostać pod powiekami. Graficznie „Crossed” jest więc nierówne, ale skuteczne. Nie ma być piękne. Ma być czytelne, agresywne, lepkie i niekomfortowe.

Można powiedzieć, że jest to komiks drogi, zadający podczas lektury pytanie: „dokąd zmierza ludzkość?”. A można też powiedzieć, że to komiks ekstremalny, nihilistyczny i bezkompromisowy. Gwałcący od środka czytelnika, wyciągający ze środka emocjonalne flaki i zwisającą prawie urwaną ze zdziwienia szczękę, bo człowiek naprawdę zaczyna się zastanawiać, jak ktoś mógł coś takiego napisać i narysować.

Nie polecę go każdemu. Nie polecę go nawet większości. To tytuł dla czytelników świadomie szukających horroru skrajnego, krwawego, moralnie niekomfortowego i gotowych zaakceptować, że czasem granica między diagnozą a ekscesem zostanie tu niebezpiecznie rozmazana. Jeśli ktoś w postapo szuka heroizmu, piękna ruin i nadziei tlącej się pod popiołem, lepiej niech zostanie przy innych światach. Jeśli jednak ktoś chce zobaczyć apokalipsę bez pocieszającej dekoracji, taką, w której człowiek nie walczy tylko z potworem, ale z podejrzeniem, że potwór od początku mówił jego językiem, „Crossed” jest doświadczeniem trudnym do zignorowania. To nie jest koniec świata oglądany z bezpiecznej odległości. To koniec świata, który patrzy prosto na nas i uśmiecha się krzyżem wyciętym na twarzy.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Crossed. Krzyżnięci. Początek"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Krzyżnięci. Początek”
Seria Crossed. Krzyżnięci
Wydawca Studio Lain
Scenarzysta Garth Ennis, David Lapham
Rysownik Jacen Borrows, Javier Barreno, Raulo Cacares
Tłumacz Mariusz Warda
Rok wydania 2026
Format 180x275 mm
Okładka twarda
Liczba stron 608 (kolor)
Cena okładkowa 399,00 (1+2 tom) zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Read more