Piekielnie piękna cegła, „Ghost Rider” - recenzja

Ghost Rider należy do tych bohaterów Marvela, do których mam ogromny sentyment, dlatego pojawienie się poświęconego mu albumu w kolekcji Marvel Limited od razu przykuło moją uwagę. „Ghost Rider”, wydany we wrześniu na naszym rynku przez Egmont, zbiera dwie historie napisane przez Gartha Ennisa - „Drogę ku potępieniu” oraz „Szlak łez”. I już na samym początku warto wspomnieć o rozmiarach tego potwora. Album ma około 35 cm wysokości! Krótko mówiąc: nie lada cegła. Zanim więc ruszycie do księgarni, sprawdźcie, czy w ogóle zmieści się na Waszej komiksowej półce.
Pierwsza połowa albumu to „Droga ku potępieniu”, czyli sześcioczęściowa miniseria „Ghost Rider” z 2005 roku. Dla mnie to szczególny powrót do przeszłości, ponieważ historię tę lata temu publikowała w Polsce Mandragora. I skradła mi wtedy serce. Garth Ennis wrzuca Johnny'ego Blaze'a prosto do piekła, gdzie ten zostaje uwikłany w rozgrywkę między aniołami i demonami. Jest brutalnie, groteskowo i momentami naprawdę paskudnie - czyli dokładnie tak, jak powinno być w przypadku Ghost Ridera.
Po latach nadal bawiłem się przy niej znakomicie, chociaż dziś trochę mocniej rzuca się w oczy, że sam Johnny nie zawsze znajduje się w centrum wydarzeń. Zwracali na to uwagę również zagraniczni czytelnicy. Ennis znacznie więcej miejsca niż można się spodziewać poświęca postaciom drugoplanowym i całej wojnie Nieba z Piekłem. Mnie to jednak specjalnie nie przeszkadza. Wciąż uwielbiam wizję Ghost Ridera przemierzającego piekielne pustkowia na płonącym motocyklu. To dokładnie ten rodzaj przesadzonego, metalowego szaleństwa, za który pokochałem tę postać.
Znacznie ciekawszą niespodzianką okazał się dla mnie „Szlak łez”. Ta historia została wydana w Polsce po raz pierwszy i zamiast kontynuować losy Johnny'ego Blaze'a, zabiera nas do czasów wojny secesyjnej. Głównym bohaterem jest Travis Parham, żołnierz Konfederacji uratowany od śmierci przez byłego niewolnika Caleba. Z czasem opowieść o wojnie, uprzedzeniach i próbie rozpoczęcia nowego życia zamienia się w ponury western o zemście. A gdzieś pośród tego wszystkiego pojawia się oczywiście płonący Duch Zemsty.

I kurczę, bardzo mi się ten pomysł spodobał. Spodziewałem się po prostu drugiej historii o Ghost Riderze, tymczasem dostałem coś znacznie bliższego brutalnemu weird westernowi. Sam Ghost Rider nie musi bez przerwy znajdować się na pierwszym planie. Czasami wystarczy jego obecność, świadomość, że prędzej czy później nadjedzie i ktoś będzie musiał zapłacić. Ennis wykorzystuje przy tym postać Ducha Zemsty do opowieści o tym, dokąd prowadzi pragnienie odwetu i czy zemsta rzeczywiście może przynieść komukolwiek sprawiedliwość. „Szlak łez” rozwija się spokojniej niż „Droga ku potępieniu”, ale ma dzięki temu zupełnie inny ciężar. Nie bez powodu zagraniczne recenzje określały go jako udane połączenie westernu i nadprzyrodzonego horroru.
Obie historie łączy Clayton Crain i chyba właśnie jego rysunki są największym skarbem tego albumu. To nie jest klasyczna komiksowa kreska - plansze wyglądają chwilami jak mroczne, cyfrowe obrazy. Płomienie, demony, piekielne krajobrazy, dym i sam Ghost Rider prezentują się obłędnie. Szczególnie w tak dużym formacie można zatrzymać się przy niektórych planszach i zwyczajnie nacieszyć oczy detalami. Crain pracował również między innymi przy „Venom vs. Carnage”, „X-Force”, „Carnage” i „Carnage U.S.A.”, ale mam wrażenie, że właśnie Ghost Rider jest postacią wręcz stworzoną dla jego stylu.

Oczywiście cyfrowe malarstwo Craina ma też swoją cenę. Niektóre kadry są bardzo ciemne, czasami twarze wyglądają nieco sztywno, a podczas bardziej dynamicznych scen czytelność potrafi ucierpieć. Podobne zarzuty pojawiały się zresztą już w recenzjach oryginalnych zeszytów. Kiedy jednak Crain dostaje całą stronę na pokazanie płonącego Ghost Ridera albo piekielnego monstrum, wszystkie te uwagi schodzą na dalszy plan. Są tutaj plansze, które spokojnie powiesiłbym na ścianie.
Jako fan Ghost Ridera jestem z tego wydania bardzo zadowolony. „Droga ku potępieniu” była dla mnie sentymentalnym powrotem do historii, którą dzięki Mandragorze poznałem lata temu i która skradła mi serce. „Szlak łez” okazał się natomiast świetnym dodatkiem - historią zupełnie inną, bardziej westernową, ale doskonale pasującą do idei Ducha Zemsty.
Marvel Limited jest przy tym idealnym miejscem dla takiego komiksu. Gigantyczny format pozwala rysunkom Claytona Craina naprawdę rozwinąć skrzydła, nawet jeśli sam album wymaga na półce niemal osobnego miejsca parkingowego. Dla mnie jednak warto je znaleźć. Ghost Rider dawno nie prezentował się po polsku tak piekielnie dobrze.
Więcej komiksów na Twoim radarze.
Nowe tytuły, ciekawe recenzje i najważniejsze wydarzenia. Prosto na e-mail.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
"Ghost Rider"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w GildiiZamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.




