Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

„Kongres futurologiczny”. Recenzja komiksu

„Kongres futurologiczny”. Recenzja komiksu

Nie wiem, skąd niektórzy eksperci biorą pewność, z jaką opowiadają nam o przyszłości. Nie mam na myśli tego, co wydarzy się za rok czy dwa, ale prognozy na następne pół wieku. Jeden już ogłasza koniec ludzkości, drugi widzi nas w technologicznym raju, a trzeci zaręcza, że sztuczna inteligencja zwolni człowieka z wszelkiego wysiłku. Czasem mam ochotę zapytać, który z nich naprawdę był w tej przyszłości. I czy chociaż przywiózł stamtąd magnes na lodówkę. Przerażające jednak jest to, gdy okazuje się, że prognozy niektórych wizjonerów zaczynają się sprawdzać...

Zanim jednak zaczniemy urządzać świat naszym prawnukom, wypadałoby chyba ogarnąć ten, w którym sami żyjemy. Od lat kłócimy się o te same sprawy, nie radzimy sobie z konfliktami, biedą ani z konsekwencjami własnych wynalazków. A może cała ta pogoń za wygodniejszą przyszłością skończy się czymś znacznie prostszym? Skoro nie umiemy uporać się z problemami, wymyślimy sposób, żeby przestały nam przeszkadzać. Nawet jeśli wciąż będą istniały.


Podobny pomysł ponad pół wieku temu wykorzystał Stanisław Lem. Jego wizja przyszłości jest chwilami tak niedorzeczna, że trudno powstrzymać śmiech. Gorzej, kiedy po chwili człowiek zaczyna szukać podobieństw do dzisiejszego świata i znajduje ich więcej, niżby sobie życzył. Do tego szalonego miejsca zabrał mnie Rafał Mikołajczyk w komiksowej adaptacji „Kongresu futurologicznego”. I zrobił to znakomicie.

Mikołajczyk ma już na koncie udane spotkanie z Lemem. W 2019 roku nakładem wydawnictwa Booka ukazał się „Niezwyciężony”, jego świetna, niezwykle wierna adaptacja powieści o wyprawie na Regis III. Za ten album otrzymał nagrodę Orient Men w kategorii najlepszy debiut. Tym razem wybrał utwór z 1971 roku, w którym kosmiczną tajemnicę zastępują groteska, satyra i niezły bałagan w ludzkich głowach. Ponownie sam odpowiada za scenariusz, rysunki i kolory. Także i tym razem za wydanie komiksu odpowiedzialne jest wydawnictwo Booka.

Ijon Tichy, znany z innych utworów Lema podróżnik kosmiczny, przybywa do fikcyjnej Costaricany. W jej stolicy, Nounas, odbywa się Ósmy Światowy Kongres Futurologiczny, podczas którego naukowcy mają obradować nad przeludnieniem i przyszłością cywilizacji. Spotkanie organizowane jest w luksusowym hotelu Hilton. Trudno o wygodniejsze miejsce do dyskusji o problemach trapiących świat, prawda? Tyle że za hotelowymi oknami robi się coraz mniej przyjemnie. Na ulicach wybuchają zamieszki, dochodzi do brutalnych starć, a sytuacja wymyka się spod kontroli. Kiedy napięcie jeszcze bardziej rośnie, władze postanawiają sięgnąć również po środki chemiczne.

Wśród nich są „bemby”, czyli bomby miłości bliźniego. Po co rozwiązywać problemy, skoro można sprawić, żeby ludzie przestali się nimi przejmować? Tichy szuka schronienia w podziemnej kanalizacji, ale również tam docierają substancje zmieniające sposób postrzegania rzeczywistości. Zaczynają się halucynacje, ucieczki, dziwaczne spotkania i rozpaczliwe próby ustalenia, co właściwie się wydarzyło. W końcu bohater trafia do przyszłości, gdzie odpowiednio dobrana chemia potrafi zapewnić obywatelom niemal każde pożądane uczucie: radość, spokój, zadowolenie z pracy, a nawet zapomnienie o tym, o czym lepiej nie pamiętać. Tylko czy można ufać światu, który tak łatwo poprawia nam samopoczucie? A to co się dzieje później robi nam niezłą papkę z mózgu. Jeśli czytaliście Lema – wiecie o co chodzi, jeśli jednak jest to wasze pierwsze spotkanie z kongresem, to wierzcie mi, warto przeczytać ten komiks do końca!

Przyznam, że miałem pewne obawy, czy tak specyficzną prozę uda się przełożyć na język komiksu bez zgubienia tego, co u Lema najciekawsze. „Niezwyciężony” miał wyraźny kierunek: wyprawę, tajemnicę i próbę jej rozwikłania. Tutaj co chwilę zmieniają się reguły gry. Kpina z uczonych przechodzi w polityczną awanturę, a później zaczynamy podważać wszystko, co jeszcze chwilę wcześniej wydawało się pewne. Mikołajczyk nie próbuje tego porządkować na siłę. Zachowuje dziwaczny humor, językowe zabawy i gwałtowne zwroty, ale umiejętnie rozpisuje je na sceny, dzięki którym łatwiej nadążyć za szaleństwem Lema.

Dużo daje tu sam Tichy. To facet, który próbuje ocalić zdrowy rozsądek, choć wokół niego ten rozsądek dawno przestał obowiązywać. Pyta, wątpi, irytuje się i popełnia błędy. Raz po raz próbowałem razem z nim zrozumieć, gdzie właściwie skończyła się jedna rzeczywistość, a zaczęła następna.

A pod tym całym wariactwem kryje się coś znacznie mniej zabawnego. Chodzi mi o pomysł, żeby zamiast poprawiać warunki życia, zmienić jedynie sposób, w jaki człowiek je odbiera. Jeśli ktoś dzięki odpowiedniemu preparatowi uważa harówkę za przyjemność, to czy rzeczywiście stał się szczęśliwszy? Czy może po prostu przestał zauważać, że ktoś robi z niego idiotę? Lem nie potrzebował do tego dzisiejszych algorytmów. Wystarczyła mu znajomość ludzi, którzy potrafią uwierzyć w niemal wszystko, o ile dzięki temu jest im wygodniej.

Graficznie „Kongres futurologiczny” zrobił na mnie równie dobre wrażenie jak jego scenariusz. Już po kilku stronach wiedziałem, że z tą kreską będzie mi po drodze. Mikołajczyk rysuje z rozmachem i swobodą, nie próbując na siłę wygładzać wszystkiego, co trafia na papier. Jego ilustracje mają w sobie coś surowego, a przy tym są bardzo atrakcyjne wizualnie. Równie mocno przypadła mi do gustu kolorystyka. Autor umiejętnie dobiera barwy, które w zależności od sytuacji potrafią podkreślić nastrój albo nadać wydarzeniom zupełnie inny charakter. Przyznam, że momentami trudno mi było oderwać wzrok od tych rysunków.

Osobne pochwały należą się kadrowaniu i sposobowi prowadzenia narracji obrazem. Rysownik znakomicie wykorzystuje możliwości komiksu, swobodnie zmieniając kompozycję plansz w zależności od tego, co akurat dzieje się w historii. Czasami prowadzi nas przez wydarzenia spokojnie, pozwalając dokładniej przyjrzeć się otoczeniu, żeby za chwilę gwałtownie przyspieszyć i niemal wrzucić w sam środek rozgrywającego się zamieszania. Szczególnie przypadły mi do gustu sekwencje akcji. Jest w nich mnóstwo ruchu, energii i pomysłowości, a jednocześnie nie miałem problemu ze śledzeniem kolejnych wydarzeń. Mikołajczyk nie trzyma się kurczowo tradycyjnego układu kadrów, chętnie eksperymentuje z ich wielkością i rozmieszczeniem. Takie zabiegi nadają opowieści tempo i sprawiają, że ani przez chwilę nie miałem poczucia wizualnej monotonii.

Zwróciłem też uwagę na ogrom pracy włożonej w stworzenie tego zwariowanego świata. Architektura, futurystyczne pojazdy, najróżniejsze urządzenia czy zatłoczone przestrzenie zostały przedstawione z dużą wyobraźnią i dbałością o szczegóły. Co ważne, artysta nie ogranicza się do jednego sposobu obrazowania. Potrafi oddać zarówno rozmach wielkich, widowiskowych scen, jak i atmosferę bardziej kameralnych wydarzeń. A kiedy fabuła coraz mocniej zahacza o psychodelię i groteskę, również grafika nabiera odpowiedniego charakteru. Wszystko to sprawiło, że z ogromną przyjemnością oglądałem kolejne plansze. Niektórym poświęcałem nawet znacznie więcej czasu, niż wymagało samo przeczytanie dialogów. Po prostu chciałem się nimi nacieszyć.

Doceniam jeszcze jedno: Mikołajczyk nie zrobił z „Kongresu” dostojnego pomnika klasyka. Nie boi się dziwactwa, brzydoty ani zwyczajnie głupich sytuacji. W opowieści o człowieku poszukującym prawdy znalazło się miejsce na dowcip tak absurdalny, że najpierw się śmiałem, a dopiero potem docierało do mnie, jakie to wszystko paskudne. Dlatego mam poczucie, że czytałem pełnokrwisty komiks, a nie ilustrowane opracowanie lektury. Dzięki tej swobodzie dałem się zwyczajnie wciągnąć w całe to zamieszanie, zamiast podziwiać adaptację z bezpiecznej odległości.

Mikołajczyk bardzo dobrze poradził sobie nawet z najbardziej zawiłymi fragmentami prozy Lema. Nie zasypuje czytelnika nadmiarem tekstu, dialogi są odpowiednio rozłożone, a historia zachowuje płynność również wtedy, gdy robi się naprawdę skomplikowana.

Nie znaczy to jednak, że przez „Kongres futurologiczny” można przelecieć, ledwie rzucając okiem na kolejne strony. Niektóre żarty i językowe pomysły Lema wymagają chwili zastanowienia, bo w przeciwnym razie łatwo przeoczyć, z czego właściwie pisarz sobie kpi. Podejrzewam, że niektórych odbiorców może to zwyczajnie zmęczyć. Tyle że trudno mieć o to pretensje do twórcy adaptacji, skoro na takich pomysłach Lem zbudował swój utwór. Nie zamierzam więc doszukiwać się uchybień tylko po to, żeby za wszelką cenę znaleźć coś do skrytykowania. Bo tak naprawdę według mnie ten komiks nie ma wad.

Skończyłem lekturę z ogromną satysfakcją. Po „Niezwyciężonym” dostałem drugą bardzo udaną adaptację Lema, tym razem znacznie bardziej groteskową i psychodeliczną. Polecam ten album wielbicielom pisarza, ale również tym, którzy lubią fantastykę nieco zwariowaną, przewrotną i wymagającą uwagi. Jeśli szukacie prostej przygody z wyraźnie wyznaczoną drogą od początku do końca, możecie się tutaj zdrowo namęczyć. Ja właśnie za tę nieprzewidywalność polubiłem ten komiks.

„Kongres futurologiczny” polecam z czystym sumieniem. Rafał Mikołajczyk po raz kolejny udowodnił, że z twórczością Lema świetnie mu po drodze. Sam chętnie zobaczyłbym w jego wykonaniu kolejną adaptację. A Wam, oprócz sięgnięcia po ten znakomity album, radzę jeszcze jedno: nie pijcie wody z nieznanych źródeł. Szczególnie podczas kongresów naukowych. Bo zwykły kac będzie najmniejszym z Waszych problemów.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Kongres futurologiczny"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Kongres Futurologiczny”
Wydawca Booka
Scenarzysta Rafał Mikołajczyk
Rysownik Rafał Mikołajczyk
Kolorysta Rafał Mikołajczyk
Rok wydania 2026
Format 230 x 320mm
Okładka twarda
Liczba stron 232 (kolor)
Cena okładkowa 176,00 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Szukaj na blogu