Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Ta teksańska krew” #2 - recenzja. Czarna plamka na teksańskim jabłku

Szeryf Joe Bob Coates siada w barze i wraca pamięcią do września 1981 roku. Martwy chłopiec i jego zaginiona siostra. W tle sekta czcząca nietoperze. Drugi tom „Tej teksańskiej krwi” jest mroczniejszy od pierwszego i chyba ciekawszy.

„Ta teksańska krew” #2 - recenzja. Czarna plamka na teksańskim jabłku

Pierwszy tom „Tej teksańskiej krwi” był kryminałem z prowincji, który twardo stał na ziemi. Wszystko zaczęło się od kłótni o żaroodporne naczynie, a przemoc miała bardzo ludzkie pobudki. W drugim tomie Chris Condon i Jacob Phillips skręcają w stronę rzeczy, których szeryf Joe Bob Coates nie wpisze do żadnego raportu.

Jabłko z czarną plamką

Tom otwiera rozmowa Joe Boba z pastorem. A do pastora idzie się wtedy, gdy człowieka coś gryzie. Szeryfa gryzą wydarzenia z pierwszego tomu. Potem Joe Bob siada w barze ze współpracownicą i opowiada jej o sprawie sprzed lat.

Jest wrzesień 1981 roku, a Joe Bob dopiero zaczyna pracę w biurze szeryfa. Na jednym z rancz w hrabstwie Ambrose sekta odprawia rytuał, po którym zostaje martwy chłopiec. Jego młodsza siostra znika bez śladu. Bezradne biuro szeryfa z niechęcią przyjmuje pomoc Harlana Eversaula, prywatnego detektywa spoza hrabstwa. Jego teorie o kulcie brzmią jak wyjęte z taniego horroru, ale z każdym zeszytem trudniej je zbyć.

Czemu te wszystkie sprawy zdarzają się w prowincjonalnym, nudnym miasteczku? W komiksie pada porównanie hrabstwa do jabłka z czarną plamką. Ambrose ma być punktem na mapie Teksasu, w którym gromadzi się zło. Joe Bob długo uważa to za gadanie. Zdanie zmienia powoli, w miarę jak sprawa zaginionych dzieci prowadzi do ludzi czczących nietoperze.

Pierwotnie seria miała się nazywać „Past is Prologue”, co nawiązuje do frazy z „Burzy” Szekspira. W jednym z wywiadów Condon przyznał, że twórcy od początku wiedzieli, że będą wracać w przeszłość. Szekspirowskie echo, które słyszałem w pierwszym tomie, było więc w serii od samego startu.

Bar i rok 1981 na zmianę

Narracja przypomina filmowy thriller. Rozmowa w barze i śledztwo sprzed lat przeplatają się przez cały tom, a każda z tych osi czasu ma własne tempo. Zawsze urywa się w chwili, w której chce się czytać dalej, i wtedy komiks przeskakuje do drugiej. Po kilku takich cięciach odłożenie tomu na później przestaje wchodzić w grę.

Phillips dba o to, żeby czytelnik nie zgubił się w tych skokach. Lata 80. mają przygaszoną paletę, a współczesność jest jaśniejsza. W rozmowie z Comics Bookcase mówił, że część plansz z przeszłości wytuszował tradycyjnie, czego wcześniej nie robił. Kolory to również jego praca. W 2023 roku był za nie nominowany do Nagrody Eisnera, a wśród wymienionych tytułów znalazła się „Ta teksańska krew”.

Rysując ten tom, Phillips ani razu nie był w Teksasie. Budynki do fikcyjnego hrabstwa wyszukiwał, „jeżdżąc” po Google Street View. Na planszach tego nie widać.

Skąd my to znamy?

Sekta w małym miasteczku to motyw ograny, a wpływy popkultury widać tu bez lupy. Autorzy się z nimi nie kryją. Condon mówił dziennikowi Houston Chronicle, że jedną z jego największych inspiracji było „Blood Simple”, debiut braci Coen. Phillips przyznał w Comics Bookcase, że mniej więcej tydzień przed rysowaniem tych zeszytów skończył oglądać drugi sezon „Fargo”. Zmęczony szeryf, który zastanawia się, skąd w ludziach tyle zła, przypomina mi z kolei bohatera „To nie jest kraj dla starych ludzi”.

Zarzut, że historia coś przypomina, traci jednak znaczenie, kiedy jest tak dobrze opowiedziana. Ten thriller trudno odłożyć przed finałem.

Muszę też sprostować błąd z recenzji pierwszego tomu. Napisałem tam, że Condon pochodzi z Teksasu. Tymczasem urodził się w Metuchen w New Jersey i mieszka w Jersey City. Teksas poznał na studiach dzięki koledze z tego stanu i jego rodzinie (Houston Chronicle). Każdy scenariusz wysyła znajomym z Teksasu z pytaniem, czy ktoś tam by w ogóle tak powiedział.

Werdykt

Drugi tom podobał mi się bardziej od pierwszego. Jest mroczniejszy i odważniej wchodzi tam, gdzie kryminał styka się z horrorem. Jeśli jedynka wydała wam się zbyt przyziemna, dwójka może was przekonać do serii.

Okładka komiksu
Polecana lektura

Ta teksańska krew #2

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii

Hrabstwo Ambrose szykuje się też do przeprowadzki na ekran. W maju 2026 roku serwis Deadline podał, a Image Comics potwierdziło w komunikacie, że stacja FX rozwija serial na podstawie komiksu. Scenariusz piszą Jim Mickle („Sweet Tooth”) i E.L. Katz, a Mickle ma też reżyserować. Condon jest producentem wykonawczym, Phillips współproducentem wykonawczym. W momencie ogłoszenia nie podano obsady ani daty premiery.

„Ta teksańska krew” jako serial. FX rozwija adaptację komiksu Image Comics
„Ta teksańska krew” może trafić na mały ekran. Jak poinformowało Image Comics, stacja FX rozwija serial dramatyczny oparty na komiksie „That Texas Blood” Chrisa
“Ta teksańska krew” #1. Mocny kryminał z teksańskim kurzem i szekspirowskim echem
KBoom po raz kolejny udowadnia, że ma nosa do importowania perełek z amerykańskiego rynku. „Ta teksańska krew” to pierwszy tom neo-westernowego kryminału od Ima

[WSPÓŁPRACA REKLAMOWA] Egzemplarz komiksu na potrzeby recenzji dostarczył wydawca. Wydawca nie miał wpływu na moją opinię i nie czytał tekstu przed publikacją.

Szukaj na blogu