Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Batman. Mroczne schematy”. Recenzja komiksu

„Batman. Mroczne schematy”. Recenzja komiksu

Nie ufam ludziom, którzy zbyt szybko mówią: „Wszystko jasne”. Zwłaszcza gdy chodzi o morderstwo. Bo zwykle oznacza to, że ktoś właśnie znalazł wygodną odpowiedź i nie zamierza sobie nią dłużej zawracać głowy. Tymczasem wystarczy jeden szczegół. Źle opisane obrażenie, ślad w miejscu, w którym nie powinno go być, świadek plączący się w zeznaniach. Niby nic, a cała misternie ułożona teoria nadaje się do kosza. W kryminałach najbardziej lubię właśnie tę mozolną robotę. Grzebanie w faktach, sprawdzanie podejrzeń, zaglądanie tam, gdzie inni woleliby już nie zaglądać. Nie potrzebuję do tego wielkich wybuchów ani strzelanin. Dajcie mi porządną zagadkę i upartego drania, który nie wyjdzie z kostnicy, dopóki coś mu się wreszcie nie zacznie zgadzać.

No i proszę, doczekałem się. W „Mrocznych schematach” dostałem właśnie takiego Gacka. Metodycznego, wścibskiego, cholernie upartego, ale też dalekiego od nieomylności. Bruce Wayne popełnia tutaj błędy, niewłaściwie ocenia sytuację i dostaje solidne bęcki. Nie jest niezniszczalnym superbohaterem, który na każdą ewentualność przygotował siedem planów awaryjnych. To człowiek z krwi i kości, usiłujący zaprowadzić odrobinę porządku w mieście, które dawno temu pogodziło się z własnym szaleństwem.


Za scenariusz omawianego komiksu odpowiada Dan Watters, którego polscy czytelnicy mogą kojarzyć między innymi z „Lucyfera” wydanego w ramach Sandman Uniwersum. Rysunki przygotował Hayden Sherman, pracujący również przy „Absolute Wonder Woman”, natomiast kolorami zajęła się Tríona Farrell. Praca Shermana nie przeszła zresztą bez echa. W 2026 roku otrzymał dwie nominacje do nagród Eisnera - za rysunek i tusz oraz okładki, między innymi za omawiany komiks. W Stanach DC Comics publikowało „Batman: Dark Patterns” w latach 2024-2025. Egmont zebrał wszystkie dwanaście zeszytów w liczącym 304 strony albumie, który na język polski przełożyła Paulina Walenia. W środku znajdziemy cztery historie, po trzy zeszyty każda.

Cofamy się do czasów, kiedy Bruce dopiero przecierał szlaki jako Mroczny Rycerz. W Gotham widok faceta z uszami nietoperza nie oznacza jeszcze dla każdego wybawienia. Policjanci i mieszkańcy częściej patrzą na niego podejrzliwie niż z wdzięcznością. W historii „Poranieni” na dzień dobry trafia mu się wyjątkowo paskudna sprawa. Ktoś morduje ludzi w sposób, od którego nawet doświadczeni gliniarze mogą stracić apetyt. Zwłoki są potwornie okaleczone, a obrażenia wskazują, że zabójca ma jakiś konkretny plan. Pytanie tylko, jaki. Batman zabiera się za dochodzenie, korzystając z pomocy Jima Gordona oraz doktora Sereiki, lekarza sądowego, którego dziwaczne zachowanie samo w sobie potrafi wzbudzić niepokój. Ślady prowadzą do Green Fields, osiedla na obrzeżach miasta, gdzie wskutek skażenia chemicznego mieszkańcy przestali odczuwać ból. Jakby tego było mało, pojawia się jeszcze przerażający osobnik z ciałem naszpikowanym gwoździami i metalowymi szpilami. Z każdą kolejną wizytą w prosektorium robi się coraz bardziej paskudnie, a za tą całą makabrą kryją się dawne zaniedbania, ludzka krzywda i chęć odwetu.

Trzy następne śledztwa prowadzą Batmana w zupełnie inne zakamarki miasta. W drugiej opowieści – „Głos z wieży” - trafia do osobliwego wieżowca, którego mieszkańcy pozostają w konflikcie z policją. Wewnątrz przetrzymywany jest funkcjonariusz, a tajemniczy głos rozbrzmiewający w korytarzach zdaje się kierować zachowaniem lokatorów. W tej historii istotną rolę odgrywają Arnold Wesker i jego kukła Scarface. Trzecia sprawa - „Pareidolia” - rozpoczyna się od odnalezienia spalonych zwłok w Rookery, jednej z najbardziej zaniedbanych dzielnic Gotham. Ślady prowadzą do wydarzeń związanych z dawnym gangiem Czerwonych Kapturów. Ostatnia historia – „Dziecię ognia” - koncentruje się na zagadkowych podpaleniach i tajemniczym sprawcy, który zdaje się przywiązywać do ognia znacznie większe znaczenie niż zwyczajny piroman. Każda z tych opowieści ma własny początek i koniec, choć od czasu do czasu wychodzą na jaw pewne powiązania. Czasem jest to drobny szczegół, innym razem echo wydarzeń z poprzedniej sprawy. Całość zdecydowanie warte przeczytania na jedno posiedzenie.

Na końcu dostajemy jeszcze ciekawą rozmowę z autorami, w której poznajemy kulisy powstawania komiksu.

Gdybym miał wybrać jedną z tych historii, długo bym się nie zastanawiał. Pierwsza zrobiła na mnie zdecydowanie największe wrażenie. Nie dość, że autor powołał do życia nową, dosyć charkterystyczną postać – Człeka Ran – to jest w niej coś z klasycznego kryminału, ale doprawionego wyjątkowo paskudnym horrorem cielesnym. Obserwowanie ludzi, którzy nie odczuwają bólu, początkowo wydaje się niemal fascynujące. Szybko jednak dociera do nas, jak potworne konsekwencje może mieć utrata naturalnego mechanizmu ostrzegawczego organizmu. Watters znakomicie wykorzystuje ten pomysł. Makabryczne obrażenia wywołują obrzydzenie, ale jednocześnie prowokują pytania o ich przyczynę. Chciałem poznać odpowiedzi, choć z każdą kolejną stroną coraz mniej byłem przekonany, że rzeczywiście chcę wiedzieć wszystko. To bardzo przyjemny rodzaj dyskomfortu, oczywiście pod warunkiem, że ktoś lubi podobne opowieści. Mnie ten klimat kupił bez reszty.

Sporo satysfakcji sprawiało mi również obserwowanie samej pracy detektywistycznej. Watters nie ogranicza się do zapewniania czytelnika, że Batman jest genialnym śledczym. Pokazuje, skąd biorą się jego wnioski. Bruce analizuje obrażenia, zwraca uwagę na ułożenie ciał, wykorzystuje wiedzę medyczną i stara się odtworzyć przebieg zdarzeń. Świetnie wypadają sceny w prosektorium, szczególnie rozmowy z doktorem Sereiką, którego ekscentryczne zachowanie budzi momentami większy niepokój niż same zwłoki. Doceniam również to, że dociekliwość Batmana nie zawsze przynosi natychmiastowe rezultaty. Bywa, że sprawdzony trop okazuje się błędny, a pozornie logiczna teoria prowadzi go na manowce. I bardzo dobrze, bo właśnie wtedy zaczyna się prawdziwe śledztwo.

Watters potrafi też sprawnie zmieniać charakter poszczególnych historii. Druga, rozgrywająca się w wieżowcu, ma w sobie coś z klaustrofobicznego thrillera. Budynek przypomina labirynt, w którym nawet dźwiękom nie można ufać. Głosy rozchodzą się tam w tak pokrętny sposób, że Batman słyszy przeciwnika, ale nie bardzo wie, skąd właściwie dobiega jego głos. Spróbujcie w takich warunkach kogokolwiek znaleźć, nie mówiąc już o rozwiązaniu zagadki. Z kolei w Rookery można pobłądzić nawet wtedy, gdy zna się wszystkie uliczki. Tutaj szczególnie zaciekawiło mnie wykorzystanie pareidolii. To ten dziwny mechanizm naszego mózgu, który każe nam dostrzegać znajome kształty w zupełnie przypadkowych rzeczach. Ot, choćby twarz w układzie chmur albo czyjąś sylwetkę w plamie na ścianie. Nietrudno przenieść ten mechanizm na samo śledztwo. Przecież nawet najlepszy detektyw może czasami dostrzec zależność tam, gdzie jej wcale nie ma.

To zresztą jeden z ciekawszych pomysłów Wattersa. Batman przez całe życie próbuje odnajdywać porządek w chaosie. Doszukuje się schematów, analizuje powtarzające się zachowania i szuka logicznych wyjaśnień. Ale co, jeśli właśnie ta potrzeba zaczyna go ograniczać? Co, jeśli zbyt mocno przywiąże się do własnej interpretacji wydarzeń? Podobało mi się, że scenarzysta pozwala Bruce'owi kwestionować również samego siebie. Jego inteligencja nie chroni go przed pomyłkami, podobnie jak znakomite wyszkolenie nie gwarantuje zwycięstwa w każdej bójce.

Bo Gacek dostaje tutaj po mordzie regularnie. Czasami nawet od przeciwników, których w innych komiksach pewnie rozłożyłby na łopatki w kilka sekund. Ale równie istotne jest to, co dzieje się później. Bywa obolały, wyczerpany, niekiedy ledwo trzyma się na nogach. Kolejne noce spędzone na ulicach Gotham pozostawiają ślady nie tylko na jego kostiumie. Właśnie ta fizyczna i psychiczna cena nocnej krucjaty czyni go dla mnie znacznie bardziej wiarygodnym. Nadal imponuje wiedzą, wyszkoleniem i determinacją, ale musi mierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji. Nie jest chodzącym pomnikiem doskonałości. Przy okazji dobrze wypadają relacje z Gordonem i Alfredem, przypominające, że Bruce nie musi wszystkiego dźwigać samotnie, nawet jeśli bardzo chciałby tak uważać.

W „Mrocznych schematach” interesująco przedstawiono również samo Gotham. Kolejne zbrodnie nie biorą się znikąd. Wyrastają z historii miasta, korupcji, nierówności społecznych, przemocy i wieloletnich zaniedbań. Green Fields zostało naznaczone skażeniem, mieszkańcy wieżowca żyją w ciągłym strachu, a Rookery sprawia wrażenie dzielnicy, o której władze najchętniej całkowicie by zapomniały. Czasami zastanawiałem się nawet, czy Batman rzeczywiście walczy z przestępcami, czy raczej z konsekwencjami problemów, których nikt wcześniej nie próbował rozwiązać. Bo złapanie sprawcy nie oznacza przecież, że jego ofiary odzyskają normalne życie. A następny zwyrodnialec może wyrosnąć dokładnie z tych samych warunków.

Ogromne znaczenie dla odbioru albumu mają rysunki Haydena Shermana. Jego kreska jest kanciasta, szorstka, miejscami wręcz groteskowa, ale doskonale odnajduje się w ponurym świecie Gotham. Twarze bohaterów bywają zdeformowane emocjami, sylwetki mają mocno zaakcentowane proporcje, a budynki tworzą przytłaczający labirynt ulic, schodów i ciasnych pomieszczeń. Podoba mi się również sam Batman, przedstawiony w klasycznym niebiesko-szarym kostiumie z żółtym owalem na piersi. Ma w sobie coś z dawnych komiksów o Mrocznym Rycerzu, choć otaczający go świat jest znacznie mniej przyjazny niż w przygodach sprzed kilku dekad.

Sherman znakomicie wykorzystuje możliwości komiksowego medium. Potrafi podzielić stronę na wąskie, pionowe kadry przypominające ściany wysokich budynków, żeby za chwilę przeciąć całość dynamiczną sylwetką Batmana. Innym razem układa kilka scen wewnątrz kształtu przypominającego maskę bohatera albo zamyka obraz prosektorium w ogromnym, okrągłym kadrze. Nie są to zabiegi służące wyłącznie popisom rysownika. Dzięki nim sam sposób czytania planszy staje się częścią opowieści.

Równie udana jest kolorystyka Tríony Farrell. Barwy potrafią całkowicie zmienić nastrój sceny. Zresztą cały album sprawia chwilami wrażenie, jakby ktoś połączył estetykę dawnych opowieści detektywistycznych z nowoczesnym horrorem.

Na uznanie zasługuje również umiejętność budowania napięcia bez nieustannego podkręcania skali zagrożenia. Watters nie musi wysadzać połowy Gotham ani sprowadzać kolejnego kosmicznego przeciwnika, żeby przykuć uwagę czytelnika. Wystarcza mu niepokojąca rozmowa, źle zinterpretowany ślad albo świadomość, że ktoś za chwilę może popełnić fatalny błąd. Każda sprawa ma własny sens i stawkę, dlatego po zamknięciu komiksu nie czułem się, jakbym przeczytał jedynie kilkusetstronicową zapowiedź czegoś, co dopiero ma nadejść. Można po prostu usiąść, przeczytać całość i cieszyć się dobrze opowiedzianym kryminałem.

Nie wszystko jednak przekonało mnie w jednakowym stopniu. Mam pewne zastrzeżenia do trzyzeszytowej konstrukcji poszczególnych opowieści. Watters bardzo starannie buduje zagadki, ale niektóre rozwiązania przychodzą zbyt szybko. Szczególnie w ostatniej historii, która próbuje dodatkowo powiązać wcześniejsze wydarzenia, przydałoby się więcej miejsca na rozwinięcie motywacji oraz psychologii postaci. Nie do końca przekonała mnie również proporcja między przyziemnymi problemami Gotham a bardziej symbolicznym charakterem finału. Skoro autor tak dobrze pokazuje, skąd bierze się cierpienie mieszkańców, chciałbym zobaczyć nieco więcej konsekwencji tych obserwacji. Z drugiej strony niedopowiedzenia pozwalają jeszcze przez chwilę zastanawiać się nad tym, co właściwie udało się Batmanowi osiągnąć.

Ostatecznie „Batman. Mroczne schematy” okazał się dla mnie jednym z ciekawszych komiksów o Mrocznym Rycerzu, jakie ostatnio czytałem. Watters i Sherman przypomnieli mi, jak wiele można jeszcze wyciągnąć z tej postaci, nie zmieniając jej pochodzenia, nie wymyślając kolejnego alternatywnego uniwersum i nie angażując całej Ligi Sprawiedliwości. To bardzo dobry wybór dla miłośników kryminałów, thrillerów i bardziej przyziemnych przygód Gacka.

I właśnie tego Batmana ostatnio mi brakowało. Faceta, który zamiast szukać kolejnego przeciwnika do efektownej bijatyki, próbuje zrozumieć, dlaczego ktoś w ogóle stał się potworem. Który umie przyznać się do błędu, dostać porządnie po pysku i mimo wszystko wrócić następnej nocy na miejsce zbrodni.

Dla gackofilów komiks obowiązkowy do przeczytania! Dla osób nie siedzących w świecie superhero a lubiących kryminalne zagadki - to pozycja, która powinna ich zaciekawić i zachęcić do sięgnięcia po lekturę.

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Egmont. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Batman. Mroczne schematy"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Batman. Mroczne schematy”
Seria Batman
Wydawca Egmont
Scenarzysta Dan Watters
Rysownik Hayden Sherman
Kolorysta Triona Farrell
Tłumacz Paulina Walenia
Rok wydania 2026
Format 170x260 mm
Okładka twarda
Liczba stron 304 (kolor)
Cena okładkowa 139,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Czytaj dalej

Konkurs na Blogu o komiksach. ”Ostatni elf" - ogłoszenie wyników

Konkurs na Blogu o komiksach. ”Ostatni elf" - ogłoszenie wyników

Niniejszym pragniemy ogłosić wyniku konkursu, który na łamach naszego bloga zorganizowaliśmy dzięki uprzejmości wydawnictwa Waneko! Dziękujemy wszystkim za udział w naszym konkursie! Przyznamy, że wybór zwycięzcy nie należał do najłatwiejszych. Nadesłaliście mnóstwo naprawdę ciekawych, pomysłowych i często zaskakujących odpowiedzi, a każda z nich zasługiwała na uwagę. Niestety, zwycięzca mógł być tylko jeden. Cieszymy się, że tak licznie wzięliście udział w naszej zabawie. Gratulujemy zwycięzc

Szukaj na blogu