Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

Koszmar, który przetrwał miliony lat - „Kolekcja Lovecrafta: Cień spoza czasu”

Koszmar, który przetrwał miliony lat - „Kolekcja Lovecrafta: Cień spoza czasu”

Jestem fanem H.P. Lovecrafta, więc każda udana próba przeniesienia jego twórczości na język komiksu automatycznie wzbudza moje zainteresowanie. A kiedy odpowiada za nią Gou Tanabe, oczekiwania robią się naprawdę wysokie. „Kolekcja Lovecrafta: Cień spoza czasu”, wydana na naszym rynku przez Studio JG, tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że japoński mangaka wyjątkowo dobrze rozumie Samotnika z Providence. Jestem zachwycony, bo to nie tylko bardzo wierna adaptacja jednego z moich ulubionych opowiadań Lovecrafta, ale przede wszystkim świetny komiks grozy, który potrafi niepokoić nawet wtedy, gdy doskonale wiemy, co wydarzy się za kilka stron.

Bohaterem historii jest Nathaniel Wingate Peaslee, profesor ekonomii na Uniwersytecie Miskatonic, który pewnego dnia traci przytomność podczas wykładu. Kiedy po ponad pięciu latach odzyskuje dawną osobowość, odkrywa, że z jego życia zniknął ogromny kawał czasu. W tym okresie zachowywał się jak zupełnie inny człowiek, odsunął się od rodziny, pochłaniał niewiarygodne ilości wiedzy i odbywał tajemnicze podróże. Sam Peaslee niczego z tego nie pamięta. Z czasem zaczynają jednak nawiedzać go sny - a może wspomnienia? - przedstawiające ogromne miasta, dziwne istoty i rzeczywistość istniejącą miliony lat przed narodzinami człowieka.

Uwielbiam ten punkt wyjścia, bo „Cień spoza czasu” pokazuje Lovecrafta od trochę innej strony. Nie chodzi tutaj o Cthulhu czekającego na dnie oceanu ani o kultystów odprawiających zakazane rytuały. Groza wynika z odkrywania prawdy o miejscu człowieka w historii Ziemi. Peaslee stopniowo zaczyna rozumieć, że nasze kilka tysięcy lat cywilizacji może być zaledwie mgnieniem oka w porównaniu z tym, co istniało przed nami i – co jeszcze bardziej niepokojące - z tym, co może istnieć długo po naszym zniknięciu. Lovecraft miesza tutaj horror z fantastyką naukową, podróżami w czasie i motywem wymiany świadomości. I o rety, Tanabe potrafi sprzedać tę skalę.

Szczególnie dobrze wypada Wielka Rasa Yith. To jeden z tych lovecraftowskich pomysłów, który zawsze działał na moją wyobraźnię, bo Yithianie nie są kolejnymi potworami czyhającymi na bohatera w ciemnym zaułku. Ich sposób istnienia, zdobywania wiedzy i postrzegania czasu jest tak odległy od ludzkiego, że samo zetknięcie się z nim burzy wszystko, co Peaslee wie o świecie. Tanabe pokazuje ich bardzo dużo, a mimo to nie odbiera im całej tajemnicy. Po pewnym czasie ich wygląd przestaje być nawet najważniejszy. Znacznie bardziej niepokojąca staje się świadomość skali ich wiedzy i tego, jak niewielkim epizodem jesteśmy z ich perspektywy.

To właśnie rysunki są największą siłą tej adaptacji. Tanabe jest wręcz chorobliwie dokładny. Architektura, ogromne korytarze, biblioteki i cyklopowe konstrukcje przytłaczają bohatera swoim rozmiarem. Człowiek na wielu kadrach wygląda jak drobinka wrzucona do miejsca, którego nigdy nie powinien zobaczyć. Szczególnie świetnie wypadają całostronicowe i dwustronicowe plansze. Przy kilku naprawdę zatrzymałem się na dłużej tylko po to, żeby przyjrzeć się detalom. I właśnie tutaj komiks robi coś, czego literatura zrobić nie może - nadaje fizyczny kształt rzeczom, które Lovecraft pozostawiał częściowo naszej wyobraźni.

Co ciekawe, Tanabe nie próbuje przy tym zamienić każdego akapitu oryginału w ścianę tekstu. Są fragmenty, w których pozwala przemówić samym rysunkom. Potrafi przez kilka kadrów prowadzić bohatera przez ogromne przestrzenie praktycznie bez słów, dzięki czemu naprawdę czuć ich skalę i pustkę. Innym razem pozostawia obszerne partie narracji, ale wkomponowuje je w plansze tak, żeby tekst nie walczył z obrazem. To może wydawać się drobiazgiem, ale właśnie takie decyzje sprawiają, że nie mamy do czynienia z ilustrowanym Lovecraftem, tylko pełnoprawną adaptacją komiksową.

Bałem się trochę, że pokazanie wszystkiego stanie się największą słabością mangi. Lovecraft przecież często straszył właśnie niedopowiedzeniem. Jak narysować coś, co według narratora jest tak obce, że ludzki umysł ledwie potrafi to pojąć? Tanabe znajduje całkiem niezły kompromis. Pokazuje dużo, czasami nawet bardzo dużo, ale jego świat nadal pozostaje dziwny, monumentalny i obcy. Co więcej, kiedy przychodzi czas na rzeczy, których naprawdę powinniśmy się bać, potrafi znowu schować je w mroku. Dzięki temu nie wszystkie karty zostają od razu wyłożone na stół.

Po drugiej stronie gór czeka szaleństwo. „W górach szaleństwa” Gou Tanabe – recenzja
Oto w moje ręce wpadł kolejny tom z cyklu “Kolekcja Lovecrafta” wydany na naszym rynku przez Studio JG. Usiądźmy więc wygodnie i wyruszmy w fantastyczną podróż

Podoba mi się również tempo historii. „Cień spoza czasu” nie jest horrorem, który co kilka stron próbuje nas czymś zaatakować. Przez sporą część komiksu właściwie niewiele się dzieje - Peaslee bada własną przeszłość, czyta, rozmawia, próbuje znaleźć racjonalne wyjaśnienie swoich doświadczeń. Napięcie rośnie powoli, razem z kolejnymi elementami układanki. Najpierw jest utrata pamięci, później dziwne sny, dokumenty, podobne przypadki z przeszłości, aż wreszcie wyprawa do Australii. Wiemy, że wszystkie te drobiazgi prowadzą do czegoś paskudnego, ale Tanabe nigdzie się nie spieszy. Dzięki temu finałowa część historii ma znacznie większą siłę.

Podoba mi się też, że mangaka nie trzyma się oryginału niewolniczo. Pozostaje mu niezwykle wierny, ale jednocześnie wykorzystuje możliwości komiksu i nieco mocniej zaznacza obecność niektórych postaci drugoplanowych. Dzięki temu historia Peaslee nie sprawia wrażenia wyłącznie zilustrowanego monologu. To nadal przede wszystkim jego opowieść, jego śledztwo i jego koszmar, ale wokół niego istnieją ludzie, którzy widzą zachodzącą w nim zmianę i muszą jakoś na nią reagować.

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to właśnie ta wierność Lovecraftowi może być dla części czytelników przeszkodą. Narracji jest sporo, tempo bywa spokojne, a bohater przede wszystkim odkrywa i opisuje, zamiast biegać z bronią po korytarzach. Osoba oczekująca typowej mangi grozy może początkowo zastanawiać się, kiedy wreszcie „coś się wydarzy”. Tyle że dla mnie jest to raczej zaleta. Tanabe nie próbuje przerabiać Lovecrafta na współczesny horror. Pozwala tej historii pozostać Lovecraftem.

Kilka słów należy się też samemu wydaniu Studia JG, bo „Cień spoza czasu” naprawdę świetnie prezentuje się na półce. Powiększony format B5 doskonale służy szczegółowym rysunkom Tanabego, a twarda oprawa, ozdobne wykończenie i barwione brzegi sprawiają, że rzeczywiście mamy w rękach wydanie kolekcjonerskie. Przy tak szczegółowej kresce większy format naprawdę robi różnicę. To jeden z tych przypadków, kiedy forma pasuje do zawartości, a nie jest tylko sposobem na podbicie ceny.

Jako fan Lovecrafta jestem więc bardzo zadowolony. Ba, jestem zachwycony. „Cień spoza czasu” pokazuje, że można adaptować jego prozę bez upraszczania jej do macek, potworów i ludzi tracących poczytalność. Gou Tanabe rozumie, że prawdziwa groza Lovecrafta tkwi gdzie indziej - w odkryciu, że człowiek nie jest centrum wszechświata, historia nie zaczęła się wraz z nami, a w mrokach czasu istniały całe cywilizacje, przy których nasza wydaje się tylko krótkim i niezbyt znaczącym epizodem.

Co chyba najważniejsze, po zamknięciu tomu nie pomyślałem: „to była dobra manga na podstawie Lovecrafta”. Pomyślałem raczej, że właśnie tak powinno się jego prozę przenosić na komiks. Bez udziwniania na siłę, bez robienia z kosmicznego horroru zwykłej opowieści o potworach, za to z ogromnym szacunkiem do materiału źródłowego i świadomością, że obraz może czasami powiedzieć więcej niż kolejny akapit opisu.

Jeśli ktoś zna oryginalne opowiadanie, dostanie przepięknie zilustrowaną podróż do dobrze znanego koszmaru. Jeśli nie zna - trudno mi wyobrazić sobie lepszy sposób, żeby po raz pierwszy zobaczyć cień nadciągający spoza czasu.

A już niedługo będziemy się bać, bo nawiedzi nas "Zgroza w Dunwich"!

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Cień spoza czasu"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Cień spoza czasu”
Seria Kolekcja Lovecrafta
Wydawca Studio JG
Scenarzysta Gou Tanabe
Rysownik Gou Tanabe
Tłumacz Anna Maria Sutkowska
Rok wydania 2023
Format 176x250mm
Okładka twarda
Liczba stron 368 (cz.-b.)
Cena okładkowa 99,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Czytaj dalej

Avengersi, których świat nigdy nie dostał, „Nowy świat Ultimate. Ultimates tom 1”, recenzja

Recenzje komiksów

Avengersi, których świat nigdy nie dostał, „Nowy świat Ultimate. Ultimates tom 1”, recenzja

Nowy świat Ultimate coraz bardziej zaczyna mi się podobać. Najpierw Jonathan Hickman pokazał w tomiku „Nowy świat Ultimate. Inwazja”, jak Stwórca urządził rzeczywistość po swojemu, później dostaliśmy między innymi świetnego „Ultimate Spider-Mana”, a teraz przyszła pora na drużynę, która ma spróbować cały ten bałagan naprawić. „Nowy świat Ultimate. Ultimates”, którego pierwszy tom wydało na naszym rynku wydawnictwo Egmont, teoretycznie powinien być tutejszą wersją Avengers. Tylko że Deniz Camp po

„Batman. Hush 2”. Dużo hałasu, mało Batmana. Recenzja komiksu

Recenzje komiksów

„Batman. Hush 2”. Dużo hałasu, mało Batmana. Recenzja komiksu

Najgorzej wraca się do rzeczy, które kiedyś zrobiły na nas ogromne wrażenie. Nie dlatego, że nagle stały się gorsze, ale dlatego, że po latach pamiętamy przede wszystkim tamte wspaniałe emocje. Mniej pamiętamy uproszczenia, fabularne szwy czy momenty, w których autorzy szli na skróty. W głowie zostaje obraz. Klimat. Kilka scen. To przyjemne uczucie, że wtedy czytało się coś naprawdę dużego. Jeszcze trudniej, kiedy po ponad dwóch dekadach ktoś postanawia do takiej opowieści dopisać ciąg dalszy.

Szukaj na blogu