"Terrea". Recenzja komiksu

"Terrea". Recenzja komiksu

„Terrea” - piękny sen, który nie chce się do końca wyjaśnić

„Terrea” Ricardo Cabrala to dla mnie zetknięcie się z komiksem innym niż - mówiąc w dużym uproszczeniu - superhero. Dzieło portugalskiego artysty zaciekawiło mnie chociażby tym, że jest w głównej mierze czarno-białe. Tym chętniej zabrałem się do lektury. I muszę przyznać, że mimo wszystko, mam mieszane uczucia.

Album ukazał się u nas nakładem wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy, a za jego przekład odpowiada Jakub Jankowski. Jest to komiks, który od pierwszych stron pokazuje, że nie zamierza prowadzić czytelnika za rękę. Nie ma tu wygodnego wejścia do świata, długiego tłumaczenia mitologii ani bohatera, który spokojnie oprowadzi nas po fabule. Autor wrzuca nas od razu w sam środek wykreowanej przez siebie rzeczywistości, jakbyśmy trafili tam spóźnieni, gdy wiele ważnych rzeczy już się wydarzyło, a nikt nie ma zamiaru zatrzymywać akcji tylko po to, żeby nam wszystko wyjaśnić. Tu muszę przyznać, że zabieg jest sensowny… ale. Ale o tym za chwilę.

Jest tajemnicze miasto, bogini, Trzy Cienie, wędrowiec, armia, inny świat. Pojawia się sporo pytań: o zasady tego uniwersum, o przeszłość bohaterów, o znaczenie symboli itp. Nie na wszystkie dostajemy odpowiedzi. A nawet jeśli jakieś wyjaśnienia się pojawiają, to zwykle nie układają świata w prostą, przejrzystą całość. I tu kontynuuję myśl z poprzedniego akapitu. Zabieg ten jest sensowny, ale w przypadku serii która ma więcej niż jeden tom, kiedy to z czasem uzyskujemy odpowiedzi na pytania, które pojawiły się na samym początku. Przyznaję, że musiałem przeczytać ten komiks dwa razy. Niestety, odpowiedzi nie przyszły z czasem.

Myślę, że właśnie dlatego ten album jest tak ciekawy.

Cabral nie trzyma nas za rękę i nie tłumaczy: „tu dzieje się to, a postać czuje tamto”. Trzeba się samemu domyślać, składać te puzzle z drobnych gestów, z tego, jak bohaterowie na siebie patrzą albo w którą stronę idą. Czytelnik musi zaakceptować lekkie zagubienie, bo „Terrea” nie jest komiksem, który chce być w pełni oswojony. Rozumiem - albo raczej domyślam się - co autor chciał w ten sposób osiągnąć (o ile faktycznie chciał osiągnąć, to co myślę że chciał) ale nie do końca to do mnie przemawia. Chyba jestem na tyle prostym człowiekiem, że wolę więcej wyciągnąć z tekstu (w tym przypadku z tekstu i ilustracji) niż musieć się zbyt wielu rzeczy domyślać.

Największa siła albumu leży w rysunku. Plansze, miejscami jak na mój gust rysowane bardzo prosto - co nie znaczy, że brzydko - kojarzą mi się z notatnikiem podróżnika, który szkicuje na szybko coś, co widział w trakcie swojej podróży. Cabral ma własną miękkość kreski i świetne wyczucie przestrzeni. Potrafi jednym kadrem zasugerować, że patrzymy na cywilizację starszą niż język, którym próbujemy ją opisać. Owszem, to nie styl Romity Jr., Buscemy czy Checchetto. Styl Portugalczyka jest tak inny od rysowników, których znam z Marvela, DC czy chociażby Image… że mają w sobie coś, co zwraca uwagę. Kilka kadrów naprawdę przypadło mi do gustu.

Mam wrażenie, że autor często bazuje na niedopowiedzeniu, że nam patrzeć, błądzić wzrokiem po kadrach i samemu układać sens z okruchów - a przynajmniej ja tak miałem. Jeśli szukacie szybkiej akcji, będziecie ziewać. Ale jeśli lubicie komiksy, które zostają w głowie przez kilka dni po odłożeniu ich na półkę – takie, nad którymi człowiek się zaduma - to Cabral trafił w punkt. Może właśnie dlatego sam czytałem ten komiks dwa razy? Żeby poznać odpowiedzi na pytania, których nie poznałem podczas pierwszej lektury. To jest dla mnie ten rodzaj komiksu, który doceniasz za to, że traktuje czytelnika poważnie. Nie podaje gotowych rozwiązań. Mimo, że jestem przyzwyczajony do innego schematu, doceniam zamysł scenarzysty. Co mi nie daje spokoju po dziś dzień, to fakt, że środkowa część komiksu jest kolorowa! I przyznaję, że dzięki temu komiks zyskał dużo, a nawet bardzo dużo. Myślę, że gdyby cały był kolorowy, byłby łatwiejszy i czytelniejszy.

Jak na mój pierwszy komiks od bardzo długiego czasu, który nie jest o trykotach czy wielkich gadających robotach, nie żałuję, że w moje ręce wpadła akurat „Terrea”. To nie jest „lekka” lektura, absolutnie. To komiks ciężki, momentami wręcz przytłaczający swoim… no właśnie, czym? Spokojem? Tajemniczością? Zdaję sobie sprawę, że ta pozycja może mieć swoich miłośników lub też grono ludzi, którzy totalnie nie będą jej rozumieli. Ale głęboko wierzę, że znajdą się - oby w większości - tacy, którym mimo pewnych, z braku lepszego słowa, wad, „Terrea” przypadnie do gustu. Ja się do tego grona zaliczam. Nie do końca zrozumiałem co autor chciał przekazać, nie do końca rozumiem co kieruje niektórych bohaterów tej opowieści, nie do końca rozumiem stworzony przez Portugalczyka świat, ale mimo to doceniam jego pracę.

„Terrea” to kawał ciekawego komiksu.

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Terrea"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Terrea”
Wydawca Timof i cisi wspólnicy
Scenarzysta Ricardo Cabral
Rysownik Ricardo Cabral
Tłumacz Jakub Jankowski
Rok wydania 2026
Format 195x270mm
Okładka twarda
Liczba stron 164 (cz.-b. + kolor)
Cena okładkowa 69,00 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.