Przejdź do treści

Wielcy Przedwieczni mruczą - „Kothulhu”, recenzja mangi

Wielcy Przedwieczni mruczą - „Kothulhu”, recenzja mangi

Cthulhu jako kot. Właściwie mógłbym na tym zakończyć wyjaśnianie, czego spodziewać się po „Kothulhu” Pandanii, wydanym na naszym rynku przez Waneko. Pomysł jest równie absurdalny, co prosty: przeciętny licealista przygarnia niezwykłego kota, który zamiast wibrysów ma macki. Szybko okazuje się, że na jednym przedstawicielu mitologii Cthulhu się nie skończy. W jego otoczeniu pojawiają się kolejne puchate wersje istot znanych z twórczości H.P. Lovecrafta, a zwyczajne życie zaczyna przypominać wyjątkowo uroczą odmianę kosmicznego koszmaru.

Nie ma tutaj szczególnie rozbudowanej fabuły i trudno traktować to jako wadę, bo Pandania najwyraźniej nigdy nie miała takich ambicji. „Kothulhu” składa się przede wszystkim z krótkich epizodów wykorzystujących jeden bardzo wdzięczny żart: potężne istoty, przy których człowiek powinien postradać zmysły, zachowują się jak koty. Cthulhu może być Wielkim Przedwiecznym, ale kiedy zostaje mruczkiem, pojawiają się problemy doskonale znane każdemu, kto kiedykolwiek dzielił mieszkanie z tymi małymi draniami.

Najwięcej frajdy mają oczywiście czytelnicy znający mitologię stworzoną przez Lovecrafta i później rozwijaną przez innych autorów. Pandania sięga nie tylko po najbardziej rozpoznawalnego Cthulhu. Pojawiają się również Nyarlathotep, Hastur, Yog-Sothoth czy Shub-Niggurath, a kolejne nawiązania stają się częścią żartu. Im lepiej znamy oryginał, tym więcej smaczków jesteśmy w stanie wychwycić. Jednocześnie nie trzeba wertować wcześniej „Necronomiconu” - podstawowa znajomość popkulturowego wizerunku Cthulhu spokojnie wystarczy.

Podoba mi się zwłaszcza kontrast między źródłem inspiracji a tym, co robi z nim Pandania. U Lovecrafta człowiek stykał się z czymś tak niewyobrażalnym, że samo poznanie prawdy o świecie mogło doprowadzić go do obłędu. Tutaj patrzymy na mackowatego kota i zastanawiamy się raczej, czy można go pogłaskać. O rety, to jest głupie. Ale jest głupie dokładnie w taki sposób, w jaki powinno być.

Nie wszystkie żarty trafiają równie dobrze, a epizodyczna konstrukcja po pewnym czasie zaczyna zdradzać swoje ograniczenia. Schemat jest prosty i autor nie próbuje go specjalnie komplikować. Na szczęście manga jest na tyle krótka, że kończy się, zanim jej pomysł zdąży naprawdę zmęczyć.

Pasuje do tego prosta, kolorowa kreska Pandanii. Nie znajdziemy tutaj makabrycznych, przytłaczających wizji kosmicznej grozy. Wielcy Przedwieczni są puchaci, naburmuszeni i zwyczajnie sympatyczni, choć w tle cały czas pobrzmiewa świadomość tego, kim właściwie są.

„Kothulhu” nie próbuje konkurować z poważnymi adaptacjami Lovecrafta. To drobna parodia dla ludzi, którzy na widok Wielkiego Przedwiecznego zamiast uciekać, pomyśleliby: „Kici, kici”. Nie jest to manga, która zostanie ze mną na długo, ale jako lekka ciekawostka dla miłośników kotów i mitologii Cthulhu sprawdza się naprawdę nieźle. A jeśli należycie do obu tych grup jednocześnie, cóż... Pandania właściwie napisała tę mangę właśnie dla was.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Kothulu"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Kothulhu”
Wydawca Waneko
Scenarzysta Pandania
Rysownik Pandania
Tłumacz Michał Chodkowski
Rok wydania 2025
Format 148x210mm
Okładka Miękka
Liczba stron 126 (kolor)
Cena okładkowa 27,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Zapisz się