Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Dywizjon 303” Gyuli Pozsgaya. Węgier narysował polską legendę

Komiksy wojenne zwykle omijam, a „Dywizjon 303” przeczytałem jednym ciągiem. Narysował go węgierski grafik, który na co dzień projektuje malowania myśliwców, i to widać na każdej planszy z Hurricane'ami.

„Dywizjon 303” Gyuli Pozsgaya. Węgier narysował polską legendę

Niedawno pisałem o „Jamesie Cooku” Laurenta-Frédérica Bollée i Federico Nardo, też od Scream Comics. Tamten album czyta się jak powieść przygodową. „Dywizjon 303” Gyuli Pozsgaya ma rytm kroniki dokumentalnej rozpisanej na kadry: kolejne loty, meldunki, starcia i nazwiska. Wynika to z materiału. Historia polskich pilotów w RAF to akcje powtarzane dzień po dniu, a Pozsgay trzyma się faktów i nie dokleja do nich wymyślonej intrygi.

Kto to narysował

Gyula Pozsgay urodził się w 1973 roku w Tatabányi. Studiował architekturę i ekonomię, a już na studiach pracował jako grafik i projektant gier. Lotnictwo wyniósł z domu. Jego dziadek był w czasie wojny strzelcem w bombowcu Me 210 Ca-1, później latał jako pilot i malował amatorsko. To on nauczył wnuka rysować.

Z tej rodzinnej historii wziął się debiut Pozsgaya, „The Old Tiger”. Organizatorzy Convention Internationale de Jeux d'Histoire w Budapeszcie piszą, że autor rysował go początkowo dla siebie i wrzucał plansze do internetowych grup o sztuce lotniczej. Tam wypatrzył go Paquet. Potem przyszły albumy o węgierskich asach, a „Dywizjon 303” jest jego pierwszą opowieścią o pilotach z innego kraju.

Ciekawostka dla miłośników lotnictwa: w kwietniu 2026 roku Węgrzy pokazali pierwszego Gripena w pełnym malowaniu okolicznościowym, przygotowanym na ćwiczenia NATO Tiger Meet. Serwis LHSN.hu podaje, że projekt tygrysiego malowania wyszedł spod ręki Pozsgaya. Autor barw dla współczesnego myśliwca wziął się więc za Hurricane'y z 1940 roku.

Samoloty do oglądania z lupą

Samoloty i walki powietrzne narysowane są fenomenalnie. Hurricane'y i maszyny Luftwaffe wyglądają niemal jak na zdjęciach, a pojedynki w powietrzu mają tempo, którego brakuje wielu komiksom lotniczym. Pozsgay zna te konstrukcje dokładnie, od kształtu osłon silnika po to, jak maszyna kładzie się w zakręt. Postacie są rysowane prościej i schodzą na drugi plan.

Wciągnął mnie też język. Autor pilnuje pilockiego slangu i komend, jakie lotnicy wymieniali w powietrzu i dostawali z ziemi. Takich rzeczy nie ma w podręcznikach do historii.

Polacy, których trudno było utrzymać w szyku

Uwagę zwracają szczególnie fragmenty o polskim temperamencie. Nasi piloci potrafili nawet podczas lotów szkoleniowych oderwać się od formacji, żeby dopaść niemiecki samolot. Tak zresztą było naprawdę - 30 sierpnia 1940 roku Ludwik Paszkiewicz w trakcie lotu ćwiczebnego wyłamał się z szyku i zestrzelił Messerschmitta Bf 110. Było to pierwsze zwycięstwo dywizjonu w bitwie o Anglię, a następnego dnia jednostkę uznano za gotową do walki.

Podobnych szczegółów jest w albumie sporo i większości nie ma w szkolnych podręcznikach. Nie znam się na uzbrojeniu ani na wersjach samolotów, a mimo to czytałem bez poczucia, że ktoś zasypuje mnie żargonem. Jako laik wyszedłem z tej lektury z całkiem sporą porcją wiedzy.

Wydanie

Polskie wydanie ukazało się niemal razem z francuskim oryginałem. We wrześniu 2026 roku album wyszedł po francusku, polsku i węgiersku. Scream Comics wydał go w twardej oprawie i formacie 240 x 320 mm. Przełożył Jacek Bartecki. Wersja standardowa kosztuje 74,99 zł, a limitowana z obwolutą i plakatem 79,99 zł.

Komiksów wojennych nie zbieram i raczej nie zacznę. „Dywizjon 303” czytałem jednak z zapartym tchem i postawię go na półce obok morskich albumów Screamu. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się podrzucić go synom, by zobaczyli jak pasjonująca może być lektura wojenne opowiedziana obrazem.

Okładka komiksu
Polecana lektura

Dywizjon 303

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Szukaj na blogu