Święta Barbora. Recenzja komiksu
Wyobraź sobie, że spokojnie siedzisz sobie w domu i nagle na ekranie twojej elektrycznej niani pojawia się obraz rodem z horroru. Widzisz na nim torturowane dziecko w jakiejś piwnicy. Pierwsza myśl? Przywidzenie, błąd oprogramowania. Ale obraz nie znika. Widzisz dalej rzeczy, które nawet w filmach przyprawiają o ciarki. Ogarnia cię strach, przerażenie, niemoc. Nie wiesz kto, gdzie i dlaczego. A to okazuje się być piwnica Twojej sąsiadki. Spokojnej. Życzliwej. Niegroźnej. Boom!
Ta historia wydarzyła się naprawdę w czeskim miasteczku Kuřim w 2007 roku i stała się kanwą i inspiracją komiksu „Święta Barbora”, której autorami są Marek Šindelka i Vojtěch Mašek (scenariusz) oraz Marek Pokorný (rysunki). Komiks ukazał się dzięki wydawnictwu Centrala. Sprawa, która zaczęła się od przypadkowego odkrycia obnażyła sieć powiązań sięgającą od religijnego fanatyzmu, przez sadystyczne tortury dzieci, aż po niewytłumaczalną mistyfikację tożsamości.
Komiks Šindelki, Maška i Pokorný’ego nie jest jednak reportażem ani próbą wiernej rekonstrukcji wydarzeń. To mroczne studium mitu tworzonego na żywym organizmie, analiza mechanizmu, w którym dziecko może zostać ogłoszone świętym, prorokiem lub medium - i w tej samej chwili przestać być dzieckiem.
Fabuła „Świętej Barbory” jest dosyć zagmatwana, stopniowo oplata czytelnika siecią niedopowiedzeń, w której każdy detal staje się przynętą prowadzącą głębiej w otchłań. Główną postacią jest młoda dziennikarka - Andrea – pochłonięta totalnie niezakończoną sprawą sprzed lat. Tyle że bardzo szybko historia zaczyna ją pochłaniać, jakby sama stawała się częścią tej chorej układanki. Andrea, ze swoimi codziennymi zmaganiami, relacją z partnerem Jakubem - coraz bardziej rozmywającym się w tle - oraz obsesyjnym dążeniem do prawdy, staje się zwierciadłem dla czytelnika.
Kim jesteśmy, gdy ciekawość przestaje być narzędziem, a zaczyna dominować nad życiem? Wokół niej krążą cienie innych bohaterów: enigmatyczna figura kobiety manipulującej tożsamościami z precyzją mistrza marionetek, płynnie przechodzącej z roli ofiary w sprawcę, z dziecka w dorosłego, z dziewczyny w chłopca. Jest też lider - cień nad cieniami - mężczyzna znany jako Čan, otoczony lojalnymi wyznawcami z dawnej grupy skautów, budujący swoje imperium na kłamstwach, półprawdach i emocjonalnej przemocy. Kluczowe wydarzenia rozwijają się warstwowo: od pierwszego odkrycia dokonanego przez przypadkowego świadka, przez eskalację działań służb, po momenty, w których na jaw wychodzą fałszywe tożsamości, ucieczki za granicę i kolejne maski - zdejmowane tylko po to, by odsłonić następne. Każda rewelacja rodzi nowe podejrzenia. Powiązania z Ruchem Graala przypominającym sektę, biznesowe nici sięgające handlu bronią, teorie spiskowe rozmnażające się jak grzyby po deszczu.
Autorzy mistrzowsko dozują napięcie, zostawiając luki, które wypełnia wyobraźnia czytelnika, budując atmosferę paranoi, gdzie nic nie jest pewne, a każdy trop może być pułapką. To nie linearna narracja, lecz mozaika fragmentów, gdzie przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a granice między rzeczywistością a halucynacją zacierają się, pozostawiając czytelnika w stanie ciągłego niepokoju. To totalny mindfuck! Podczas lektury nie tylko dałem się pochłonąć historii, ale wielokrotnie czułem ciarki na plecach. W tej opowieści pytanie „co się wydarzyło?” ustępuje miejsca znacznie bardziej niepokojącemu: „dlaczego wszyscy chcieli w to wierzyć?”





Tytułowa Barbora nie jest klasyczną bohaterką. Jest widmem. Konstruktem. Punktem, wokół którego wszyscy orbitują. Pojawia się i znika, wymyka się jednoznacznym definicjom. Jest projekcją cudzych potrzeb: matki, wyznawców, liderów, a w końcu także samej Andrei. Dziennikarka zaczyna dostrzegać, że sprawa Kuřimia to nie tylko zamknięty rozdział w policyjnych archiwach, ale żywa tkanka kłamstwa, która wciąż pulsuje pod powierzchnią codzienności.
Marek Šindelka i Vojtěch Mašek stworzyli scenariusz, który jest intelektualną pułapką. Największą wartością tego skryptu jest jego wielowarstwowość. Autorzy zrezygnowali z chronologii na rzecz emocjonalnej intensywności. Dialogi są oszczędne, momentami wręcz suche, co tylko potęguje wrażenie chłodu i beznadziei.
Rysunki Marka Pokorný’ego są idealnym dopełnieniem tej opowieści. Styl graficzny jest dosyć zróżnicowany, odpowiednio dobierany do omawianego wątku. Mamy tu zarówno bardziej szczegółową i urealnioną kreskę jak i bardzo mocno uproszczone graficznie rysunki. Podobnie z kolorami – od bardzo żywych po sepię. Artysta czerpie z tradycji europejskiego komiksu noir, ale dodaje własny twist: elementy surrealizmu, jak zniekształcone twarze czy nakładające się obrazy, które potęgują sensację.
Pokorný bawi się kompozycją, mieszając ciasne, klaustrofobiczne ujęcia, które zamykają czytelnika w pułapce umysłu, z szerszymi panelami, gdzie przestrzeń oddycha, ale tylko po to, by podkreślić izolację postaci. Kompozycja stron pracuje na niepokój. Rysunki zamykają czytelnika w głowie bohaterów, szerokie panele dają chwilę oddechu tylko po to, by podkreślić samotność i pustkę. Różne rozmiary kadrów, puste przestrzenie, dwustronicowe plansze zestawione z drobnymi, niemal dusznymi sekwencjami - wszystko tu jest podporządkowane tajemniczej atmosferze.





"Święta Barbora" to dzieło, które nie pozostawia miejsca na obojętność, choć jego odbiór jest obarczony potężnym ładunkiem emocjonalnym. Niewątpliwą zaletą komiksu jest odważne podejście do tematu tabu. Autorzy nie uprawiają pornografii przemocy, lecz skupiają się na jej psychologicznym podłożu, co jest znacznie trudniejsze i bardziej wartościowe. Kolejnym atutem jest bezkompromisowość w prowadzeniu narracji – czytelnik traktowany jest jak inteligentny partner, który potrafi łączyć kropki bez prowadzenia za rękę. Konstrukcja postaci Barbory to majstersztyk niejednoznaczności, rzadko spotykany w medium komiksowym.
Na pewno nie jest to historia dla ludzi, którzy szukają w komiksie po prostu rozrywki, odpoczynku, odcięcia się od codziennego świata. Do tego wielowątkowość oraz niejasne zakończenie może mocno zniechęcić czytelnika. Dla mnie jednak to kapitalny, mądry komiks. A brak jednoznacznych odpowiedzi w finale w kontekście prawdziwych wydarzeń, które nigdy nie zostały w pełni wyjaśnione, jest to jedyne uczciwe rozwiązanie.
Marek Šindelka, Vojtěch Mašek i Marek Pokorný stworzyli monumentalny traktat o tym, jak łatwo można ukraść człowiekowi tożsamość i jak głęboko w ludzkiej duszy drzemie potrzeba bycia prowadzonym – nawet jeśli droga wiedzie prosto w paszczę bestii.
To lektura obowiązkowa dla każdego, kto ceni sobie komiks jako medium zdolne udźwignąć najcięższe tematy społeczne i psychologiczne. To dzieło, które zostanie z Wami długo po zamknięciu okładki, wracając w snach i niepokojących myślach o tym, co dzieje się za ścianą sąsiada, którego imienia nawet nie znacie, albo którego znacie „zbyt dobrze” i w życiu nie posądzilibyście go o jakiekolwiek zło.
W świecie Barbory nie ma świętych. Są tylko ci, którzy przeżyli, i ci, którzy na zawsze utknęli w cudzym kłamstwie.
Komiks został nagrodzony przez Czeską Akademię Komiksu w 2018 roku jako "Najlepszy Komiks". Zdobył również nagrodę Muriel 2018 za najlepsze rysunki.
Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.