Thorgal Saga #4. Szron i ogień. Recenzja

Miałem obawy odnośnie czwartego albumu “Thorgal Sagi”, które wynikały głównie z wątpliwości dotyczących rysunków. Tym razem zilustrowanie historii powierzono bowiem Davidowi Etienowi, który stworzył m.in. “Czwórkę z Baker Street” czy jeden z tomów serii “W poszukiwaniu Ptaka Czasu”. To świetny rysownik, ale jego nieco cartoonowa kreska średnio pasowała mi do “Thorgala”.
Okazało się jednak, że obawy te (wywołane w dużej mierze okładką albumu) nie były do końca zasadne. Etien poradził sobie bardzo sprawnie, umiejętnie wpisując się w styl swoich poprzedników. Mamy więc do czynienia z realistyczną i bogatą w szczegóły kreską. Owszem, zdarzają się nieco słabsze kadry, "wygładzone" twarze, czy “cartoonowe” oczy, ale ogólnie rzecz ujmując jest bardzo dobrze.
Album “Szron i ogień” zaliczyć można do tej części przygód Thorgala, które wykorzystują wikińskie motywy. Fabuła opiera się bowiem na wątkach z nordyckiej mitologii i zbliżającym się Ragnaroku. Thorgal wraz zaprzyjaźnionym bardem żegluje w rodzinne strony, ale wyprawę przerywa im sztorm. Jak się okazuje, nie jest to naturalne zjawisko - bohaterowie zostają wciągnięci w wir, który przenosi ich na północne, skute lodem krańce świata (do Krainy Szronu). Królowa Szronu powierza Wikingowi misję - musi zdobyć ogień z Muspellheimu, krainy płomiennych olbrzymów. Bo oczywiście tylko on, jako osoba wymykająca się liniom losu, może uratować świat. Nie mając innego wyjścia, Thorgal wraz z księżniczką Vakvą wyrusza na wyprawę.

Akcja komiksu dzieje się w trzech krainach - szronu, ognia oraz w międzyświecie, gdzie Thorgal ponownie spotyka Strażniczkę Kluczy. Z grubsza motyw “lodowy” może przypominać więc te komiksy, w których bohater odwiedzał Wyspę lodowych mórz. W tym jednak przypadku nie mamy do czynienia z wątkami kosmicznymi. To w całości opowiadanie wykorzystujące mity skandynawskie.

W zasadzie trudno cokolwiek zarzucić czwartej części sagi Thorgala. To sprawnie opowiedziana i ładnie zilustrowana historia. Z całkiem ciekawym twistem fabularnym pod sam koniec. Nie będę jednak ukrywał, że jakoś specjalnie mnie ta opowieść nie porwała. Chyba po raz pierwszy przeczytałem “Thorgala” i z obojętnością odstawiłem go na półkę.

Dobry tydzień z komiksem.
Najważniejsze wiadomości, recenzje i zapowiedzi. Raz w tygodniu.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
To oczywiście tylko moje subiektywne odczucie, bo każdy z Was może inaczej odbierać tę przygodę. Dochodzę do wniosku, że w tych opowieściach o Wikingu (paradoksalnie!) mam już lekki przesyt wszystkich motywów nordyckich i siłowania się z bogami. Tęskni mi się za historiami typu “Alinoe”, “Aaricia”, “Upadek Breath Zaritha” czy sagą z krainy Qa. Ale te czasy już nie wrócą.

Nie zmienia to faktu, że każdy kolejny album o Thorgalu i tak kupię. Co by nie mówić, to wciąż seria, która trzyma całkiem niezły poziom. Kolejny album “Thorgal Saga” ukaże się jeszcze prawdopodobnie w tym roku. Będzie nosił tytuł ”Ruchome Miasto”. Za scenariusz odpowiada Antoine Ozanam, a rysunki wykona Mohamed Aouamri. Z pojawiających się w sieci informacji wynika, że będzie to historia dziejąca się między 17 a 18 albumem serii głównej.




