Hubert Ronek: „World of Aghart” to przygoda zaplanowana na lata. Rozmowa z autorem

„World of Aghart” to nowy komiks fantasy Huberta Ronka, który ukazuje się pod szyldem POP KADR. Blog o Komiksach objął pierwszy zeszyt patronatem, a z autorem rozmawiamy o powrocie do dawnego projektu, zeszytówkach i budowaniu własnego uniwersum.

Hubert Ronek: „World of Aghart” to przygoda zaplanowana na lata. Rozmowa z autorem

„World of Aghart” to nowy komiks fantasy Huberta Ronka, autora związanego z polskim komiksem od wielu lat, który tym razem wraca do projektu rozwijanego przez ponad dekadę. Pierwszy zeszyt ukazuje się pod szyldem POP KADR, a Blog o Komiksach objął go patronatem medialnym.

To początek większej, odcinkowej opowieści, która ma być rozwijana w formule zeszytowej. Pierwszy tom wprowadza czytelników do autorskiego świata Aghart i zapowiada klasyczną przygodę fantasy, prowadzoną z myślą o regularnych odsłonach, cliffhangerach i dalszym rozszerzaniu uniwersum. Sam autor podkreśla, że nie jest to jednorazowy projekt, ale historia rozpisana na kolejne miesiące i lata.

O „World of Aghart”, zmianach na polskim rynku komiksowym, pracy z innymi rysownikami i planach POP KADR rozmawiamy z Hubertem Ronkiem.


Rozmowa z Hubertem Ronkiem

Wojtek Boczoń: W posłowiu piszesz, że „World of Aghart” startował kilkanaście lat temu i przez ten czas zmienił się cały polski rynek komiksowy. Co najbardziej cię zaskoczyło, kiedy wróciłeś do tego projektu właśnie teraz?

Hubert Ronek: Dokładnie tak, od rozpoczęcia prac nad „World of Aghart” do momentu wydania pierwszego zeszytu minęło 16 lat. To naprawdę kawał czasu, zapewne dla niektórych naszych czytelników całe życie! Ale tworzenie komiksu to proces i tak było również w tym przypadku. Nie odłożyłem WOA na półkę na cały ten czas, ale tworzyłem ten świat kawałek po kawałku, raz mniej, raz bardziej intensywnie, oczywiście z przestojami, ale jednak ciągle z nim obcując.

Dodatkowo jestem autorem komiksu 24 godziny na dobę od kilkudziesięciu już lat. Stworzyłem w tym czasie tysiące plansz i obserwowałem wszystkie zmiany na komiksowym rynku na bieżąco, ciągle w nich uczestnicząc. Dlatego dzisiejsza sytuacja, choć diametralnie inna od tej z początków mojej komiksowej drogi, nie jest dla mnie zaskoczeniem.

„World of Aghart” ma być serią zeszytową, a to w Polsce wciąż format dość ryzykowny. Dlaczego tak mocno zależało ci właśnie na zeszytach, cliffhangerach i regularnych odcinkach, a nie na klasycznym albumie?

Cały projekt POP KADR, pod którego szyldem ukazuje się „World of Aghart”, jest dość nietypowym przedsięwzięciem. To nie tylko wydawnictwo, ale również social media i sklep popkadr.pl, którego najważniejszą częścią są przedsprzedaże, budowane trochę na wzór kampanii crowdfundingowych. Ale całość jest przede wszystkim projektem autorskim. I tu leży klucz.

Dla „normalnego” wydawnictwa format zeszytowy w tym momencie nadal jest chyba najmniej atrakcyjną formą publikacji komiksu. Dla mnie odwrotnie, bo POP KADR nie stawia na ogromne nakłady, ale na jakość, kontakt z czytelnikami i aspekty kolekcjonerskie.

POP KADR

A sama zeszytówka jest dla mnie atrakcyjna zarówno jako dla czytelnika, bo wyrosłem na komiksach polskich klasyków, ale również na zeszytach TM-Semic, jak i autora. Zdecydowanie łatwiej zmobilizować się do stworzenia formatu zeszytowego niż kilka razy grubszego albumu. No i mogę wykorzystać cliffhangery. Lubię taką zabawę fabułą, zaskakiwanie czytelnika, zawieszenie akcji, ten moment, gdy kończę zeszyt i słyszę: chcemy więcej!

Bardzo ciekawy jest pomysł, że kolejne części mają rysować także inni artyści. Skąd taka decyzja? Chodzi o przyspieszenie pracy, eksperyment formalny, czy może próbę stworzenia szerszego uniwersum?

Po części wszystkie wymienione przez ciebie powody. Po pierwsze szybkość pracy. Zaangażowanie innych rysowników, którzy dołączyli do świata Aghart i szkicują kolejne zeszyty, pozwala szybciej tworzyć następne części.

Ale zarówno w serii „W.E.”, jak i „World of Aghart” otwieram ścieżki, które mogą być eksplorowane przez innych twórców. To już mocno napisane światy, w których widzę miejsce dla innych autorów współpracujących przy moich tytułach. Krok po kroku, mam nadzieję, że POP KADR będzie się rozwijał, budował i stworzymy coś dużo większego. Ale na razie wymaga to wszystko cierpliwości, nakładu czasu i pracy. Jesteśmy na samym początku tej przygody.

Jak daleko inni rysownicy będą mogli odcisnąć własny styl na „World of Aghart”? Chcesz, żeby każdy zeszyt miał trochę inną energię, czy raczej będziesz pilnował spójności wizualnej świata?

Pierwsze sezony „World of Aghart” oraz serii odpryskowej „Fangha” powstają na zasadzie kooperacji rysowników. Kajetan Wykurz, Błażej Kurowski oraz Kamil Dukiewicz operują ołówkami, a ja nakładam tusz i kolory.

Taki podział pracy nad planszami nie wynikał z chęci kontroli, od tego jestem bardzo daleki. Zachęcam wręcz chłopaków, by robili po swojemu, bo z doświadczenia bycia rysownikiem na zleceniu wiem, że najgorsze, co można otrzymać we współpracy, to naginanie rozwiązań autora do pomysłów „graficznych” zleceniodawcy.

Ale siłą rzeczy mój tusz będzie wspólnym mianownikiem wszystkich zeszytów. I myślę, że fajnie. Style graficzne chłopaków siedzą dobrze w tym uniwersum, a jeden tusz będzie to wszystko spajał.

Pierwszy zeszyt stworzyłeś samodzielnie, ale przy kolejnych zaprosiłeś do współpracy innych rysowników. Co jest najtrudniejsze w oddaniu części własnego świata w cudze ręce?

Przyszło mi to z łatwością. Może gdybym musiał na stałe oddać cały stworzony świat w czyjeś ręce, bez powrotu i jakiejkolwiek możliwości wpływu na to, co dalej się z nim stanie, to byłby niepokój i obawa. I wówczas byłoby trudno.

Ale sytuacja WOA nie dotyczy obszaru scenariusza, fabuły, pomysłów, dalszego tworzenia tej historii. Tu akurat kreski młodszych kolegów, ich umiejętności i talent sprawiają, że jestem spokojny o efekt finalny.

Piszesz, że rynek wydawniczy wygląda dziś odwrotnie niż kiedyś: tytułów jest mnóstwo, ale nakłady często są niewielkie. Twoim zdaniem niezależny twórca bardziej walczy dziś o samo wydanie komiksu, czy o uwagę czytelnika?

To zapewne bardzo indywidualna kwestia. W moim rozumieniu komiksu niezależnego główną motywacją było po prostu stworzenie komiksu. I faktycznie później dotarcie z nim do czytelników, ale nie na zasadach komercyjnego sukcesu, choć oczywiście nigdy bym nim nie pogardził.

Generalnie nie bardzo pasuje mi w kontekście tego pytania określenie „walczyć”. Chyba nigdy nie „walczyłem”, robiąc ziny i niezależne publikacje. Powiedziałbym raczej, że się tym cieszyłem, bawiłem, nakręcałem, motywowałem.

W posłowiu pojawia się POP KADR jako projekt łączący social media, kanał online i selfpublishing. Czy to dziś konieczny model działania dla autora niezależnego, który nie chce tylko wydać komiksu, ale też zbudować wokół niego społeczność?

Chyba nie, nie ma jednej właściwej drogi. Natomiast POP KADR to raczej wyjście z komiksu niezależnego, przynajmniej w pewnej części. Bo oczywiście w rozumieniu niezależności jako realizacji autorskiego komiksu nadal mocno przy tym zostaję, tworząc POP KADR. Tyle że wszystko ma być bardziej profesjonalne i na większą skalę.

Czy „World of Aghart” to dla ciebie bardziej powrót do młodzieńczego marzenia, czy już świadomie zaplanowany projekt wydawniczy na kilka kolejnych lat?

Dobrze odczytujesz to, co jest wpisane w „World of Aghart” i POP KADR. Znajdziesz tu i młodzieńcze inspiracje, i potrzebę tworzenia swojego świata, chęć zbudowania wydawniczej struktury, która będzie nową jakością atrakcyjną dla czytelników i autorów. Znajdziesz tu również zaplanowany projekt, rozpisany na kolejne miesiące i lata. Na razie idziemy w dobrym kierunku, zgodnie z zaplanowanym tempem. Trzymajcie kciuki.