Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

Wychowana w Piekle, „Absolute Wonder Woman tom 1” - recenzja

Wychowana w Piekle, „Absolute Wonder Woman tom 1” - recenzja

Z Wonder Woman mam dość nietypową relację, bo właściwie… nigdy jej nie czytałem. Oczywiście Dianę znałem, widziałem ją w filmach Zacka Snydera i wiedziałem mniej więcej, kim jest, ale na tym moja znajomość tej bohaterki się kończyła. „Absolute Wonder Woman”, której pierwszy tom ukazał się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Egmont, jest więc moim pierwszym poważnym spotkaniem z tą postacią. I chyba nie mogłem trafić ciekawiej. Kelly Thompson bierze bowiem wszystko, co wydawało mi się oczywiste w historii Wonder Woman, po czym bez większych ceregieli wyrzuca sporą część tego za okno.

W świecie Absolute Diana nie wychowuje się na rajskiej Temiskirze wśród Amazonek. Jako niemowlę zostaje odebrana swojemu ludowi i zesłana do Piekła, gdzie trafia pod opiekę Kirke. Nie ma więc sióstr Amazonek, idyllicznej wyspy ani wychowania przygotowującego ją do roli ambasadorki pokoju. Jest za to magia, demony, potwory i rzeczywistość, w której przeżycie kolejnego dnia może być całkiem niezłym osiągnięciem.

I właśnie ten kierunek kompletnie mnie zaskoczył. Spodziewałem się po „Absolute Wonder Woman” przede wszystkim alternatywnej wersji superbohaterki – może trochę mroczniejszej, z innym kostiumem i zmienionymi detalami pochodzenia. Tymczasem dostałem coś, co momentami bardziej przypomina dark fantasy niż klasyczny komiks o superbohaterach. Są bogowie, wiedźmy, magia, monstrualne stworzenia, Piekło i ogromny miecz, którym Diana zdecydowanie nie zamierza smarować kanapek.

Co najważniejsze, Thompson nie poprzestaje na efektownym pomyśle. Sercem pierwszego tomu okazuje się relacja Diany z Kirke. Początkowo wiedźma nie chce mieć nic wspólnego z podrzuconym jej dzieckiem, ale z czasem pomiędzy nimi rodzi się więź matki i córki. I kurczę, właśnie te spokojniejsze momenty kupiły mnie chyba bardziej niż wszystkie wielkie potwory razem wzięte. Pod warstwą mrocznego fantasy kryje się historia o wychowaniu, miłości i o tym, że rodzina niekoniecznie musi oznaczać wspólne pochodzenie. To właśnie ten emocjonalny element był jednym z najczęściej chwalonych aspektów amerykańskich recenzji pierwszego zeszytu.

Podoba mi się również to, że wychowanie w Piekle nie zrobiło z Diany ponurej antybohaterki. To byłoby zdecydowanie zbyt proste. Jej otoczenie się zmieniło, arsenał również, ale gdzieś pod tym wszystkim nadal znajduje się osoba kierująca się współczuciem i potrzebą ochrony innych. Jako ktoś, kto nie zna dobrze klasycznej Wonder Woman, dopiero po lekturze zacząłem doceniać ten zabieg. Thompson odebrała bohaterce jej tradycyjne otoczenie i sprawdza, czy bez niego nadal może zostać Wonder Woman.

No i wygląda przy tym obłędnie.

Hayden Sherman dostał możliwość zaprojektowania tej wersji Diany praktycznie od podstaw i wykorzystuje ją bez skrupułów. Wiedźma-Amazonka przemierzająca świat na szkieletowym Pegazie, uzbrojona w gigantyczny miecz i korzystająca z magii? Jeszcze miesiąc temu powiedziałbym, że ktoś próbuje trochę za bardzo. Po przeczytaniu albumu chcę tego więcej. Sherman świetnie radzi sobie też z potworami i Piekłem, a kolory Jordie Bellaire dodatkowo wzmacniają baśniowo-koszmarny charakter historii. Zagraniczne recenzje również często wyróżniały stronę wizualną jako jeden z najmocniejszych elementów serii.

Nie wszystko jest jednak równie efektowne. Początek potrzebuje chwili, żeby poukładać wszystkie elementy, a przechodzenie między teraźniejszością a dzieciństwem Diany potrafi nieco spowalniać akcję. Paradoksalnie po pewnym czasie przestało mi to przeszkadzać, bo retrospekcje okazały się dla mnie ciekawsze od samej walki z kolejnym zagrożeniem.

Największym zaskoczeniem pozostaje jednak to, jak łatwo wszedłem w tę historię. Nie znam dziesiątek lat przygód Wonder Woman, nie potrafię porównać każdej zmiany Thompson z wcześniejszymi interpretacjami bohaterki i właściwie nie miałem wobec niej żadnego emocjonalnego bagażu. Okazało się, że w przypadku Absolute Universe jest to wręcz zaleta. Nie musiałem niczego nadrabiać. Poznałem Dianę dokładnie tak, jak przedstawia ją ten komiks.

I bardzo szybko ją polubiłem.

Pierwszy tom „Absolute Wonder Woman” skradł moje serce. Spodziewałem się po prostu kolejnej ciekawej reinterpretacji znanej postaci, a dostałem mroczne fantasy z mitologią, magią, świetną relacją matki i córki oraz bohaterką, której kolejne losy naprawdę chcę śledzić. Moje pierwsze poważne spotkanie z Wonder Woman trudno więc uznać za reprezentatywne dla jej kilkudziesięcioletniej historii.

Ale jedno mogę już powiedzieć - jestem fanem „Absolute Wonder Woman”. I cholernie mnie ciekawi, co Kelly Thompson zrobi z Dianą dalej.

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Egmont. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka komiksu

Absolute Wonder Woman tom 1

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Tu możesz zamówić komiks
Informacje o komiksie
Tytuł „Absolute Wonder Woman tom 1”
Seria Absolute Wonder Woman
Wydawca Egmont
Scenarzysta Kelly Thompson
Rysownik Hayden, Sherman, Mattia De Iulis, Dustin Nguyen
Tłumacz Paulina Walenia
Rok wydania 2026
Format 170x260mm
Okładka twarda
Liczba stron 192 (kolor)
Cena okładkowa 89,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Szukaj na blogu