Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

GIK wprowadzi akredytacje po krytyce panelu. Organizator obarcza nas odpowiedzialnością za zmianę zasad

Najpierw organizatorowi GIK nie spodobały się tytuły naszych materiałów. Chwilę później zapowiedział wprowadzenie akredytacji dziennikarskich i zaznaczył, że całe środowisko „zawdzięcza to” Blogowi o Komiksach.

GIK wprowadzi akredytacje po krytyce panelu. Organizator obarcza nas odpowiedzialnością za zmianę zasad
fot. https://kaboompics.com/

Marek Turek, organizator Górnośląskiej Imprezy Komiksowej, napisał pod naszym materiałem na YT wprost:

„Nazwy filmów to czysta manipulacja z Twojej strony, po konsultacji z Matyldą właśnie zapadła decyzja o wprowadzeniu akredytacji dziennikarskich na GIKu, na zasadach obowiązujących na innych festiwalach komiksowych”.

Dodał następnie, że dotychczas blogerzy byli traktowani jak część „komiksowej rodziny”, ale ich działalność zawodowa „właśnie uległa profesjonalizacji”, kończąc uwagą: „wszyscy zawdzięczają to Tobie :D”.

Kością niezgody okazały się tytuły naszych nagrań. Organizator uznał je za „czystą manipulację”. Najprawdopodobniej chodzi przede wszystkim o materiał zatytułowany „Elita kontra ‘gorszy sort’ komiksowego internetu”, będący zapisem panelu o dziennikarstwie komiksowym.

Poniżej dalsze próby zastraszania i przerzucania odpowiedzialności za wprowadzenie akredytacji na Blog o komiksach.

Problem w tym, że media nie są stenografami organizatora wydarzenia. To zupełnie standardowa praktyka dziennikarska, że relacja z konferencji prasowej, debaty czy panelu otrzymuje własny tytuł redakcyjny, odnoszący się do najciekawszego lub najbardziej charakterystycznego wątku spotkania.

Gazeta relacjonująca konferencję ministra nie zatytułuje tekstu „Konferencja prasowa ministra z dnia 15 października”, tylko wyciągnie z niej najważniejszą informację. Telewizja nie musi powtarzać nazwy panelu słowo w słowo, a portal internetowy ma pełne prawo nazwać swój materiał tak, jak wynika to z jego oceny przebiegu wydarzenia.

Manipulacją byłoby przypisanie komuś słów, których nie wypowiedział, wycięcie wypowiedzi tak, by zmienić jej sens albo podanie nieprawdziwych informacji. Nadanie własnego, nawet ostrego tytułu relacji nie jest samo w sobie manipulacją – jest normalną decyzją redakcyjną. Tym bardziej że opublikowany został pełny zapis panelu, więc każdy widz mógł sam sprawdzić, czy tytuł odpowiada temu, co wydarzyło się na scenie.

I właśnie tutaj zaczyna się robić ciekawie. Jeśli impulsem do wprowadzenia akredytacji miało być to, że organizatorowi nie spodobał się redakcyjny tytuł niezależnego medium, to pytanie o zakres przyszłej kontroli nad relacjonowaniem GIK przestaje być czysto teoretyczne. Akredytacja ma służyć organizacji pracy mediów, a nie temu, by organizator oceniał, czy sposób opisania imprezy jest dla niego dostatecznie wygodny.

Brzmi znajomo? Oczywiście nie twierdzimy, że GIK właśnie powołuje własny odpowiednik Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Na razie mowa jedynie o akredytacjach. Ale skoro impulsem do ich wprowadzenia ma być sposób, w jaki medium zatytułowało swoje materiały, pojawia się naturalne pytanie: czy przy kolejnej edycji ocenie będzie podlegało tylko to, kto może ustawić kamerę, czy również to, jak później opisze imprezę?

To szczególnie ciekawe, bo scena GIK znajduje się w otwartej hali razem ze stoiskami i publicznością. Co z uczestnikiem nagrywającym telefonem? Dyktafonem? Dziennikarzem robiącym notatki i publikującym tekst po powrocie do domu? Czy powstanie lista mediów pożądanych i tych mniej mile widzianych?

W ramach protestu przeciwko perspektywie tak rozumianej kontroli oraz idąc organizatorom na rękę zdecydowaliśmy się wyłączyć na YouTube nasze nagrania paneli GIK. Osobom zainteresowanym archiwizacją całego wydarzenia możemy przekazać materiały. My natomiast nie chcemy korzystać z nagrań paneli, których organizator po krytycznej relacji odpowiada pomysłem formalnego filtrowania mediów.

Akredytacje same w sobie są normalnym narzędziem organizacyjnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojawiają się jako reakcja na treść niezależnej relacji.

Będziemy z zainteresowaniem czekać na regulamin GIK 2027. Zwłaszcza na punkt mówiący, czy akredytacja daje prawo do relacjonowania imprezy – czy również obowiązek relacjonowania jej w sposób, który spodoba się organizatorom.

PS. Dziś podpadliśmy my, kto będzie następny i spotka się z falą hejtu ze strony organizatora?

Czytaj dalej

Znów poczuć swój Kosmos, „Saint Seiya. Rycerze Zodiaku tom 1” - recenzja

Recenzje komiksów

Znów poczuć swój Kosmos, „Saint Seiya. Rycerze Zodiaku tom 1” - recenzja

Są takie tytuły, przy których naprawdę trudno zachować chłodny dystans. „Saint Seiya. Rycerze Zodiaku” Masamiego Kurumady, którego pierwszy tom ukazał się na naszym rynku nakładem wydawnictwa Waneko, zdecydowanie do nich należy. Anime było przed laty emitowane w Polsce na RTL7 i dla całego pokolenia widzów stało się jednym z pierwszych spotkań z japońską animacją. Sam powrót do Seiyi, Zbroi Pegaza, Kosmosu i całej tej szalonej mieszanki mitologii greckiej z pojedynkami wojowników jest więc czymś

Ta podróż dopiero się zaczyna, „Ostatni elf tom 2” - recenzja

Recenzje komiksów

Ta podróż dopiero się zaczyna, „Ostatni elf tom 2” - recenzja

Pierwszy tom „Ostatniego elfa” właściwie z miejsca skradł moje serce. Akira Sawano sięga po dobrze znane elementy fantasy - dawną wielką wojnę, elfy, duchy, magię czy tajemnice sprzed setek lat - ale opowiada o nich bez przesadnego zadęcia. Zamiast ciężkiego eposu dostałem lekką, sympatyczną przygodę z odrobiną melancholii i światem, w którym magia powoli ustępuje miejsca postępowi. Dlatego po drugi tom, wydany na naszym rynku przez Waneko, sięgałem z naprawdę dużymi oczekiwaniami. I całe szczęś

Szukaj na blogu