Przejdź do treści

Od czego zacząć czytać Hulka? Polskie wydania dla nowych czytelników

Hulk ma gorszą reputację niż na to zasługuje i bardziej rozproszoną bibliografię niż większość bohaterów Marvela. Podpowiadamy, które polskie wydanie wybrać na start, zależnie od tego, ile czasu i cierpliwości masz do stracenia.

Od czego zacząć czytać Hulka? Polskie wydania dla nowych czytelników
Obraz Vinson Tan ( 楊 祖 武 ) z Pixabay

Bruce Banner ma gorszy PR niż większość bohaterów Marvela. Wystarczy hasło "Hulk smash", żeby ludzie zakładali, że to komiks dla ośmiolatka, a nie postać, przez którą przewinęli się tacy scenarzyści jak Peter David czy Al Ewing. Problem w tym, że polskie wydania Hulka są rozsiane po czterech wydawcach, a każdy z nich obrał zupełnie inny ton. Łatwiej tu trafić na coś nie z tej bajki niż przy X-Menach czy Spider-Manie.

Ustal więc najpierw, czego szukasz: jednorazowej historii na wieczór czy długiej serii, do której wracasz co tydzień. Hulka nie czyta się chronologicznie od czasów Stana Lee. Czyta się go pod nastrój.

Masz jeden wieczór? "Hulk: Szary"

Jeph Loeb i Sale zrobili dla Hulka to, co wcześniej dla Daredevila i Batmana: wzięli klasyczną historię i przefiltrowali ją przez nostalgię, dosłownie w czerni i bieli kolorystyki kadrów. "Hulk: Szary" cofa się do pierwszych godzin po wybuchu bomby gamma, kiedy Banner zmienia się jeszcze w szarą, nie zieloną, wersję potwora. W centrum stoi jego relacja z Betty Ross, córką generała Thaddeusa "Thunderbolta" Rossa, człowieka, który przez dekady będzie ścigał Hulka.

Album Muchy Comics zbiera amerykańską miniserię "Hulk: Gray" #1–6 (scenariusz Loeb, rysunki Tim Sale, kolory Matt Hollingsworth) na 160 stronach w twardej oprawie. Nie trzeba znać żadnego innego komiksu z Hulkiem, żeby to zrozumieć, i nie trzeba czytać niczego po tym albumie. To zamknięta całość, coś w rodzaju prequela bez sequela.

Chcesz zostać na dłużej? "Nieśmiertelny Hulk"

Jeśli szukasz czegoś więcej niż jednego wieczoru, Egmont ma gotową odpowiedź: pięciotomowego "Nieśmiertelnego Hulka" Ala Ewinga. To nie jest komiks o rozwalaniu czołgów dla zabawy. Ewing pisze horror, w którym Bruce Banner umiera, ale po zmroku i tak wraca, więc śmierć przestaje być wyjściem z sytuacji.

Rysunki w większości tomów robi Joe Bennett, czasem wspierany przez innych artystów. Całość skacze między miejskim thrillerem a body horrorem. W późniejszych tomach dochodzi jeszcze metafizyka, coraz odważniejsza.

Kolejność jest tu oczywista, bo to jedna historia rozłożona na pięć książek: "Nieśmiertelny Hulk. Tom 1" przez "Tom 5". Ewing nie tłumaczy w pierwszych kadrach, że Bruce Banner i Hulk przestali być dwiema prostymi stronami tej samej postaci, więc lepiej nie zaczynać od środka, bo część rzeczy po prostu nie będzie miała sensu.

Trzy historie w jednym tomie: "Hulk: Koniec i inne opowieści"

Egmont wydał zbiór, w którym mimo jednego tytułu na okładce kryją się trzy zupełnie różne opowieści. Pierwsza to "Future Imperfect" Petera Davida z rysunkami George'a Péreza: Banner spotyka wersję samego siebie z przyszłości, tę, która zdegenerowała się we władcę własnego miasta. Druga, tytułowa "Koniec", to znowu scenariusz Davida, tym razem z Dale'em Keownem przy desce kreślarskiej, o ostatnim Hulku samotnym na wymarłej Ziemi. Trzecia to "Transformé" Joe Keatinge'a z rysunkami Piotra Kowalskiego, polskiego twórcy pracującego dla amerykańskiego Marvela, w której pozbawiony pamięci Banner ucieka ulicami Paryża.

To dobry wybór dla kogoś, kto chce zobaczyć trzy różne twarze Hulka bez zapisywania się na wieloletnią serię. Nie zastąpi za to "Szarego" jako wprowadzenia do relacji z Betty ani "Nieśmiertelnego Hulka" jako pełnej opowieści.

Kosmiczna arena z haczykiem: "Planeta Hulka"

Hachette wycenił "Planetę Hulka" z linii Marvel Must-Have na 53,99 zł, co przyciągnie fanów filmowego Sakaaru z "Thora: Ragnaroku". Wydanie ze stycznia 2026 rzeczywiście dorosło do swojej nazwy: 420 stron zbiera całą historię Grega Paka w jednym tomie, łącznie z zeszytem "Giant-Size Hulk" #1, którego zabrakło w starszej, dwutomowej edycji z Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela sprzed ponad dekady.

Haczyk jest inny, niż mogłoby się wydawać. To nie brak stron, tylko brak zamknięcia. Historia kończy się w momencie, w którym Hulk wraca z Sakaaru na Ziemię z zemstą w planach, a cała reszta rozgrywa się w osobnym albumie, "Wielkiej wojnie Hulka" (tom 51 Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela). Kupujesz zamkniętą przygodę na Sakaarze, nie zamkniętą historię.

Lepiej zostawić to sobie na później, kiedy już wiesz, że szukasz areny i Hulka działającego z dala od Bannera, a nie odpowiedzi na pytanie, kim właściwie jest ten drugi.

Dla kolekcjonerów: Marvel Origins i pułapka "Czerwonego Hulka"

Drugim tomem z bieżącej linii Must-Have jest "Hulk: Tumult fugit" (też 53,99 zł), który zbiera "Incredible Hulk" vol. 2 #77–82 Petera Davida z rysunkami Jae Lee i Lee Weeksa, osobną historię z lat dziewięćdziesiątych o Hulku rozbitym na bezludnej wyspie.

Osobna sprawa to kioskowa kolekcja Marvel Origins, w której Hachette publikuje klasyczne zeszyty Stana Lee i Jacka Kirby'ego co dwa tygodnie. Do Hulka doszła już siódma odsłona (stan na wrzesień 2026), a kolejne wciąż są w drodze. To droga wyłącznie dla kogoś, kto chce czytać komiksy w kolejności publikacji z lat sześćdziesiątych, ze wszystkimi ich urokami i archaicznym tempem.

Jednej rzeczy w ogóle bym nie ruszał na start: "Hulk: Czerwony Hulk". Mimo nazwy w tytule to nie jest wprowadzenie do zielonego Hulka, tylko debiut zupełnie innej postaci. Album z linii Marvel Must-Have, 168 stron, zbiera "Hulk" (2008) #1–6 razem z "Wolverine" #50, w których Jeph Loeb i Ed McGuinness wprowadzają na scenę czerwonoskórego rywala, a scenariusz zakłada, że czytelnik już wie, kim jest oryginalny Hulk.

Jeśli masz czas na jeden komiks, sięgnij po "Szarego". Reszta poczeka, bo Hulk to jeden z niewielu bohaterów Marvela, którego można czytać wybiórczo, bez poczucia, że ominąłeś coś ważnego.

Sprawdź ceny

To są linki afiliacyjne. Kupując za ich pomocą, wspieracie moją pracę, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Czytaj dalej

Piękno coraz bardziej niebezpieczne, czyli „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk tom 2” - recenzja

Recenzje komiksów

Piękno coraz bardziej niebezpieczne, czyli „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk tom 2” - recenzja

Pierwszy tom „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk” pozostawił mnie z poczuciem, że właściwie nie wiem jeszcze, czym ta manga chce być. Horrorem paranormalnym? Historią o toksycznej fascynacji? Opowieścią o człowieku, który spotyka po latach kogoś, kto zdecydowanie człowiekiem nie jest? Drugi tom, wydany na naszym rynku oczywiście również przez

Autor: Toomek
Zapisz się