Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Nie bójcie się, róbcie to”. Dlaczego Łysak i Stochmal wydali komiks bez wydawcy?

Rozmawiali z polskimi wydawcami, przeliczyli czas pracy na pieniądze i postanowili zrobić wszystko sami. Twórcy „Zaklętego 1863” opowiedzieli w Ostrowcu Świętokrzyskim, dlaczego postawili na self-publishing i komu go polecają.

„Nie bójcie się, róbcie to”. Dlaczego Łysak i Stochmal wydali komiks bez wydawcy?
fot. Grzybek. Od lewej Klaudiusz Stochmal i Magdalena Łysak

Pytanie o wydawcę padło podczas spotkania z cyklu „Ostrowiec w dymkach” w Miejskim Centrum Kultury, 29 października. Klaudiusz Stochmal nie ukrywał, że ta droga była dostępna. „Całe życie płynę pod prąd” — przyznał scenarzysta. Po rozmowach z polskimi wydawcami zestawił jednak czas, który razem z Magdaleną Łysak włożyli w album, z tym, co mogli na nim zarobić. Rachunek wypadł na niekorzyść wydawcy.

Duet chce zajmować się komiksem zawodowo, a według Stochmala w Polsce przez wydawnictwo da się to robić tylko wtedy, gdy jest się rozpoznawalnym twórcą wypuszczającym kilka tytułów rocznie. Debiutant takiej pozycji nie ma. Scenarzysta mówił, że zna twórców, których pokonały właśnie finanse. Komiks został dla nich zajęciem po godzinach, a z czasem, gdy przybywa obowiązków, wielu odpuszcza go całkiem.

Ile płacą wydawcy?

Z nieoficjalnych informacji Bloga o komiksach wynika, że wydawcy płacą autorom komiksów zwykle około 8 proc. od ceny egzemplarza. W indywidualnie negocjowanych umowach zdarzają się wyższe stawki, np. 12 proc. Przy polskich nakładach to niewielkie pieniądze. Albumy wychodzą często w 500–800 egzemplarzach, a bywa, że jeszcze mniej. Na przykład Mandioca wydała „Strugliny” Jakuba Kwiatkowskiego w nakładzie 300 sztuk. Dla przykładu: przy cenie okładkowej 80 zł i stawce 8 proc. autorzy dostają 6,40 zł od egzemplarza. Sprzedaż 600 sztuk daje 3840 zł do podziału na scenarzystę i rysownika, za dwa lata pracy.

„Zaklęty 1863” ukazał się nakładem Studia Maz, a druk sfinansowała kampania na Kickstarterze. Wsparło ją 127 osób kwotą 19 826 zł. Twórcy przyznali, że mieli plan awaryjny na wypadek porażki, ale zbiórka przyniosła więcej, niż potrzebowali, i pokryła album razem z dodatkami.

Dlaczego im to wyszło?

Self-publishing wymaga jednak kompetencji spoza rysowania i pisania. Oboje pracują w branży reklamowej, więc marketing, strona internetowa, sklep i przygotowanie plików do druku nie były dla nich nowością. Stochmal śledził w kampanii, skąd przychodzą wspierający, i targetował reklamy. Według niego dzięki temu dotarli do osób, które na co dzień komiksów nie kupują. Łysak dodawała, że temu samemu celowi służy realistyczna kreska, przystępniejsza dla czytelnika spoza środowiska.

Twórcy przyznają, że ta droga nie jest dla każdego. Komuś bez doświadczenia w promocji i składzie doszłoby zbyt wiele nowych umiejętności do opanowania naraz. Tym, którzy podobnie jak oni pracują w reklamie albo przy druku, mówią wprost: „Nie bójcie się, róbcie to”.

Blog o Komiksach jest patronem medialnym albumu „Zaklęty 1863”.

Czytaj dalej

Powrót do Gotham z dzieciństwa, „Batman: Szalona miłość i inne opowieści” - recenzja

Recenzje komiksów

Powrót do Gotham z dzieciństwa, „Batman: Szalona miłość i inne opowieści” - recenzja

Są takie komiksy, które już od pierwszych stron wywołują uśmiech na twarzy. Nie dlatego, że są szczególnie zabawne, ale dlatego, że przypominają nam czasy, do których chętnie byśmy wrócili. Właśnie tak miałem podczas lektury „Batmana: Szalonej miłości i innych opowieści”, który na naszym rynku ukazał się za sprawą wydawnictwa Egmont w ramach linii DC Compact. To prawdziwa sentymentalna podróż do lat dziewięćdziesiątych, kiedy przed telewizorem z wypiekami na twarzy oglądałem kolejne odcinki kult

Szukaj na blogu