Star Wars bez Skywalkerów? "Wielka Republika. Bez strachu" - recenzja komiksu

Star Wars bez Skywalkerów? "Wielka Republika. Bez strachu" - recenzja komiksu

Mam wrażenie, że przez ostatnie lata komiksy ze świata Star Wars wpadły w pewną pułapkę. Większość z nich obracała się wokół tych samych bohaterów i tych samych wydarzeń. Luke, Vader, Leia, Boba Fett - świetne postacie, ale ile razy można opowiadać historię pomiędzy kolejnymi filmami? Dlatego, kiedy wystartował projekt „Wielka Republika”, od razu wzbudził moje zainteresowanie. Dzięki wydawnictwu Egmont również polscy czytelnicy mogą zagłębić się w ten wyjątkowy okres historii galaktyki i śledzić losy Jedi równolegle z wydarzeniami przedstawianymi w książkach wydawanych przez Olesiejuk. To zresztą jedna z największych zalet całego projekt wydawniczy - „Wielka Republika” nie jest wyłącznie serią powieści ani komiksów, lecz spójnym wydarzeniem narracyjnym rozgrywającym się jednocześnie na obu tych płaszczyznach. Poszczególne historie wzajemnie się uzupełniają, rozwijają tych samych bohaterów i pokazują różne aspekty konfliktu z Nihilami. Wreszcie można było zajrzeć do epoki, której twórcy nie musieli podporządkowywać filmowemu kanonowi.

„Bez strachu” otwiera główną serię komiksową tego projektu i już od pierwszych stron widać, że twórcy mierzą wysoko. Cavan Scott nie próbuje po raz kolejny opowiadać historii o ratowaniu galaktyki. Zamiast tego buduje zupełnie nową epokę, przedstawia własnych bohaterów i kreśli nowe zagrożenia. To odważne podejście, które w moim odczuciu zdecydowanie się obroniło.

Największą zaletą albumu jest sposób, w jaki pokazano Jedi. Nie są jeszcze zakonem uwikłanym w politykę i biurokrację, jak w prequelach. To Rycerze u szczytu swojej potęgi - pewni siebie, różnorodni i autentycznie przekonani, że mogą uczynić galaktykę lepszym miejscem. Ten optymizm udziela się również czytelnikowi i wyraźnie odróżnia „Wielką Republikę” od większości współczesnych historii osadzonych w uniwersum Star Wars.

Bardzo polubiłem Keeve Trennis - bo zapowiada się, że to ona będzie osią tej serii. To bohaterka, która nie próbuje być kolejną „wybrańczynią”. Popełnia błędy, uczy Największą siłą komiksu są jednak bohaterowie. Keeve Trennis od początku daje się lubić. Jest ambitna, odważna, ale jednocześnie niepozbawiona wątpliwości. Nie próbuje być kolejną wersją Luke'a Skywalkera ani młodego Obi-Wana. Ma własny charakter i własne problemy, dzięki czemu jej droga przez kolejne rozdziały naprawdę angażuje. Bardzo dobrze wypada również mistrz Sskeer. Jego wewnętrzna walka z konsekwencjami wcześniejszych wydarzeń dodaje historii emocjonalnej głębi i pokazuje, że nawet doświadczeni Jedi nie są niezniszczalni. Obok niej pojawia się cała plejada nowych Jedi i choć nie wszyscy dostają równie dużo czasu, wielu z nich zapada w pamięć. Szczególnie Avar Kriss, przedstawiana jako jedna z najwybitniejszych Jedi swojej epoki, robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. Avar również budzi sympatię i więcej jej perypetii poznamy dzięki książkowej serii "Wielka Republika".

Cavan Scott sprawnie buduje poczucie, że galaktyka żyje własnym życiem. Republika się rozwija, powstają nowe placówki, eksplorowane są kolejne regiony kosmosu, a Jedi rzeczywiście pełnią rolę strażników pokoju. Świat wydaje się większy niż w wielu wcześniejszych komiksach osadzonych pomiędzy filmami, które często sprawiały wrażenie zamkniętych w cieniu znanych wydarzeń. Tutaj twórcy mogą kreować własną mitologię i bardzo dobrze z tej możliwości korzystają. To właśnie ta świeżość była jedną z najczęściej chwalonych cech serii także przez amerykańskich czytelników, którzy uznawali „Wielką Republikę” za jedną z ciekawszych inicjatyw współczesnych komiksów Marvela.

Nie oznacza to jednak, że „Bez strachu” jest komiksem pozbawionym wad.

Na pochwałę zasługuje także tempo opowieści. Pierwszy tom nie próbuje od razu opowiedzieć wszystkiego. Autor stopniowo przedstawia bohaterów, nowe miejsca i zasady funkcjonowania tej epoki. Jednocześnie nie zapomina o akcji. Walki są dynamiczne, zagrożenie jest wyraźnie odczuwalne, a kolejne wydarzenia naturalnie prowadzą do finału albumu.

Trzeba też podkreślić jedną rzecz, która czasami bywa błędnie przedstawiana. Choć „Bez strachu” stanowi część projektu „Wielka Republika”, w tym tomie głównymi przeciwnikami nie są Nihilowie. Historia koncentruje się przede wszystkim na tajemniczym zagrożeniu związanym z Drengirami – niezwykle niebezpieczną, pasożytniczą formą życia przypominającą inteligentne, drapieżne rośliny. To właśnie oni odpowiadają za najbardziej niepokojące sceny albumu, wprowadzając do opowieści element niemal horrorowy, rzadko spotykany w komiksach Star Wars. Konflikt z nimi pozwala pokazać Jedi w sytuacji, do której nie są przygotowani – nie walczą z armią ani flotą przeciwnika, lecz z czymś całkowicie obcym i trudnym do zrozumienia. I tu muszę przyznać, że ktokolwiek wymyślił Drengirów odwalił kawał dobrej roboty! Te przerażające roślinki od razu mnie kupiły! Miło, że spece od Gwiezdnych Wojen potrafią jeszcze wymyślić wroga, który nie jest Sithem lub jakimś upadłym Jedi. Jednak czytelnik zostaje delikatnie zaznajomiony z Nihilami, jednak jest to wiedza tak powierzchowna, że - obawiam się - bez znajomości książek, może być mu trudno się odnaleźć w ich kreacji.

Wielka paskudna macka... to nigdy nie wróży nic dobrego

Ogromną rolę odgrywają ilustracje Ario Anindito. Artysta znakomicie odnajduje się w estetyce Wielkiej Republiki. Projekty Jedi są różnorodne, pełne kolorów i charakterystycznych detali. Poszczególni bohaterowie nie zlewają się w jedną masę identycznych postaci, co niestety zdarzało się w niektórych wcześniejszych komiksach Marvela. Równie dobrze prezentują się nowe lokacje - egzotyczne planety czy wnętrza Gwiezdnego Blasku budują poczucie, że faktycznie poznajemy zupełnie nowy fragment galaktyki. Kolory Annalisy Leoni dodatkowo podkreślają atmosferę złotej ery Jedi, kontrastując jasne, pełne nadziei kadry z coraz bardziej niepokojącymi scenami starć z Drengirami.

Nie oznacza to jednak, że album jest pozbawiony wad.

Największym problemem jest momentami zbyt szybkie wprowadzanie nowych postaci. Scott zakłada, że czytelnik szybko zapamięta całą grupę Jedi, jednak nie każdy otrzymuje wystarczająco dużo miejsca, by naprawdę wybrzmieć. Kilku bohaterów pojawia się tylko po to, by wykonać określoną funkcję fabularną, a ich potencjał zostaje jedynie zasygnalizowany. W efekcie niektóre dialogi tracą emocjonalny ciężar, bo trudno przejąć się losem postaci, które dopiero co poznaliśmy. Drugą wadą jest miejscami nierówne tempo narracji. Album otwiera kilka wątków jednocześnie, przez co niektóre sceny wydają się urwane lub zbyt szybko przechodzą do kolejnych wydarzeń. To typowy problem pierwszego tomu większej serii - autor bardziej koncentruje się na rozstawieniu pionków niż na zamknięciu satysfakcjonującej historii.

Momentami można też odnieść wrażenie, że scenariusz zbyt mocno polega na znajomości całego projektu „Wielka Republika”. Sam komiks pozostaje zrozumiały, ale osoby, które nie czytały powieści z tej epoki, mogą mieć poczucie, że pewne wydarzenia dzieją się gdzieś poza kadrem. Z jednej strony to rozumiem, nie bez powodu jest to projekt rozciągnięty na serie komiksowe i książki. Jest budowany na większą skalę i ma zachęcić ludzi do czytania i tego i tego. Jednak no, hm... czy wymuszanie na nim znajomości jednego i drugiego ma sens? Okej, czytając sam komiks nie wiemy czym jest Latarnia Gwiezdny Blask, nie dowiedzą się zbyt wielu o Nihilach i ich paskudnych planach. Punktem wyjścia dla "Wielkiej Republiki" moim zdaniem jest książka "Światło Jedi", a to co wyszło później kręci się wokół tej pozycji niczym jądra.

Mimo tych zastrzeżeń „Bez strachu” jest bardzo udanym otwarciem nowej ery Gwiezdnych Wojen. To komiks, który nie próbuje odcinać kuponów od nostalgii, lecz proponuje coś własnego. Dostajemy nowych bohaterów, nowe zagrożenia i zupełnie inną atmosferę niż w historiach rozgrywających się wokół Skywalkerów. Dla jednych będzie to największa zaleta, dla innych pewnie wada, ale trudno odmówić twórcom odwagi.

Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć, jak wyglądały czasy, gdy Jedi naprawdę byli symbolem nadziei dla całej galaktyki, „Bez strachu” jest świetnym miejscem, żeby rozpocząć komiksową przygodę z Wielką Republiką. To nie jest najlepszy komiks w historii Star Wars, ale z pewnością jeden z najciekawszych początków nowej serii, jakie Marvel zaproponował w ostatnich latach.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Star Wars. Bez strachu"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Bez strachu”
Seria Star Wars
Wydawca Egmont
Scenarzysta Cavan Scott
Rysownik Annalisa Leoni
Kolorysta Luiz Eduardo De Oliveira
Tłumacz Katarzyna Nowakowska
Rok wydania 2023
Format 167x255cmm
Okładka Miekka
Liczba stron 136 (kolor)
Cena okładkowa 49,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Obserwuj Blog o komiksach w Google