Przejdź do treści

Nowy dom, nowe problemy – „Świt X. X-Men. tom 1” - recenzja

Nowy dom, nowe problemy – „Świt X. X-Men. tom 1” - recenzja

Po świetnym „Ród X/Potęgi X” byłem bardzo ciekawy, co Jonathan Hickman zrobi dalej z mutantami. Rewolucja już się dokonała: powstało państwo Krakoa, dawni wrogowie zamieszkali obok siebie, a X-Men przestali prosić ludzkość o akceptację i zaczęli dyktować własne warunki. „Świt X. X-Men”, którego pierwszy tom wydało na naszym rynku wydawnictwo Egmont, miał więc przed sobą trudne zadanie. Spodziewałem się kolejnej wielkiej, zwartej historii rozwijającej pomysły z „Rodu X/Potęg X”. Tymczasem Hickman zrobił mi małego psikusa. Pierwszy tom jest bardziej zbiorem różnych przygód pokazujących, jak wygląda życie mutantów po wielkiej rewolucji. I początkowo nie byłem pewien, czy taki kierunek mi odpowiada.

Krakoa nie jest już tylko schronieniem. To pełnoprawne państwo posiadające własne prawa, język, kulturę, gospodarkę i naprawdę potężne argumenty polityczne. Mutanci po raz pierwszy nie próbują dopasować się do świata ludzi. Budują własny. Problem w tym, że świat wcale nie zamierza spokojnie się temu przyglądać. Na horyzoncie pojawiają się więc kolejni przeciwnicy, polityczne konflikty i zagrożenia sięgające znacznie dalej niż sama Ziemia.

O rety, pomysłów Hickmanowi zdecydowanie nie brakuje. Jeden zeszyt zabiera nas w kosmos, inny skupia się na polityce, jeszcze kolejny przedstawia nowych przeciwników mutantów. Pojawiają się też tajemnice związane z Krakoi i jej mieszkańcami. Początkowo sądziłem, że wszystkie te historie szybko zaczną łączyć się w jeden główny wątek. Nic z tego. Hickman najwyraźniej traktuje pierwszy tom jak wielką skrzynkę z narzędziami: wyciąga kolejny pomysł, pokazuje go czytelnikowi, po czym odkłada na później.

Ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony trudno narzekać na nudę, bo niemal każdy zeszyt oferuje coś innego. Z drugiej - album potrafi sprawiać wrażenie poszatkowanego. Kilka razy naprawdę miałem ochotę powiedzieć: „No dobrze, ale co dalej?”, po czym scenarzysta już zabierał mnie gdzie indziej. Widać jednak, że część tych pozornie luźnych historii jest przygotowaniem gruntu pod wydarzenia, które dopiero nadejdą. Znając Hickmana i jego zamiłowanie do planowania opowieści z ogromnym wyprzedzeniem, raczej nie wierzę, że wszystkie te elementy znalazły się tutaj przypadkiem.

Najbardziej podoba mi się jednak sama Krakoa. Nowe status quo nadal wydaje się jednocześnie fascynujące i trochę niepokojące. Xavier, Magneto, Apocalypse, Cyclops, Wolverine - bohaterowie i dawni złoczyńcy żyją obok siebie, bo po raz pierwszy ważniejsza od starych konfliktów stała się przynależność do jednego narodu. Teoretycznie mutanci stworzyli raj. Tylko że im dłużej na niego patrzę, tym częściej zastanawiam się, czy aby na pewno wszystko jest tutaj tak idealne, jak próbują nas przekonać.

Świetnym przykładem jest spotkanie Xaviera, Magneto i Apocalypse'a ze światowymi przywódcami. Nie potrzeba wielkiej bitwy ani Sentineli rozwalających pół miasta. Wystarczy rozmowa. Mutanci wiedzą, że mają przewagę i po raz pierwszy zachowują się jak ludzie - przepraszam, mutanci - którzy są tego całkowicie świadomi. Muszę przyznać, że takie polityczne przepychanki interesowały mnie momentami bardziej niż kolejne sceny akcji.

Nie zabrakło jednak pomysłów znacznie bardziej szalonych. Chociażby Hordekultura - grupa starszych pań zajmujących się botaniką, które okazują się całkiem poważnym zagrożeniem. Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że będę czytał komiks, w którym grupa uzbrojonych babć daje mutantów popalić, prawdopodobnie bym nie uwierzył. Sam nadal nie wiem, czy ten pomysł jest genialnie absurdalny, czy po prostu absurdalny, ale przynajmniej trudno o nim zapomnieć.

Ważny pozostaje również Cyclops, który wyrasta na jedną z centralnych postaci albumu. Podoba mi się zwłaszcza pokazanie Scotta poza rolą wiecznie spiętego dowódcy. Na Księżycu mieszka właściwie cały klan Summersów i samo obserwowanie tej przedziwnej mutantowej rodziny daje sporo frajdy. Po latach ciągłych tragedii i konfliktów dziwnie przyjemnie zobaczyć tych bohaterów mających wreszcie coś przypominającego dom.

Od strony graficznej album również prezentuje się bardzo dobrze. Leinil Francis Yu ma charakterystyczną, ostrą kreskę, która pasuje do bardziej poważnej strony historii Hickmana. Nie wszystkie plansze zachwycają jednakowo, ale większe sceny, projekty technologii oraz sama Krakoa potrafią wyglądać naprawdę efektownie. Bardzo dobrze wypada także „Giant-Size X-Men: Jean Grey & Emma Frost” narysowany przez Russella Dautermana, którego bardziej elegancki i kolorowy styl stanowi przyjemną odmianę.

„Świt X. X-Men” nie okazał się więc komiksem, którego się spodziewałem. Liczyłem na bezpośrednią kontynuację „Rodu X/Potęg X”, z jednym wielkim konfliktem prowadzącym od pierwszej do ostatniej strony. Dostałem serię mniejszych historii, nowych zagrożeń i pomysłów, z których część dopiero czeka na rozwinięcie. Momentami brakuje przez to wyraźnego głównego wątku, ale jednocześnie cały czas miałem ochotę sprawdzić, jaki kolejny dziwny pomysł Hickman wyciągnie z kapelusza.

I chyba właśnie na tym polega siła tego tomu. Krakoa miała być końcem wieloletniej walki mutantów o własne miejsce. Tymczasem okazuje się dopiero początkiem. X-Men wreszcie dostali swój raj - a ja coraz bardziej podejrzewam, że wcześniej czy później ktoś wystawi im za niego rachunek.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Świt X. X-Men tom 1"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Świt X. X-Men tom 1”
Seria Świt X
Wydawca Egmont
Scenarzysta Jonathan Hickman
Rysownik Leinil Francis Yu, Russell Dauterman
Kolorysta Luiz Eduardo De Oliveira
Tłumacz Marek Starosta
Rok wydania 2023
Format 167x255mm
Okładka Miękka
Liczba stron 240 (kolor)
Cena okładkowa 79,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Zapisz się