„Zaklęty 1863”. Powstanie styczniowe spotyka haitańskie voodoo. Opinia o komiksie
Zacznę od ważnej informacji. Blog o komiksach jest patronem medialnym „Zaklętego 1863”, więc kibicowałem temu albumowi od pierwszych zapowiedzi. Mimo to lektura mnie zaskoczyła, a to przy komiksach historycznych zdarza mi się rzadko.

Powstanie styczniowe doczekało się już komiksów. Na 150. rocznicę Hmmm Studio i Fundacja Gdzie przygotowały interaktywny komiks „Kosy wojny. 1863”, sfinansowany przez Muzeum Historii Polski. Nie przypominam sobie jednak polskiego albumu, który zszywałby rok 1863 z rewolucją haitańską i wierzeniami voodoo. Brzmi to trochę niewiarygodnie, ale w rzeczywistości ma solidny historyczny zaczep. Brawa dla scenarzysty, Klaudiusza Stochmala!

Tym zaczepem są polscy legioniści, których Napoleon wysłał na San Domingo. Trafili tam w latach 1802–1803, żeby tłumić bunt niewolników. Około 4 tys. zginęło w walce lub zmarło na tropikalne choroby, a 120–150 dobrowolnie przeszło na stronę powstańców. Konstytucja wolnego Haiti przyznała im przywileje, a mieszkańcy okolic Cazale do dziś mówią o sobie Le Poloné. Jest i wątek religijny. Na haitańskich obrazach ta sama postać bywa Matką Boską Częstochowską albo Erzulie Dantor, bóstwem synkretycznego wodu. Stochmal i Łysak robią z tej mało znanej historii most między Karaibami a świętokrzyskimi lasami.

Drugim historycznym filarem są Żuawi Śmierci. W ich szeregach walczy główny bohater, a oddział słynął z tego, że bił się do zwycięstwa albo do śmierci. Sformował go w lutym 1863 r. w Ojcowie francuski oficer Franciszek Rochebrune. Ochotnicy przysięgali, że nigdy się nie cofną ani nie poddadzą. Na piersiach nosili białe krzyże. Jako oddział przetrwali około dwóch miesięcy, ale zdążyli wejść do legendy. Odznaczyli się pod Grochowiskami koło Pińczowa, gdzie 18 marca 1863 r. powstańcy gen. Mariana Langiewicza wygrali jedną z najkrwawszych bitew tamtego roku.

Fabuła jest prosta i dobrze, że taka jest. Młody oficer Antoni Badowski trafia ciężko ranny do dworu zagubionego w Górach Świętokrzyskich. Mieszka tam osobliwy szlachcic Ksawery Sokolski ze swoją świtą. Gospodarz i gość prowadzą długie rozmowy o sensie powstania, a w tle dzieją się rzeczy, które ranny bierze za gorączkowe majaki.
Najbardziej kupił mnie klimat. Samotny dworek z dziwnymi domownikami w środku i Moskale krążący po okolicy dają klasyczny układ gotyckiej opowieści, w której bohater nie ma dokąd uciec. Tyle że tym razem rzecz dzieje się w miejscu, które znam. Mieszkam w Radomiu, Góry Świętokrzyskie mam pod ręką i nieraz w nich byłem. To zagrałem jak dodatkowe „uwiarygodnienie” tej historii. A takiej frajdy nie da mi żaden horror osadzony w Nowej Anglii.

Magdalena Łysak rysuje szczegółowo i klasycznie (trochę staroświecko?), w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mundury i wnętrza dworu oddaje z dbałością, jaką kojarzę z ilustracjami w dziewiętnastowiecznych książkach. Rysunki przykuwają wzrok, są duże i czytelne - nie ma tu drogi na skróty i uproszczeń. W rozmowie z Radiem Kielce przyznała, że najtrudniej było rysować stroje i broń. Żeby wiernie oddać rewolwer Colt Navy, twórcy kupili jego replikę i studiowali ją z natury.
Dobry komiks zaczyna się od polecenia.
Odkrywaj tytuły warte uwagi i bądź na bieżąco z komiksowymi premierami.
Możesz się wypisać w każdej chwili.
Dla mnie to jeden z ciekawszych polskich debiutów albumowych tego roku. Album ukazał się nakładem Studia Maz po udanej zbiórce na Kickstarterze. Wersję angielską, zatytułowaną „Enchanted 1863”, można kupić jako e-book na Amazonie. Twórcy spotkają się z czytelnikami w Ostrowcu Świętokrzyskim w ramach cyklu „Ostrowiec w dymkach”, 29 października o 17.30.
Komiks możecie kupić bezpośrednio od autorów:






