„Wolisz jednorożce, nie sięgaj po mój komiks". Jarosław Wojtasiński o „Clincie Northwoodzie" i samodzielnym wydawaniu

Szkielet rewolwerowca wraca z grobu, a jego autor wraca do rozmowy o tym, jak wydaje się komiks bez wielkiego wydawnictwa za plecami. Jarosław Wojtasiński opowiada o westernie, humorze ze starej szkoły i o tym, dlaczego branża woli udawać, że niektórych komiksów nie ma.

„Wolisz jednorożce, nie sięgaj po mój komiks". Jarosław Wojtasiński o „Clincie Northwoodzie" i samodzielnym wydawaniu
Clint Northwood, fot. J. Wojtasiński

Clint Northwood nie żyje. To znaczy - żył, zginął, a potem wstał z trumny jako gadający szkielet i ruszył w drogę, żeby się dowiedzieć, kto i dlaczego pozbawił go ciała. Tyle fabuła. Za nią stoi Jarosław „Jaro" Wojtasiński, który ten western 18+ napisał, narysował i wydał własnym sumptem, pod szyldem fikcyjnej wytwórni JARO LEONE PRODUKTION. Ten sam człowiek, który po śmierci Jerzego Wróblewskiego wziął na siebie kontynuację „Binio Billa".

Postanowiliśmy zrobić wywiad nietypowy - z dwoma rozmówcami naraz. Najpierw pytamy Jaro: o to, skąd bierze się miłość do gatunku, który w polskim komiksie nigdy nie miał silnej tradycji, i o codzienność autora robiącego komiksy wieczorami, po etacie, który potem sam musi je wydrukować, rozprowadzić i obronić przed branżą udającą, że ich nie ma. A potem oddajemy głos samemu Clintowi - by rewolwerowiec mógł odpowiedzieć na własne pytania osobiście. O pierwszej myśli po przebudzeniu w trumnie, o tym, czy western to zamknięty rozdział, i o relacji z facetem, który go rysuje.

Żaden z nich niczego nie owija w bawełnę. Jaro - w sprawie tego, jak duzi gracze traktują niezależnych. Clint - w żadnej.


Wojciech Boczoń: Witajcie panowie, Clint - pozwól, że najpierw zadam kilka pytań Jarkowi. Potem porozmawiamy osobno.

Jarosław Wojtasiński, fot. W. Boczoń

Jarku, Skąd właściwie wziął się „Clint Northwood”? To był najpierw żart, hołd dla westernu, alter ego, czy od razu pomysł na większy komiksowy świat?

Jarosław Wojtasiński: Na początku był to żartobliwy komiks stworzony na potrzeby AKTu, kiedy go ukończyłem stwierdziłem, że ta historia i bohater ma potencjał na coś większego. I poszłoooo, rysując świetnie się bawię konwencją. Lubię mieszać tam jak w garnku z bigosem 😁

Jakie westerny, komiksy albo bohaterowie najmocniej wpłynęli na „Clinta Northwooda”? Nie licząc Clinta Eastwooda.

Oczywiście trylogia westernów Sergio Leone, komiks wydaję pod szyldem fikcyjnej wytwórni JARO LEONE PRODUKTION, zobacz logo na okładce. Humor w stylu NAGIEJ BRONI (uwielbiam), trochę z tego, trochę z pop kultury. Oraz własne pomysły.

Northwood jest humorystycznym zamiennikiem Eastwooda, ale tego raczej nie muszę tłumaczyć. No i wpływ miała na mnie seria... Dragon Ball, manga  rysowana przez wspaniałego Akira Toriyamę, który mi udowodnił, że mogę zrobić co zechcę, to mój komiks 😁

Komiks ma metkę 18+: przemoc, seks, alkohol, „boomer humor". To świadoma strategia czy po prostu taka historia chciała się opowiedzieć?

Nie, to nie wyrachowanie, tak historia chciała się opowiedzieć. Alkohol – jest, cycki – są, sex- bywa, przemoc – cartoonowa, ale jest. A wiedząc co rysuję, to nie jest komiks inkluzywny i taki pozostanie. Lojalnie ostrzegam, wolisz jednorożce, nie sięgaj po mój komiks, ominie Cię ból egzystencjalny. To komiks dla ludzi lubiących poczucie humoru w starym, dobrym stylu.

Nie obawiałeś się, że odetnie Ci to część odbiorców i utrudni dystrybucję?

W dobie socjal mediów? Nieee… komiks nie musi być dla każdego, to po pierwsze. Po Clinta Northwooda mają sięgać czytelnicy ŚWIADOMI tego co tam na nich czeka.

„Clinta" wydałeś w pełni samodzielnie. Co było najtrudniejsze w całym procesie — od skończonych plansz do gotowego zeszytu w rękach czytelnika? Druk, dystrybucja, finansowanie, a może coś, czego się nie spodziewałeś?

W całym procesie najtrudniejsze są... pieniądze, czyli finansowanie wydania. I tu na scenę wkracza Mirek Korkus, nie dość że jest fanem Clinta, to gdyby nie jego pomoc, nie byłoby to takie proste. Można powiedzieć, że jest również ojcem sukcesu Clinta.

Część druga dostała wsparcie ze strony bloga STAREWILKI.pl . „Clintomania” zaczyna się rozszerzać.

Self-publishing w Polsce wciąż bywa traktowany jak „druga liga". Spotykasz się z takim podejściem - od czytelników, recenzentów, branży?

Tak, to się czuje ze strony dużych wydawców, bo to dla nich zagrożenie. Okazuje się, że można sobie radzić bez dużych graczy. Komiks, który ma czytelników i fanów, a oni nic nie mogą uszczknąć finansowo z tego tortu, musi irytować i wzbudzać trochę zawiści.

Czuje się to ze strony recenzentów, czuje się to ze strony organizujących duże konwenty, którzy związani są, czasem towarzysko z wydawcami i skrzętnie udają, że taki komiks nie istnieje, nie interesuje ich (ciekawe, bo czasem recenzują różne rzeczy). Wiadomo, jak się o czymś nie mówi, to taki komiks „nie istnieje” i taki rysownik „nie istnieje”. Najlepiej przemilczeć, może samo zdechnie. O nie moi drodzy! Nie tak szybko! 😃

ZAWSZE ZA TO MOGĘ LICZYĆ NA CZYTELNIKÓW! I to dodaje sił. W najnowszym komiksie dziękuję im za wsparcie mentalne i finansowe - bo przecież kupują moje komiksy i czekają na kolejne!

I czy to się zmienia?

Nie i zapewne długo nie zmieni. Self-publishing to świat równoległy w komiksowie.

Chcę udowodnić że można wydawać małe komiksy z całym szacunkiem do czytelnika, w treści i formie.

Jak wygląda u Ciebie promocja komiksu bez zaplecza wydawnictwa? Na czym opierasz dotarcie do czytelnika - konwenty, media społecznościowe, recenzenci?

Radzę sobie, czytelnicy zwracają się bezpośrednio do mnie dzięki portalom społecznościowym, ważne są konwenty i… recenzenci. Ale nie nadskakuję im – „proszę napisz, napisz o moim komiksie”! Nie, łatwo mnie namierzyć i napisać do mnie. Sam też sobie dobieram komu zaproponować recenzję.

Co dalej z Binio Billem?

To dość problematyczna sytuacja dla mnie. Mam nadzieję, że sobie wszystko z wydawcą ustaliliśmy. Scenariusz jest gotowy, kilka plansz narysowanych, czas wrócić do tematu.


Clint Northwood

Clint Northwood, fot. J. Wojtasiński

Clint, Twój autor lubi łamać czwartą ścianę. Wiesz, że jesteś postacią z komiksu? A jeśli tak - jak Ci się układa z facetem, który Cię rysuje?

Clint Northwood: Taaaa … gdyby nie Narrator, którego bym prawie zastrzelił w części pierwszej, nie zauważyłbym tego że to komiks i że ktoś tam jest po drugiej stronie! Jaro wysłuchał mojej historii i stwierdził, że mi pomoże ją rozwikłać. I rysuje, za dużo się nie wtrąca. Wróciłem z zaświatów dzięki komiksowi do realnego świata. Często pozuję do zdjęć promocyjnych, trochę te skrzynki fotograficzne się zmniejszyły od 1889 roku.

Wstałeś z grobu jako szkielet i nie masz pojęcia dlaczego. Pierwsza myśl po przebudzeniu w trumnie?

Gdzie jest do cholery moje ciało?! Dajcie cygaro, muszę zapalić! Zaczerpnąć między żebra świeżego powietrza i poczuć  dym z cygara!

Co jest trudniejsze: pojedynek z bandytą czy przebicie się z niezależnym komiksem do czytelników?

Przebicie się z komiksem niezależnym, to zostawiam autorowi. Ja muszę dokończyć swoją historię to jest mój problem.

Gdybyś miał wybrać: koń, rewolwer czy dobry wydawca?

Dobry wydawca, w twardej oprawie, jak grobowe deski.

Co sądzisz o Binio Billu? To kompan z prerii, konkurencja, czy młodszy kuzyn po fachu?

Młodszy kuzyn po fachu. Jednak… on nie zabija, mnie się zdarza to dość często. A właśnie, dawno nikogo nie zastrzeliłem...  Nie wchodzimy sobie w drogę, mamy inne poczucie humoru, moje jest bardziej przyprawione na ostro ;)

Co powiedziałbyś czytelnikom, którzy uważają, że western to już zamknięty rozdział?

Zamknąć to można wieko od trumny ale nie western. :D W listopadzie, we Francji, będzie premiera kolejnego klasycznego albumu z Lucky Lukiem.  Matthieu Bonhomme wydał w maju trzeci tom własnej historii wspomnianego LL, mam nadzieję że Egmont wyda w Polsce ten komiks jeszcze w tym roku. Western żyje i nie jest uznany za martwy.

Jarosław Wojtasiński udowadnia, że self-publishing to nie druga liga. “Clint Northwood” - recenzja
„Clinta Northwooda” kupiłem od razu po premierze, ale jakoś ciągle odkładałem lekturę. Zawsze trafiało się coś pilniejszego. Po lekturze żałuję, że czekałem tak długo, bo Jarosław Wojtasiński zrobił komiks, obok którego nie powinno się przechodzić obojętnie.

Read more