"Dominium Solarne". Recenzja książki Tomasza Kołodziejczaka
Gdy wojna toczy się nie tylko na froncie.
Są takie książki, które po latach pokrywają się kurzem zapomnienia, i takie, które mimo zmiany realiów wciąż potrafią uderzyć obuchem w łeb. Tomasz Kołodziejczak wydał „Kolory sztandarów” w 1996 roku. Polska zachłystywała się wtedy kapitalizmem, Internet raczkował, a rodzima fantastyka próbowała rozpaczliwie uciec z cienia Sapkowskiego i Lemowskiego dziedzictwa. To tak słowem podniosłego wstępu.
Pierwszy raz z „Kolorami sztandarów” zetknąłem się chyba w pierwszej klasie liceum. Kolega mi pożyczył, mówiąc że dobre to to. Zacząłem czytać i wszystko na to wskazuje, że nie skończyłem. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może musiałem dojrzeć do tej lektury? A może po prostu w moje ręce wpadło coś ciekawszego? Nie pamiętam, dawno to było, a poza tym to nieistotne. Teraz trafiła się okazja by odkupić młodzieńcze winy. A cóż to za okazja? Jednotomowe wydanie cyklu „Dominium Solarne”, a niniejszy tom składa się właśnie z „Kolorów sztandarów” i „Schwytanego w światła”. No i muszę przyznać, że Fabryka Słów (tak, to wydanie jest pod ich sztandarem) odwaliła kawał dobrej roboty. Zintegrowana oprawa, która ładnie wygląda na półce i jest moim zdaniem wytrzymalsza od zwykłej miękkiej. Barwione brzegi, które ładnie wyglądają, chociaż są niewidoczne po postawieniu książki na półce. Jedni je lubią, inni nienawidzą - wszystko kwestia gustu. Cała książka ozdobiona jest ilustracjami Dominika Brońka, którego czytelnicy Fabryki Słów mogą kojarzyć z „Pana Lodowego Ogrodu” (wydanie 2012 r.) czy chociażby z kilku części cyklu „Ja, Inkwizytor”. Oczywiście bardzo proposuję rysunki tego pana!

Lądujemy na Gladiusie, pustynnym i strategicznie kluczowym globie, gdzie ludzkość, próbuje utrzymać kruchą dominację w obliczu nieuchronnego konfliktu z potężną, zewnętrzną cywilizacją. Brzmi jak typowe science-fiction, prawda? No bo to jest typowe science-fiction, jednak trzeba przyznać, że Kołodziejczak wspiął się na wyżyny i wymyślił coś, co w dzisiejszych czasach pięknie by wyglądało na srebrnym ekranie. Ba, ta historia ma potencjał, żeby stać się dobrą grą video! Głównymi złymi książki (czy aby na pewno) jest tajemnicza rasa najeźdźców zwana Korgardami. I tu muszę przyznać, że autor wymyślił coś bardzo ciekawego. W jego świecie istnieją różni kosmici, jednak nacisk fabularny jest kładziony głównie na Korgardów. I są oni niezwykle tajemniczy - dostajemy jedynie okruchy informacji na ich temat, kilka puzzli z których nie jesteśmy w stanie ułożyć żadnego obrazka. Co mnie wręcz nieco tknęło, to fakt jak najeźdźcy brutalnie obchodzą się z mieszkańcami Gladiusa. Raju, byłem w szoku. Serio. Że w latach ‘90 coś takiego znalazło się na papierze. Bo chyba też warto spojrzeć na tę książkę przez pryzmat czasu.
Największym grzechem pisarstwa - bez względu na gatunek - jest improwizacja. Autorzy często rzucają fajny pomysł, a potem rozpaczliwie próbują szyć fabułę grubymi nićmi, licząc, że czytelnik nie zauważy logicznych dziur. U Kołodziejczaka jest dokładnie odwrotnie. Czytając „Dominium Solarne”, ma się wręcz fizyczne poczucie, że zanim autor postawił na papierze pierwszą literę, na jego ścianie wisiał gigantyczny, drobiazgowy plan. Tablica korkowa pełna sznurków, wykresów, osi czasu i specyfikacji technicznych. Tak to sobie wyobrażam. Największą siłą tej książki jest jednak nie sama opowieść, lecz sposób, w jaki została skonstruowana. W wielu powieściach - z reguły s-f czy ogólnorozumianej fantastyki - świat istnieje głównie po to, by stanowić tło dla bohaterów. Tutaj jest odwrotnie. Świat żyje własnym życiem. Ma swoją historię, własną logikę, politykę, gospodarkę i mechanizmy społeczne. Czytelnik bardzo szybko zaczyna rozumieć, że każdy element ma swoje miejsce i znaczenie. I to mnie przekonało. Tak wykreowany świat, który wyłożeniem kawy na ławę wciąga i przemawia do wyobraźni, wessał mnie niczym czarna dziura.

Poza konfliktem z Obcymi, jest tu również bardzo wyraźnie zarysowany wątek polityczny. Osobiście, nie lubię czytać o polityce, jakoś mnie to nudzi, tu jednak… Byłem wyraźnie zainteresowany. Może przez sposób w jaki przedstawiono te wszystkie polityczne zagrywki. W literaturze często spotyka się prosty podział na dobrych i złych. Kołodziejczak idzie w zupełnie innym kierunku. Mam wrażenie, że polityka w „Dominium Solarnym” jest pełna szarości. Tu nie ma stricte podziału na dobrych i złych. Jedni uważają drugich za złych, drudzy tych pierwszych również uważają za tych złych. To właśnie ten aspekt sprawia, że książka wydaje się zaskakująco realistyczna. Nawet w obliczu kosmicznego i za razem śmiertelnego zagrożenia ze strony Obcych ludzie pozostają ludźmi. Nadal walczą o wpływy, władzę, prestiż i bezpieczeństwo własnych grup. Wojna nie usuwa politycznych sporów - wręcz przeciwnie, często je wzmacnia. A w centrum tych wydarzeń zostaje wrzucony nasz bohater, który w pewnym momencie nie wie co ma ze sobą zrobić, pozostać wiernym swoim wojskowym dowódcom, czy jednak ugiąć się pod jarzmem polityków, którzy przejęli stery.
Dla miłośników space oper „Dominium Solarne” to naprawdę intrygująca propozycja, o ile nie nastawiają się na spektakularne, gwiezdne bitwy. Zamiast tego autor serwuje nam dynamiczną, wciągającą akcję, która płynnie przeplata się z głębszymi, dojrzałymi przemyśleniami nad ludzkim losem i sensem życia. To idealna pozycja dla tych, którzy w fantastyce szukają czegoś więcej niż tylko efektownych wybuchów i fruwających w powietrzu flaków.
Też was zastanawia fakt, że autor zwraca uwagę na wielkie męskie przyrodzenia? Hm?
Oczywiście książkę jak najbardziej polecam. Dla mnie „Dominium Solarne” było odkryciem. Mogę jedynie żałować, że nie przeczytałem go te kilkanaście lat temu.
[Współpraca reklamowa] Książkę do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Fabryka Słów. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.
Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianej książki i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.