Spóźniona rehabilitacja - "Star wars. Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena" - recenzja komiksu

Spóźniona rehabilitacja - "Star wars. Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena" - recenzja komiksu

Są komiksy, które po prostu rozwijają uniwersum. Są też takie, które próbują naprawić błędy pozostawione przez filmy. „Star Wars. Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena”, pierwszy tom najnowszej serii Charlesa Soule'a wydanej w Polsce przez Egmont, zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.

To opowieść rozgrywająca się po wydarzeniach z „Ostatniego Jedi”. Snoke nie żyje, ruch oporu został zepchnięty na margines, a Kylo Ren ogłasza się Najwyższym Przywódcą Najwyższego Porządku. Teoretycznie osiągnął więc wszystko, czego pragnął. Pozbył się mistrza, przejął armię i stanął na czele potęgi zdolnej podporządkować sobie galaktykę. W praktyce jest jednak bardziej zagubiony niż kiedykolwiek. Zabił ojca, zwrócił się przeciwko Luke’owi, został odrzucony przez Rey, a jego pierwsze chwile w roli przywódcy trudno uznać za triumf. Zamiast zająć się rządzeniem, ponownie kieruje uwagę ku człowiekowi, od którego od lat nie potrafi się uwolnić - Darthowi Vaderowi.

Pierwszym przystankiem staje się Mustafar i opuszczona twierdza Vadera. To dobre otwarcie, ponieważ Soule nie traktuje tego miejsca wyłącznie jako efektownej dekoracji. Zamek wyrastający ponad morzem lawy jest materialnym pomnikiem obsesji Anakina Skywalkera, ale dla Kylo staje się również czymś w rodzaju świątyni. Bohater nie przybywa tam po konkretny artefakt ani tajną broń. Szuka przede wszystkim potwierdzenia, że jego własna droga ma sens. W twierdzy spotyka Vaneégo, dawnego sługę Vadera, znanego między innymi z filmu „Łotr 1”. To właśnie on zostaje przewodnikiem Kylo po przeszłości dziadka. Nie jest jednak bezstronnym kronikarzem. Przez lata żył w cieniu swojego pana i nadal spogląda na świat przez pryzmat jego legendy. Podsuwa Kylo starannie wybrane historie, prowadzi go do kolejnych miejsc i utwierdza w przekonaniu, że odpowiedzi na jego problemy znajdują się w życiu Vadera.

Relacja między nimi jest jednym z najmocniejszych elementów albumu. Kylo formalnie ma nad Vaneém pełną władzę, lecz szybko okazuje się, że to sługa kontroluje przebieg ich podróży. Wie, czego młody przywódca chce słuchać, potrafi podsycać jego ciekawość i umiejętnie wykorzystuje jego potrzebę uznania. Soule nie robi z Vaneégo wybitnego manipulatora na miarę Palpatine’a, ale pozwala mu stać się czymś więcej niż chodzącą encyklopedią poświęconą Vaderowi.

Podróż nie kończy się na Mustafarze. Kylo odwiedza również miejsca związane z życiem Anakina Skywalkera i jego rodziny, w tym Naboo oraz Tatooine. Każda z planet odsłania inny fragment przeszłości. Naboo przypomina o Padmé Amidali i o tej części historii Vadera, którą Kylo najchętniej by zignorował. Tatooine prowadzi go natomiast do dzieciństwa Anakina, niewolnictwa, Gardulli i śladów pozostawionych w piaskach Mos Espy. Soule sprawnie przeplata archeologiczną niemal podróż po historii Skywalkerów z akcją, choć nie wszystkie części albumu są równie mocne. Najlepiej wypadają sceny, w których Kylo konfrontuje wyobrażenie Vadera z tym, kim Anakin był naprawdę. Słabiej prezentują się fragmenty, gdy komiks przechodzi w prostszą przygodę i pozwala bohaterowi rozprawiać się z kolejnymi przeciwnikami. Walki są efektowne, ale ich wynik właściwie nigdy nie budzi wątpliwości.

Nie oznacza to jednak, że album cierpi na brak napięcia. Prawdziwy konflikt nie rozgrywa się między Kylo a przeciwnikami, lecz między Kylo a narzuconym przez niego samego obrazem dziadka. Komiks pokazuje człowieka przekonanego, że Darth Vader znał odpowiedzi na wszystkie pytania, podczas gdy czytelnik doskonale wie, iż Vader sam przez większość życia pozostawał niewolnikiem gniewu, strachu i Palpatine’a. Ta różnica między wiedzą bohatera a wiedzą odbiorcy nadaje całej historii gorzką ironię.

I właśnie tutaj „Dziedzictwo Vadera” najmocniej poprawia to, czego zabrakło filmowej trylogii. Nie zmienia Kylo Rena w chłodnego stratega ani dostojnego następcę Sithów. Nadal jest impulsywny, arogancki i podatny na napady gniewu. Soule po prostu pokazuje źródło tych zachowań. W filmach Kylo zbyt często wyglądał jak rozkapryszony młodzieniec demolujący konsole mieczem świetlnym. Jego frustracja szybko stała się memem, a maska przypominała momentami element kostiumu fana Vadera, który za bardzo uwierzył we własną rolę.

Komiks nie usuwa tych cech, lecz nadaje im kontekst. Kylo nie jest parodią Vadera dlatego, że scenarzysta nie zauważa podobieństwa. Jest jego nieudaną kopią, ponieważ sam obsesyjnie próbuje nią zostać. To zasadnicza różnica. Ben Solo nie potrzebuje maski do oddychania ani zbroi podtrzymującej go przy życiu. Zakłada ją, ponieważ wierzy, że dzięki niej stanie się kimś potężniejszym, bardziej zdecydowanym i godnym dziedzictwa swojej rodziny.

Największą sprzeczność tej postaci Soule wydobywa zresztą bardzo wyraźnie. Człowiek głoszący, że należy pozwolić przeszłości umrzeć, nie potrafi przeżyć nawet kilku chwil bez oglądania się za siebie. Odrzuca Luke’a, Leię i Hana, ale bez przerwy szuka akceptacji martwego dziadka. Twierdzi, że zamierza stworzyć nowy porządek, a jednocześnie odwiedza miejsca związane z Vaderem niczym pielgrzym przemierzający kolejne sanktuaria.

Szkoda tylko, że tę wersję Kylo Rena otrzymujemy tak późno. „Skywalker. Odrodzenie” wszedł do kin w 2019 roku, a więc wiele lat przed polskim wydaniem omawianego albumu. Filmowa historia Bena Solo została zakończona, dyskusje wokół sequeli zdążyły przygasnąć, a dla ogromnej części widzów Kylo na zawsze pozostanie zmarnowanym antagonistą o interesującym punkcie wyjścia, lecz chaotycznie poprowadzonym rozwoju. Dopiero teraz kolejne komiksy próbują uporządkować jego motywacje i zbudować most między dwiema ostatnimi częściami trylogii.

Warto przy tym zaznaczyć, że nie patrzę na Bena Solo i Kylo Rena wyłącznie przez pryzmat Jacena Solo, czyli późniejszego Dartha Caedusa ze starego Expanded Universe. Podobieństwa między tymi postaciami są oczywiste: obaj pochodzą z rodziny obciążonej legendą, obaj odwracają się od bliskich i obaj schodzą na ciemną stronę, przekonani, że ich wybory służą czemuś większemu. Trudno więc dziwić się porównaniom, zwłaszcza wśród czytelników dobrze pamiętających dawny kanon.

Nie uważam jednak, by Kylo Rena należało oceniać wyłącznie jako słabszą wersję Dartha Caedusa. To dwa osobne byty, stworzone w innych realiach i oparte na nieco innych konfliktach. Jacen był bohaterem rozwijanym przez lata, a jego upadek wyrastał z doświadczeń wojennych, filozoficznych poszukiwań i przekonania, że tylko on potrafi ocalić galaktykę. Ben Solo jest przede wszystkim człowiekiem przygniecionym dziedzictwem własnej rodziny, manipulowanym od dzieciństwa i rozpaczliwie próbującym zbudować tożsamość na cudzym micie. Jeden staje się tyranem, ponieważ uwierzył we własną rację. Drugi próbuje zostać potworem, ponieważ nie wie, kim miałby być bez maski.

Dlatego w tej recenzji traktuję Kylo Rena jako samodzielną postać, a nie zamiennik Jacena Solo. Można żałować, że filmowa trylogia nie dała mu równie konsekwentnie poprowadzonej historii, ale nie ma sensu sprowadzać go do kopii bohatera z Legend. „Dziedzictwo Vadera” najlepiej działa właśnie wtedy, gdy pozwala Benowi Solo istnieć na własnych zasadach i rozwija te cechy, które od początku należały wyłącznie do niego.

Można oczywiście powiedzieć, że właśnie po to istnieje rozszerzone uniwersum. Problem pojawia się wtedy, gdy dodatkowa historia nie tyle wzbogaca filmy, ile musi tłumaczyć podstawowe decyzje ich głównego bohatera. Komiks powinien być uzupełnieniem, a nie instrukcją obsługi postaci, której twórcy kinowej trylogii nie potrafili konsekwentnie rozwijać.

Od strony graficznej album prezentuje się bardzo solidnie. Luke Ross dobrze radzi sobie zarówno z monumentalnymi lokacjami, jak i ze scenami akcji. Mustafar jest duszny, ciężki i niemal piekielny, Tatooine odpowiednio jałowe, a pałace i ruiny Naboo przypominają o dawnej świetności planety. Kylo wygląda groźnie, lecz nie zostaje całkowicie pozbawiony emocji. Ross potrafi pokazać jego niepewność drobną zmianą spojrzenia lub postawy, bez przesadnego eksponowania mimiki. Kolory Nolana Woodarda dobrze podkreślają różnice między odwiedzanymi światami, choć wizualnie album pozostaje raczej bezpieczny i nie próbuje wypracować szczególnie oryginalnego stylu.

Pierwszy tom nie jest pozbawiony problemów. Wyraźnie pełni funkcję wprowadzenia do większej historii, dlatego część wątków zostaje jedynie zasygnalizowana. Vaneé chwilami mówi zbyt zagadkowo, jakby każde jego zdanie musiało zapowiadać przyszłą tajemnicę, a kolejne etapy wyprawy zaczynają układać się według podobnego schematu: przybycie na planetę, odkrycie fragmentu przeszłości, konfrontacja i następna wskazówka. Czytelnik oczekujący opowieści samodzielnej może więc zamknąć album z poczuciem, że przeczytał dopiero pierwszy akt.

Mimo to „Rządy Kylo Rena” są udanym otwarciem serii. Soule dobrze zna zarówno historię Vadera, jak i psychikę jego wnuka, dlatego nie ogranicza się do prostego odcinania kuponów od popularności obu postaci. Tworzy opowieść o człowieku, który odziedziczył potężne nazwisko, ale nie potrafi zdecydować, które elementy rodzinnej historii chce przyjąć, a które zniszczyć.

To nadal nie jest pełna rehabilitacja Kylo Rena. Jeden komiks nie naprawi niespójności całej trylogii. Pokazuje jednak, że pod maską od początku kryła się postać znacznie ciekawsza niż filmowa imitacja Dartha Vadera. Największy żal budzi więc nie to, że Charles Soule próbuje dziś nadać jej głębię. Żal budzi fakt, że robi to dopiero wiele lat po tym, jak filmy powinny były wykonać tę pracę same.

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Dziedzictwo Vadera. Rządy Kylo Rena.”
Seria Star wars
Wydawca Egmont
Scenarzysta Charles Soule
Rysownik Luke Ross, Stefano Raffaele
Kolorysta Nolan Woodard
Tłumacz Jacek Drewnowski
Rok wydania 2026
Format 165x255mm
Okładka Miękka
Liczba stron 152 (kolor)
Cena okładkowa 49,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Obserwuj Blog o komiksach w Google