"Domy potępionych". Recenzja komiksu

"Domy potępionych". Recenzja komiksu

A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć… Kto z Was pamięta jeszcze czasy, gdy nie tylko w kościele czy na katechezie, lecz czasem również na innych lekcjach pedagodzy przekazywali uczniom „wiedzę”, jakoby część zespołów muzycznych – takich jak Black Sabbath, Led Zeppelin czy nawet The Beatles (sic!) – miała przemycać w swoich utworach treści satanistyczne? Emblematy, tajemnicze logotypy, odtwarzanie piosenek wspak, „Biblia Szatana”… To wszystko nie wzięło się znikąd. To element popkulturowej narracji, która przypłynęła do nas zza oceanu.

Szczególnie mocno uwidoczniło się to w latach 80. i 90. XX wieku. I nie dotyczyło wyłącznie muzyki, filmów, książek czy komiksów. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się era tzw. „Satanic Panic”. W społeczeństwie zaczął szerzyć się paniczny strach przed satanistycznymi rytuałami. Była to zbiorowa histeria, która ogarnęła Amerykę w latach osiemdziesiątych. W tamtym czasie wielu ludzi wierzyło, że tajne sekty satanistyczne infiltrują społeczeństwo, porywają dzieci i odprawiają brutalne rytuały.


Na kanwie tej właśnie atmosfery powstał omawiany przeze mnie komiks „Domy potępionych”. A za jego stworzeniem stoją artyści dobrze znani miłośnikom współczesnego komiksu: Ed Brubaker oraz Sean Phillips. Pierwszy odpowiada oczywiście za scenariusz, drugi za warstwę graficzną. Po raz kolejny artystów na kolorach wsparł Phillips junior, czyli Jacob.

Recenzja komiksu “Tam było ciało” Ed Brubaker Sean Phillips | Mucha Comics
Recenzja komiksu „Tam było ciało” – Ed Brubaker i Sean Phillips zabierają nas na duszne przedmieścia Ameryki lat 80. Gdzie kończy się pamięć, a zaczyna wina? Noir o zwyczajnych ludziach z niezwykłymi sekretami. Klimat, napięcie i cisza, która mówi więcej niż słowa.

Duet Brubaker-Phillips działa na mnie jak magnes. Praktycznie wszystko, czego dotkną, zamienia się w złoto. Dlatego ich komiksy biorę w ciemno. Oczywiście w ich dorobku zdarzają się tytuły lepsze i gorsze, ale jedno jest pewne – każdy, kto ceni twórczość Brubakera i Phillipsa, powinien sięgnąć również po ten najnowszy album, który niedawno ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Mucha Comics.

A o czym jest sama historia?

Akcja rozgrywa się we współczesnych Stanach Zjednoczonych. Dorosła już Natalie Burns prowadzi życie, którego trudno nazwać spokojnym. Zajmuje się odnajdywaniem dzieci i nastolatków wciągniętych w różnego rodzaju sekty oraz grupy kultowe. To praca brudna, niebezpieczna i wymagająca stalowych nerwów.

W jej przypadku ma ona jednak jeszcze jeden, znacznie bardziej osobisty wymiar.

Natalie była dzieckiem w czasach wspomnianej już Satanic Panic. Co więcej – znalazła się w samym centrum jednej z głośnych spraw z tamtego okresu.

Jako mała dziewczynka wraz z grupą innych dzieci twierdziła, że padła ofiarą satanistycznych rytuałów. Historia wybuchła w mediach niczym pożar. Były zeznania. Były nagłówki gazet. Była panika.

A potem wszystko zaczęło się rozpadać.

Opiekunka popełniła samobójstwo. Dowody okazały się niejednoznaczne. Coraz częściej pojawiały się sugestie, że dzieci mogły zostać zmanipulowane przez dorosłych – terapeutów, policjantów, a nawet przez same media.

W ten sposób historia, która miała być dowodem na istnienie satanistycznego spisku, zamieniła się w jedną z najbardziej niepokojących zagadek tamtej epoki.

Trzy dekady później Natalie wciąż nosi w sobie ciężar tych wydarzeń. Nie jest pewna, czy mówiła prawdę. Nie jest też pewna, czy nie została wykorzystana jako narzędzie zbiorowej paranoi. Wie tylko jedno: coś w tej historii nie daje jej spokoju.

I wtedy zaczynają ginąć ludzie.

Jedno po drugim umierają osoby, które jako dzieci były częścią tej samej sprawy. Dawni uczestnicy „satanistycznej afery”. Śmierci są brutalne, a ich wspólnym mianownikiem zdaje się właśnie tamto lato z dzieciństwa.

Na scenę wkracza West – agent FBI specjalizujący się w przestępstwach związanych z kultami. To on zaczyna łączyć te wydarzenia w jedną całość. Wkrótce jego śledztwo prowadzi prosto do Natalie. Początkowo traktuje ją jak źródło informacji. Z czasem jednak zaczyna widzieć w niej partnerkę w dochodzeniu.

Tak rozpoczyna się podróż w przeszłość.

Narracja komiksu została zbudowana na dwóch równoległych liniach czasowych. Jedna prowadzi czytelnika przez współczesne śledztwo, w którym kolejne tropy odsłaniają nowe fragmenty dawnej sprawy. Druga cofa nas do lat osiemdziesiątych – do dziecięcych zeznań i dusznej atmosfery religijnej paniki.

Brubaker splata te wątki z chirurgiczną precyzją, dokładając kolejne elementy układanki. Problem w tym, że zamiast klarownego obrazu wyłania się coś znacznie bardziej niepokojącego - możliwość.

Możliwość, że w tej historii było więcej prawdy, niż ktokolwiek chciał przyznać.
Możliwość, że ktoś od lat czekał na moment, by wrócić do tamtej sprawy.
Możliwość, że demony – metaforyczne albo całkiem realne – nigdy tak naprawdę nie opuściły tych ludzi.

Gorączka nocy. Recenzja komiksu
Ed Brubaker i Sean Phillips. Dwie osoby, dwa nazwiska – jeden świat. Kiedy tych dwóch kolesi spotyka się razem, by stworzyć komiks, można być pewnym, że otrzymamy co najmniej dobrą opowieść. Każdy fan klimatu Noir, kiedy tylko dowie się, że na rynek wchodzi nowy tytuł tych autorów, śmiało ustawia się w

A im głębiej bohaterowie zagłębiają się w przeszłość, tym bardziej oczywiste staje się jedno: ta historia nie skończyła się w latach osiemdziesiątych.

Ed Brubaker od lat pozostaje mistrzem budowania napięcia poprzez powolne obdzieranie bohaterów z iluzji. W „Domach potępionych” sięga jednak jeszcze głębiej. Dotyka rany, która wciąż się nie zabliźniła – zbiorowej histerii, siły sugestii oraz traumy, która z czasem potrafi stać się bardziej realna niż sama rzeczywistość. Świat przedstawiony w tej historii jest wyraźnie dualny.

Autor stawia pytania dotyczące przeszłości bohaterów i ich wspomnień. Świadomie wykorzystuje kontekst historyczny, by opowiedzieć historię ludzi, którzy przez całe życie noszą w sobie piętno wydarzenia, którego być może nigdy w pełni nie zrozumieli.

Najlepszym przykładem jest Natalie – kobieta rozdarta między poczuciem winy a potrzebą poznania prawdy. Czy była ofiarą? Kłamczynią? Narzędziem cudzych manipulacji?

A może wszystkim naraz?

To właśnie ta ambiwalencja nadaje scenariuszowi emocjonalny ciężar. Horror nie wynika tu z obecności potworów. Rodzi się z możliwości, że najstraszniejsze potwory powstają w ludzkiej pamięci.

Przejdźmy jednak do warstwy graficznej opowieści.

Sean Phillips od lat należy do najbardziej charakterystycznych rysowników współczesnego komiksu. Jego styl nie próbuje imponować techniczną wirtuozerią. Nie znajdziemy tu przesadnej szczegółowości ani widowiskowych rozkładówek.

Kadry są precyzyjnie zaplanowane, niemal filmowe. Wiele scen przypomina ujęcia z thrillerów lat 70. i 80. – statyczne, spokojne, lecz nasycone napięciem. Bohaterowie często znajdują się w półcieniu. Wnętrza są klaustrofobiczne. Ulice – niemal opustoszałe.

Ta powściągliwość działa na korzyść historii.

Phillips znakomicie operuje światłem. Twarze postaci często częściowo toną w mroku, jakby prawda o nich znajdowała się gdzieś poza kadrem. W scenach z przeszłości pojawia się natomiast inna dynamika – więcej chaosu, więcej emocji, więcej niepokoju w samej kompozycji plansz.

Do tego dochodzą kolory Jacoba Phillipsa. I tutaj zaczyna się prawdziwa magia.

Paleta barw zmienia się wraz z linią czasową. Współczesność tonie w przygaszonych, chłodnych tonach. To świat zmęczony, pozbawiony złudzeń.

Natomiast sceny z dzieciństwa Natalie zalewa czerwień.

Ta czerwień jest agresywna. Lepka. Prawie krwawa. Sprawia wrażenie, jakby wspomnienia bohaterki zostały skażone czymś, czego nie potrafi już oddzielić od rzeczywistości. Ten kontrast kolorystyczny działa jak psychologiczny filtr. Czytelnik zaczyna się zastanawiać: czy to naprawdę wspomnienia… czy raczej koszmary?

Największą zaletą komiksu pozostaje jego atmosfera. To opowieść, która powoli wciąga czytelnika w swoją mgłę niepewności i nie puszcza aż do ostatnich stron. Brubaker doskonale rozumie mechanikę napięcia i potrafi budować historię na niedopowiedzeniach.

Ogromnym atutem jest również sposób wykorzystania realnego kontekstu historycznego. Motyw satanicznej paniki nie jest tu jedynie dekoracją – stanowi fundament całej narracji i pozwala autorowi mówić o manipulacji, strachu oraz społecznej paranoi.

Rysunki Seana Phillipsa pozostają klasą samą w sobie. To styl surowy, lecz niezwykle konsekwentny. Jego zdolność budowania nastroju sprawia, że nawet zwykła rozmowa przy barze może wyglądać jak scena z thrillera Davida Finchera.

Kolory Jacoba Phillipsa dodają natomiast historii emocjonalnej głębi, której nie dałoby się osiągnąć samą kreską.

Nie oznacza to jednak, że komiks jest pozbawiony słabości.

Momentami narracja wydaje się pędzić zbyt szybko. Niektóre wątki – jak choćby postać brata Natalie, który wpada w wir internetowych teorii spiskowych – zostają jedynie naszkicowane. Czuje się, że Brubaker chciał powiedzieć coś więcej o współczesnej dezinformacji, lecz zabrakło na to przestrzeni.

Również finał historii, choć mroczny i konsekwentny, dla części czytelników może okazać się mniej zaskakujący, niż by oczekiwali.

I to chyba największa wada niektórych późniejszych komiksów duetu Brubaker–Phillips: dobra historia, którą chciałoby się poznawać jeszcze dłużej… ale która kończy się zbyt szybko.

Zabij albo zgiń. Ed Brubaker, Sean Phillips. Recenzja komiksu
Klamka zapadła. Postanowiłeś popełnić samobójstwo skacząc z dachu. Kiedy już lecisz w dół, dociera do Ciebie, że zrobiłeś błąd. Gdybyś dostał jeszcze tę jedną szansę… I ją dostajesz. Udaje Ci się przeżyć, ale nie ma nic za darmo. Będziesz musiał pójść na następujący układ: raz w miesiącu zabijesz bandytę, albo

Dla części odbiorców rozczarowaniem może być również brak klasycznych elementów horroru. To w gruncie rzeczy bardziej psychologiczny thriller niż tradycyjna opowieść grozy.

Ale być może właśnie w tym tkwi jego siła.

Mimo wszystko Brubaker i Phillips po raz kolejny udowadniają, że należą do absolutnej elity współczesnego komiksu. Nawet kiedy eksperymentują i skręcają w stronę nowych gatunków, potrafią stworzyć historię, która zostaje w głowie na długo.

Podsumowując: „Domy potępionych” to bardzo udany komiks. Zdecydowanie wart przeczytania.

A gdy zamkniecie ostatnią stronę, pamiętajcie o jednym.

Zło nie czeka w piekle.

Ono czeka w waszych najstarszych wspomnieniach.

Informacje o komiksie
Tytuł „Domy potępionych”
Wydawca Mucha Comics
Scenarzysta Ed Brubaker
Rysownik Sean Phillips
Kolorysta Jacob Phillips
Tłumacz Maria Lengren
Rok wydania 2026
Format 180 mm x 275 mm
Okładka twarda
Liczba stron 144 (kolor)
Cena okładkowa 85,00 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych i promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.