Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Mój przyjaciel Kim Dzong Un”. Recenzja komiksu

„Mój przyjaciel Kim Dzong Un”. Recenzja komiksu

Do wielu rzeczy można się w życiu przyzwyczaić. Do hałaśliwych sąsiadów, korków na ulicach, a nawet do kolejnych podwyżek cen. Ale mieszkać zaledwie kilka kilometrów od państwa posiadającego broń atomową, którego przywódca co pewien czas grozi kolejną wojną? Tego akurat wolałbym nie sprawdzać na własnej skórze. Tymczasem na koreańskiej wyspie Ganghwa można siedzieć na tarasie z kubkiem kawy, obserwować psy biegające po podwórku i słuchać dochodzącego z oddali huku artylerii. I nie jest to żadna wojskowa inscenizacja ani scena z filmu. To zwyczajna codzienność ludzi mieszkających w pobliżu granicy dwóch Korei.

Nie wiem, czy potrafiłbym po prostu wzruszyć ramionami na kolejny wystrzał. Tym bardziej że nie chodzi o chwilowy kryzys, lecz o konflikt ciągnący się przez całe pokolenia. Od tej bardzo przyziemnej strony Keum Suk Gendry-Kim zaczyna „Mojego przyjaciela Kim Dzong Una”.


Komiks wydało w Polsce wydawnictwo Kultura Gniewu w przekładzie Łukasza Janika. Album ukazał się pierwotnie w Korei Południowej w 2024 roku nakładem wydawnictwa Isup. Autorkę znamy już między innymi z „Trawy”, „Czekania” oraz „Pieskiego szczęścia”. Dwa pierwsze tytuły opowiadały o bolesnych doświadczeniach Koreańczyków, a najnowsza publikacja stanowi swoiste dopełnienie tych historii. Co ciekawe, sama artystka traktuje te trzy albumy jako pewną całość. Przyznam, że spodziewałem się przede wszystkim biografii północnokoreańskiego dyktatora. Tymczasem otrzymałem znacznie szerszą opowieść o dwóch państwach, ich skomplikowanej historii i mieszkańcach, którzy od pokoleń żyją z konsekwencjami politycznych decyzji.

„Pieskie szczęście” – recenzja komiksu Keum Suk Gendry-Kim | Kultura Gniewu
Recenzja komiksu „Pieskie szczęście” Keum Suk Gendry-Kim – poruszająca opowieść o psach, człowieku i społeczeństwie Korei Południowej. Komiks wydany przez wydawnictwo Kultura Gniewu.

Dyktator z dawnej szkolnej ławki

Gendry-Kim mieszka z mężem na wyspie Ganghwa, niedaleko północnokoreańskiej granicy. O ile sama okolica wygląda niemal sielsko, o tyle pobliskie manewry wojskowe skutecznie psują poczucie bezpieczeństwa. Rozmowy o możliwej ucieczce, a nawet o zdobyciu uprawnień do prowadzenia łodzi, nie są więc wyłącznie żartami. Autorka zaczyna zastanawiać się, dlaczego musi bać się wojny, której nie wywołała. Wraca pamięcią do dzieciństwa, kiedy w południowokoreańskich szkołach wpajano uczniom obraz mieszkańców Północy jako śmiertelnych wrogów. Aby zrozumieć teraźniejszość, postanawia przyjrzeć się Kim Dzong Unowi. Śledzi jego pochodzenie, dzieciństwo w cieniu rządzącego klanu, naukę pod przybranym nazwiskiem w Szwajcarii oraz zamiłowanie do koszykówki. Poznajemy wspomnienia szkolnego kolegi, dla którego późniejszy dyktator był po prostu cichym chłopakiem zainteresowanym sportem, filmami i komputerami. Później przychodzi rok 2011, śmierć Kim Dzong Ila i przejęcie władzy przez jego syna.

Ale ta droga prowadzi znacznie dalej niż do pałaców w Pjongjangu. Gendry-Kim sięga po materiały archiwalne i dawne wywiady, ale najciekawiej robi się wtedy, gdy oddaje głos konkretnym ludziom. Szczególnie zapadła mi w pamięć relacja kobiety, która uciekła z Korei Północnej. Opowiada o więzieniu i o tym, jak własnym ciałem trzeba było płacić za szansę na przeżycie. Trudno przejść obojętnie obok takich słów, zwłaszcza gdy pomyśli się o wszystkich oficjalnych przemówieniach i zapewnieniach tamtejszych władz. Z kolei były prezydent Korei Południowej Moon Jae-in wraca do prób porozumienia z Pjongjangiem. Poznajemy również historie ludzi uwikłanych w polityczne oskarżenia po południowej stronie granicy. Osobny wątek dotyczy Pepino, Koreańczyka, którego wojna rzuciła aż do Kolumbii. W rezultacie zamiast jednej biografii otrzymujemy mozaikę świadectw o tym, jak długo potrafi trwać wojna, choć formalnie obowiązuje zawieszenie broni.

Znacznie trudniej zrozumieć, niż osądzić

Bardzo spodobała mi się reporterska ostrożność autorki. Keum Suk Gendry-Kim nie udaje, że zna myśli dyktatora, i nie dopisuje mu motywacji na podstawie anegdot z czasów szkolnych. Właśnie dlatego wspomnienia o chłopaku grającym w koszykówkę są tak niewygodne. Przypominają, że dyktator nie pojawił się na świecie z gotowym podręcznikiem okrucieństwa pod pachą. Nie oznacza to jednak rozgrzeszenia. Artystka przypomina również o czystkach i przemocy towarzyszących umacnianiu jego władzy. Między próbą zrozumienia człowieka a usprawiedliwieniem jego decyzji jest przecież zasadnicza różnica.

Cenię również to, że spojrzenie autorki nie zatrzymuje się na Północy. Opowiadając o antykomunistycznym wychowaniu i politycznych podejrzeniach w Korei Południowej, pokazuje, jak konflikt potrafi zatruwać życie również po południowej stronie granicy. Nie stawia przy tym znaku równości między obiema Koreami. Raczej przypomina, że strach bywa wygodnym narzędziem polityki, a cenę za jego podsycanie płacą ludzie, których nazwisk nie zobaczymy w nagłówkach gazet.

Sam sposób prowadzenia narracji przypomina śledztwo, w którym każda kolejna relacja przynosi nowe pytania. Rozmowy przeplatają się ze wspomnieniami i komentarzami autorki, a źródłowe dopiski dodatkowo podkreślają dokumentalny charakter tej opowieści. Nie ma tu sensacyjnego odsłaniania tajemnic. Jest cierpliwe sprawdzanie, ile naprawdę da się powiedzieć o człowieku otoczonym szczelną propagandą. Zresztą prowokacyjny tytuł nabiera przez to dodatkowego znaczenia. Można kogoś pamiętać jako szkolnego kolegę, a jednocześnie nie znać go wcale.

Błękit, fiolet i czarny tusz

Pod względem graficznym Keum Suk Gendry-Kim pozostaje wierna swojemu rozpoznawalnemu stylowi. Nie są to ilustracje, przy których zatrzymywałem się na długo, żeby podziwiać każdy detal. Gendry-Kim rysuje prosto, czasem wręcz szkicowo. Bywa, że twarz albo gest oddaje kilkoma pociągnięciami tuszu, a tło pozostawia ledwie zaznaczone. Trudno szukać tutaj dopieszczonych proporcji czy misternych szczegółów, zresztą chyba nie o to jej chodzi. W „Trawie” i „Czekaniu” bazowała na czerni i bieli, tutaj dołożyła kolor. Tyle że nie spodziewajcie się żadnego barwnego szaleństwa. Błękity, fiolety i szarości są mocno przygaszone, nakładane najczęściej szerokimi, jednolitymi plamami. Całość ma przez to charakterystyczny, nieco chłodny wygląd, który całkiem dobrze pasuje do opowiadanej historii.

Całkiem dobrze wypada również kadrowanie. Gendry-Kim swobodnie operuje wielkością i rozmieszczeniem ilustracji, nie ograniczając się do sztywnego podziału plansz. Potrafi odpowiednio rozłożyć akcenty, zmieniać perspektywę i zachować czytelność nawet podczas dłuższych dialogów. Dzięki temu narracja wizualna jest płynna. Nie mam większych zastrzeżeń do samego warsztatu rysowniczki, ale trudno też powiedzieć, żebym podczas lektury szczególnie zachwycał się jej pracami. Są poprawne, mają własny charakter i dobrze komponują się ze scenariuszem, jednak nie wywołują większego efektu „wow”. Zresztą w przypadku „Mojego przyjaciela Kim Dzong Una” zdecydowanie ważniejsze okazuje się to, co autorka ma do opowiedzenia, niż sama forma graficzna. Rysunki spełniają swoją funkcję i właściwie tyle mi tutaj wystarcza.

Co działa, a co uwiera?

Największą zaletą albumu jest dla mnie umiejętność sprowadzenia ogromnego politycznego konfliktu do skali zwyczajnego życia. Szczególnie miłym akcentem okazał się powrót Kartofla i Marchewki, psów znanych z „Pieskiego szczęścia”. Zwierzęta nie mają pojęcia, czym jest geopolityka, ale doskonale wiedzą, kiedy należy przestraszyć się huku. Ten niewielki element sprawia, że za wszystkimi datami i nazwiskami wciąż widzimy dom, o który ktoś się martwi. Podobnie działają bardziej osobiste wypowiedzi rozmówców: tam, gdzie kończy się język dyplomacji, zaczyna się opowieść, której naprawdę chce się słuchać.

Nie będę jednak udawał, że wszystko zagrało równie dobrze. Gendry-Kim zebrała tyle materiału, że momentami ma problem z jego selekcją. Fragmenty dotyczące dyplomacji bywają przegadane, a rozbudowane wypowiedzi sprawiają, że komiks traci rytm i zaczyna przypominać zapis wywiadu. Jednocześnie historie niektórych bohaterów, zwłaszcza kobiet z Północy, aż proszą się o dodatkowe strony. Trochę szkoda, że autorka tak szybko zostawia te osoby, by przejść do kolejnego tematu. Bywały też chwile, w których natłok faktów przysłaniał mi emocje, jakie wcześniej potrafiła wywołać pojedynczym obrazem. No i mimo wszystko szkoda, że w tej rozbudowanej opowieści tak niewiele miejsca poświęcono samemu Kim Dzong Unowi. Rozumiem zamysł autorki, ale skoro zdecydowała się umieścić jego nazwisko w tytule, trudno nie oczekiwać nieco więcej.

Mimo tych zastrzeżeń „Mój przyjaciel Kim Dzong Un” uważam za bardzo udany reportaż komiksowy, choć nie tak równy i przejmujący jak najlepsze prace Gendry-Kim. Polecam go szczególnie czytelnikom zainteresowanym historią, polityką oraz tym, jak decyzje przywódców odbijają się na życiu zwykłych ludzi. Kto szuka szczegółowej biografii dyktatora albo wartkiej akcji, może się rozczarować. Ja dostałem coś ciekawszego: opowieść, która nie pozwala oglądać Korei wyłącznie przez pryzmat dziwacznych parad wojskowych i telewizyjnych komunikatów. Bo z perspektywy wygodnego fotela huk artylerii jest tylko dźwiękiem w wiadomościach. Na wyspie Ganghwa nie da się go wyciszyć pilotem.

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Mój przyjaciel Kim Dzong Un"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Mój przyjaciel Kim Dzong Un”
Wydawca Kultura Gniewu
Scenarzysta Keum Suk Gendry-Kim
Rysownik Keum Suk Gendry-Kim
Tłumacz Łukasz Janik
Rok wydania 2026
Format 165x225 mm
Okładka miękka
Liczba stron 292 (kolor)
Cena okładkowa 79,90 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Szukaj na blogu