„Doktor Bezwartościowy” – recenzja. Człowiek, dla którego „Hitler to przy branży komiksowej amator”

„Hitler to przy branży komiksowej amator” – tak mówił doktor, który omal nie zabił amerykańskiego komiksu. Komiks o Fredricu Werthamie, paleniu komiksów i cenzurze lat 50. stworzyli Harold Schechter i Eric Powell, twórcy „Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein?”.

„Doktor Bezwartościowy” – recenzja. Człowiek, dla którego „Hitler to przy branży komiksowej amator”

Określenie "Bezwartościowy" nie jest pomysłem autorów tego komiksu. To nawiązanie do trzystronicowej parodii, którą w 1957 roku wypuścił magazyn MAD. Ochrzczono w niej bohatera komiksu „Frederick Werthless, M.D.” i pokazano jako handlarza zbiorową histerią pod przykrywką nauki. Autorem żartu był Wally Wood, jeden z klasyków amerykańskiego komiksu, a jego riposta okazała się na tyle celna, że siedemdziesiąt lat później trafiła na okładkę całej powieści graficznej.

Duet Schechter/Powell to ci sami twórcy, którzy opowiedzieli nam o Edzie Geinie w komiksie „Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein?”. Schechter zawodowo zajmuje się true crime i wykłada literaturę popkulturową, ma na koncie książki o najgłośniejszych amerykańskich mordercach – w tym o Albercie Fishu i Robercie Irwinie, których historie wracają zresztą w „Doktorze Bezwartościowym”. Trudno o lepszego autora do tego tematu, skoro Wertham przez dekady oceniał psychiatrycznie właśnie takich ludzi.

Rzeźnik z Plainfield i jego dziedzictwo, czyli jak Ed Gein ukształtował współczesny horror
„Psychoza”, „Milczenie owiec”, „Teksańska masakra piłą mechaniczną” i wiele innych horrorów ma swoją genezę w Plainfield. To tu narodził się Eddie Gein, który stał się symbolem psychopaty z prowincji. Choć udowodniono mu tylko dwie zbrodnie, jego życie obrosło legendą.

Powell to z kolei twórca kultowego „The Goona” i człowiek, który założył własne wydawnictwo Albatross, bo żaden duży gracz nie chciał wydawać komiksu „zbyt innego”. Mamy więc autorów, którzy z pierwszej ręki wiedzą, jak to jest, gdy ktoś z góry decyduje, co dla czytelnika „odpowiednie”.

W moim odczuciu komiks „Doktor Bezwartościowy” składa się z dwóch mocno różniących się części. Pierwsza to Wertham jako psychiatra sądowy – jego praca z mordercami, w tym opisy zbrodni na dzieciach, prowadzone chłodnym, dokumentalnym tonem. To najbardziej makabryczny fragment książki. I zarazem ten, przez który trzeba przebrnąć, żeby dojść do właściwej sprawy. Druga połowa to dopiero mięso: droga od prywatnej obsesji Werthama do ogólnokrajowej paniki, przesłuchań przed Senatem i powstania Comics Code Authority. Kłopot w tym, że twórcy nie zostawiają czytelnikowi wyboru. Żeby zrozumieć drugą część, trzeba najpierw przetrawić pierwszą, a to lektura ciężka, chwilami po prostu trudna do zniesienia.

Rozumiem, po co to zrobili. Schechter i Powell chcieli nam pokazać, że zanim Wertham stał się wrogiem numer jeden środowiska komiksowego, był poważanym psychiatrą. Współtworzył klinikę dla czarnoskórych pacjentów w Harlemie, gdzie sesje kosztowały dosłownie kilkadziesiąt centów. Zeznawał w procesach, które obaliły segregację szkolną, bronił oskarżonej o szpiegostwo Ethel Rosenberg. Bez tego kontekstu zostałby z niego kolejny karykaturalny „zły naukowiec”. Ale sposób, w jaki ten kontekst podano, sprawia, że książka miejscami czyta się jak zbiór osobnych opowiadań kryminalnych, które dopiero z czasem zaczynają się zazębiać.

Ta pierwsza połowa wyjaśnia też co właściwie napędzało krucjatę doktora. Wertham upatrywał w komiksach źródła problemów psychicznych dzieci. Trzeba pamiętać, jak wyglądał powojenny rynek – wiele ówczesnych komiksów było pulpowych, brutalnych, wręcz hardkorowych. Krwawe horrory, kryminały, sceny, które i dziś potrafią zmrozić. A kupować mogły je dzieci, bez żadnych ograniczeń. Zdaniem doktora efekt był prosty: najpierw koszmary, a w skrajnych przypadkach inspiracja do czynienia zła. Do tego dochodził wątek rasowy. Wertham twierdził, że czarnoskórzy bohaterowie są w tych komiksach przedstawiani w sposób krzywdzący i pogłębiający podziały rasowe.

Skala tej obsesji robi wrażenie i komiks jej nie ukrywa. Wertham potrafił powiedzieć, że Hitler to przy branży komiksowej amator, bo jej produkty trafiają do najmłodszych i uczą czterolatków rasowej nienawiści, zanim te nauczą się w ogóle czytać. Zdanie chyba najlepiej ilustruje jego obsesję. To już nie chłodna krytyka medium, tylko coś na kształt świętej wojny.

Efektem tej krucjaty było powstanie Comics Code Authority, a wraz z nim akcje, które dziś brzmią nieprawdopodobnie – palenie komiksów. Młodzież, często pod naciskiem szkół i kościołów, publicznie paliła własne zbiory. Ma to bezpośrednie przełożenie na dzisiejszy rynek kolekcjonerski. Komiksy z lat 40. i 50. drukowano w gigantycznych nakładach, a mimo to wiele kultowych tytułów z tamtej epoki należy dziś do rarytasów – bo spora część nakładu poszła z dymem. Warto o tym pamiętać, patrząc na ceny egzemplarzy z epoki Golden Age na aukcjach.

Cenzura spłaszczyła też samo medium. Kod komiksowy nie tylko usunął z rynku najbardziej brutalne horrory, co akurat dało się przewidzieć. Wymusił też ogólną grzeczność fabuł i wydawcy latami główkowali, jak w tych warunkach w ogóle robić ciekawe komiksy. Oberwało się nawet Supermanowi, którego Wertham oskarżał o promowanie przemocy jako metody rozwiązywania problemów. Ukuł na tę okazję termin „kompleks Supermana”.

Logo KBOOM

Echo działalności Werthama nie skończyło się w latach 50. Ten sam schemat, czyli szukanie winnego w popkulturze zamiast w złożonych przyczynach społecznych, wraca regularnie przy grach wideo, muzyce czy filmach. Po atakach w amerykańskich szkołach niemal automatycznie sprawdza się, co sprawca oglądał, w co grał, czego słuchał. Wertham robił dokładnie to samo z komiksami siedemdziesiąt lat wcześniej – w dodatku, co komiks też pokazuje, w przekonaniu, że działa słusznie i że przemocy da się zapobiec, rozumiejąc jej źródła.

Dla kogo więc ten komiks? Dla każdego, kto interesuje się historią komiksu i mechanizmami cenzury popkultury. Warto przeczytać, bo komiks w przystępny sposób tłumaczy, skąd wzięła się nagonka na "historyjki obrazkowe", która o mały głos nie zaorała kompletnie tego medium w Stanach Zjednoczonych. I nie pozostała bez wpływu na komiksy superhero tworzone od lat 60-tych wzwyż. Mocna rzecz, polecam!

Komiks dla dorosłego czytelnika.

Informacje o komiksie
Tytuł Doktor Bezwartościowy
Seria
Wydawca KBoom
Scenarzysta Harold Schechter
Rysownik Eric Powell
Kolorysta Eric Powell
Tłumacz Marceli Szpak
Rok wydania 2026
Format 152x229mm
Okładka twarda
Liczba stron 200
Cena okładkowa 99 zł

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.