Gdzie leżą Wyspy Sandwicha? Recenzja komiksu „James Cook”
Scream Comics dokłada kolejny tytuł do swojej marynistycznej półki. „James Cook” w wydaniu zbiorczym to biografia słynnego odkrywcy, w której akcja co chwilę przeskakuje między dekadami. Sprawdziłem, czy ten zabieg się broni i czy komiks da się czytać bez atlasu pod ręką.

Kto w dzieciństwie trafił na komiksy edukacyjne, pamięta ten schemat: obrazek, nad nim akapit tekstu, a w dymkach postacie recytujące daty. „James Cook” Laurenta-Frédérica Bollée i Federico Nardo należy do tej samej rodziny, bo to biografia historyczna z mapami i opracowaniem na końcu. Czyta się go jednak zupełnie inaczej. Ścian tekstu tu nie ma, a scenarzysta zaufał rysunkom na tyle, że wiele scen opowiada bez słowa komentarza.
Polskie wydanie zbiorcze zawiera dwa albumy, które francuski Glénat opublikował w latach 2020 i 2021 w kolekcji Explora, poświęconej wielkim odkrywcom.

Marynistyczna półka Scream Comics
Ktoś w łódzkim wydawnictwie wyraźnie lubi zapach smoły i słonej wody. W katalogu Scream Comics stoją już „Libertalia”, „Jeronimus”, „Kernok, pirat”, „Myszołów” i „Black Beard”, a do tego linia „Wielkie bitwy morskie”, w której ukazują się albumy o kolejnych starciach flot, od starożytności po XX wiek. „James Cook” dobrze wpisuje się w to towarzystwo. Kibicuję tej linii wydawniczej i zbieram wszystkie tytuły, bo komiks marynistyczny długo był w Polsce niszą w niszy. Dobrze, że ktoś konsekwentnie ją zapełnia.
Koniec znamy od początku
Najciekawszym elementem albumu jest konstrukcja. Bollée nie prowadzi czytelnika grzecznie od narodzin bohatera do jego śmierci. Już pierwsze plansze przenoszą nas do 1779 roku, kiedy statki Cooka wracają na Wyspy Sandwicha, a chwilę później lądujemy w małym porcie w Yorkshire, gdzie młody Cook dopiero zaczyna przygodę z morzem.

Przeskoki czasowe same w sobie nie są niczym nowym, ale tutaj pojawiają się nawet co dwie, trzy plansze. Dzięki temu komiks ma tempo, którego chronologiczna biografia raczej by nie złapała. Od początku wiemy też, że los Cooka jest przypieczętowany. Każdy kolejny rejs czytamy ze świadomością, dokąd ta droga prowadzi, co dodaje lekturze napięcia, choć finał zna każdy, kto otworzył kiedyś podręcznik do historii.
Gdzie leżą Wyspy Sandwicha
Mam z tym komiksem jeden kłopot: historyczne nazewnictwo. Już pierwsza strona informuje, że Cook przybija do Wysp Sandwicha. Dla czytelnika mniej obeznanego z historią Pacyfiku ta nazwa niewiele znaczy. Wyjaśnienie z gwiazdką, że chodzi o Hawaje, pojawia się dopiero pod koniec drugiego tomu.

Nazwę nadał zresztą sam Cook - dotarł na archipelag w styczniu 1778 roku i nazwał go na cześć swojego patrona, czwartego hrabiego Sandwich, ówczesnego pierwszego lorda Admiralicji. W obiegu przetrwała przez kilkadziesiąt lat, zanim na dobre zastąpiły ją Hawaje.
Album zawiera obszerne opracowanie historyczne z mapami i objaśnieniami, więc wiedza jest pod ręką. Problem dotyczy kolejności lektury. Jeśli ktoś, tak jak ja, najpierw czyta komiks, a dopiero potem sięga po opracowanie, przez kilkadziesiąt plansz może się zastanawiać, na którym archipelagu właściwie jest. Moja rada: przed lekturą przejrzyj mapy na końcu albumu. Jest tam też mapa z zaznaczonymi rejsami - warto do niej zaglądać w trakcie lektury.
Rzemiosło w dobrym znaczeniu
Rysunki Nardo są czytelne i szczegółowe. Nie ma tu nadmiaru cieniowania ani mrocznej palety, całość utrzymano w jasnej, kolorowej tonacji (kolory nałożyła Aretha Battistutta). To raczej solidna linia rzemieślnicza niż autorska wizja, która przyciąga uwagę sama sobą. W biografii marynistycznej sprawdza się to bardzo dobrze. Żaglowce i mundury narysowano starannie, a przy tym nic nie odciąga uwagi od opowieści.

Okładka ma swoją historię. To odświeżona wersja ryciny Johna Keyse'a Sherwina z 1779 roku, wykonanej według najsłynniejszego portretu Cooka (jest przedrukowana w komiksie). Olejny obraz namalował w 1776 roku Nathaniel Dance-Holland na zamówienie Josepha Banksa, przyrodnika z pierwszej wyprawy Cooka. Dziś wisi w National Maritime Museum w Greenwich.
Ostatni album Federico Nardo
„James Cook” ma też smutny kontekst. Federico Nardo, urodzony w 1977 roku w Dolo pod Wenecją, zmarł w czerwcu 2021 roku w wieku 44 lat po nagłym zasłabnięciu. Drugi tom biografii Cooka ukazał się we Francji jesienią 2021, więc rysownik nie doczekał jego premiery.
Nardo był samoukiem. Zaczynał od włoskich komiksów humorystycznych, rysował odcinki serii „Monster Allergy”, a w 2010 roku narysował dla Marvel Italia „Young Doctor Strange” do scenariusza Francesca Artibaniego. W ostatnich latach życia pracował głównie dla Glénat. Dla czytelników marynistycznej półki Scream ciekawszy jest jeszcze jeden album. W 2017 roku Nardo narysował „Lépante” do scenariusza Jeana-Yves'a Delitte'a. Ukazał się on w serii „Les Grandes Batailles navales”, którą po polsku wydaje Scream jako „Wielkie bitwy morskie”, a Delitte to także autor „Myszołowa”.
Dziennikarz wyścigowy na Pacyfiku
Laurent-Frédéric Bollée, urodzony w 1967 roku w Orleanie, prowadzi podwójne życie zawodowe. Według Wiki jest dziennikarzem specjalizującym się w sportach motorowych i od blisko dwudziestu lat redaktorem naczelnym kanału Motorsport TV. Pierwszy kontrakt komiksowy podpisał w wieku 21 lat jako współscenarzysta Christiana Godarda. Pisał też dla spin-offu serii „XIII”, czyli „XIII Mystery”, gdzie odpowiada za tom „Billy Stockton”.
Pacyfik to jego teren. Od grudnia 2007 roku pracował nad „Terra Australis”, liczącą około 500 stron powieścią graficzną o narodzinach współczesnej Australii. Największy rozgłos przyniosła mu jednak „La Bombe”, napisana z Didierem Alcante i narysowana przez Denisa Rodiera, 472-stronicowa historia bomby atomowej z 2020 roku. Album zdobył Prix de la critique de la BD québécoise za 2020 rok.
Co słychać w świecie komiksu?
Premiery, recenzje i wydarzenia. Jeden newsletter, raz w tygodniu.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
Dla kogo jest „James Cook”
Komiks sprawdzi się u czytelnika, który lubi opowieści o żaglowcach i nie oczekuje od biografii fajerwerków formalnych. Konstrukcja z przeskokami czasowymi ożywia materiał, który w chronologicznej wersji mógłby zamienić się w wykład. Kolekcjonerzy marynistycznej linii Scream Comics i tak go kupią. Pozostałym radzę zacząć od map na końcu albumu, zanim Wyspy Sandwicha zdążą namieszać w głowie. Polecam!
James Cook - wydanie zbiorcze
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w Gildii- Ahoj, przygodo!
- Dynamicznie poprowadzona historia
- Precyzyjne rysunki
- Solidne wydanie
- Wkładka historyczna
- Sandwiche i inne takie
- Niektóre wątki są zbyt skrótowe
[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.




