„Murena. Cykl pierwszy: Matka" - Rzym, który psuje od środka
„Murena" Dufaux i Delaby'ego to klasyk frankofońskiego komiksu historycznego. Intrygi, trucizna, ambicja, dwór i Neron, który dopiero uczy się zepsucia. Wznowienie Egmontu, na które warto było czekać.
Na „Murenę” w takim wydaniu czekałem długo. Nie zebrałem wcześniejszej polskiej edycji, więc powrót tej serii na rynek za sprawą Egmontu był dla mnie jedną z tych zapowiedzi, na którą mocno czekałem. Zwłaszcza że mówimy o komiksie, który na rynku frankofońskim ma status pozycji kultowej, a wśród opowieści historycznych o starożytnym Rzymie uchodzi za jeden z tytułów obowiązkowych.

„Murena. Cykl pierwszy: Matka” zbiera cztery pierwsze albumy serii: „Purpura i złoto”, „Z piasku i krwi”, „Najlepsza z matek” oraz „Idący na śmierć”. To początek większej sagi Jeana Dufaux i Philippe’a Delaby’ego, ale zarazem zamknięta opowieść o rodzeniu się potwora. Nie w sensie dosłownym, bo młody Neron nie jest tutaj od pierwszych stron szaleńcem ani karykaturalnym tyranem.
Dufaux pokazuje raczej chłopaka wrzuconego w toksyczne środowisko, które powoli zaczyna go zmieniać. Rzym jest w tym komiksie nie tyle miejscem akcji, ile chorobą. Zakaża ambicją, strachem, pożądaniem i przekonaniem, że każdą przeszkodę można usunąć, jeśli ma się dość wpływów, pieniędzy albo trucizny.

To bardzo dobry komiks dla tych, którzy lubili serialowy „Rzym” albo „Those About to Die”. Jest tu podobny rodzaj fascynacji światem, w którym polityka miesza się z seksem, rodzina z interesem, a religia, godność i prawo bardzo szybko ustępują przed walką o władzę. Pałace, areny, uczty, sypialnie, zaułki i koszary są elementami tej samej układanki. Wszędzie ktoś podsłuchuje, ktoś kogoś kupuje, ktoś komuś grozi, ktoś komuś służy, a później zdradza.

Dufaux jak zwykle mistrzowsko tka sieć intryg. To scenarzysta, który lubi mrok, namiętności i bohaterów wciąganych w układy. W „Murenie” widać to bardzo dobrze. Tytułowy Lucjusz Murena, postać fikcyjna wrzucona między historyczne figury, początkowo wydaje się kimś, kto powinien prowadzić czytelnika przez całą historię. Szybko okazuje się jednak, że w zasadzie gra na drugim planie. Bywa świadkiem, ofiarą, synem szukającym prawdy o śmierci matki. Prawdziwe centrum ciężkości leży przy Klaudiuszu, Agrypinie, Brytaniku i Neronie. Murena daje nam perspektywę człowieka, który nie siedzi co prawda na tronie, ale już płaci cenę za to, że znalazł się zbyt blisko tronu.

Najciekawiej wypada tu właśnie Neron. Łatwo byłoby napisać go jako gotowego potwora, człowieka od początku skazanego na obłęd i okrucieństwo. Dufaux wybiera ciekawszą drogę. Jego Neron jest młody, podatny na wpływy, trochę zagubiony, a jednocześnie coraz bardziej świadomy tego, co daje absolutna władza. Najmocniej działa na niego matka. Agrypina nie jest tu ciepłą, opiekuńczą figurą, lecz jednym z najgorszych ludzkich potworów w całym komiksie. Pcha syna ku tronowi, lecz robi to tak, jakby tworzyła narzędzie dla siebie.

Tytuł „Matka” jest więc bardzo przewrotny. Macierzyństwo w tym cyklu nie daje bezpieczeństwa. Jest kolejną formą kontroli. Pierwszy cykl „Mureny” jest opowieścią o środowisku, które produkuje tyranię. Neron jeszcze nie płonie pełnym ogniem, ale iskry już są wszędzie. I to dosłownie - na kartach pojawiają się pierwsze jaskółki jego obsesyjnego zainteresowania ogniem.
Murena. Cykl pierwszy: Matka
Znakomita opowieść przygodowo-historyczna słynnego scenarzysty Jeana Dufaux osadzona w czasach Nerona! Pierwszy album zbiorczy zawiera tomy 1–4 oryginalnego wydania serii.
Osobny akapit należy się Philippe’owi Delaby’emu. Nieodżałowany rysownik stworzył tu Rzym pełen detali, ciężaru i zmysłowości. Jego plansze są realistyczne, eleganckie, często bardzo teatralne, ale nie martwe.
To także dzięki jego rysunkom seria nie zestarzała się tak mocno, jak mogłaby sugerować data jej startu. Pierwszy album ukazał się we Francji jeszcze w latach 90., przed wielką falą współczesnej popkulturowej fascynacji Rzymem, którą później napędzały „Gladiator”, serial „Rzym” czy kolejne widowiska o cesarstwie. A jednak „Murena” wciąż czyta się świeżo, jak współczesny thriller historyczny. Może dlatego, że Dufaux i Delaby nie zrobili szkolnej laurki z antycznymi kostiumami.

Warto też pamiętać, że choć „Murena” robi wrażenie świetnie udokumentowanej, nie jest podręcznikiem historii. Historyczne są tu najważniejsze postacie i wiele wydarzeń, ale Lucjusz Murena pozostaje bohaterem fikcyjnym, a całość została ułożona tak, by działała jako opowieść.
Samo wydanie Egmontu cieszy, bo pozwala wygodnie nadrobić cały pierwszy cykl. Są jednak dwie rzeczy, które trochę przeszkadzają. Po pierwsze, wielka szkoda, że przypisy umieszczono na końcu każdego z czterech albumów, a nie bezpośrednio na stronach. Przy takim komiksie komentarze historyczne są naprawdę przydatne, ale konieczność ciągłego skakania na koniec rozdziału wybija z lektury. Po drugie, stylizowana czcionka ma swój klimat, tylko że klimat klimatem, a oczy swoje. Standardowy krój byłby po prostu wygodniejszy. Zwłaszcza dla czytelników, którzy młodzi czują się co najwyżej duchem 😉
Nie są to jednak wady, które przekreślają całość. „Murena. Cykl pierwszy: Matka” to pozycja obowiązkowa dla fanów starożytnego Rzymu i Dufaux. Dla pozostałych bardzo warta uwagi, chociażby ze względu na status tej serii w komiksie frankofońskim i klasę rysunków Delaby’ego. To komiks gęsty, efektowny, brudny od intryg i pełen postaci, które rzadko mówią całą prawdę. A przy tym opowieść o tym, że tyrania nie bierze się znikąd. Czasem zaczyna się w rodzinie, czasem przy stole, czasem w sypialni, a czasem od matki, która kocha władzę przynajmniej równie mocno jak własne dziecko.
Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca.

