„Odzyskać pożądanie”. Recenzja komiksu
Jak bardzo znamy siebie? Jak dużo oczekujemy od naszych ciał, by być szczęśliwszymi? I czy rozkosz to nierozerwalny atrybut nie tylko udanego związku, ale i szczęśliwego obcowania z samym sobą? Łatwo rzucić takie pytania w powietrze, gorzej usiąść z nimi sam na sam, kiedy ciało nagle mówi: nie. Bez negocjacji. Bez instrukcji obsługi. Po prostu zamyka drzwi od środka, a człowiek stoi przed nimi niczym ostatni głupek i zastanawia się, czy to jeszcze jego dom.
Bo przecież żyjemy w przekonaniu, że w tej jednej sprawie mamy przynajmniej minimalną władzę. Możemy nie ogarniać wyższej matematyki, polityki czy ekonomii, ale ciało? Ciało powinno być nasze. Powinno reagować, współpracować, pragnąć wtedy, kiedy „trzeba”, i nie robić zamieszania w najintymniejszych momentach. A kiedy zaczyna je robić, kiedy bliskość przestaje być przestrzenią bezpieczeństwa, a staje się źródłem napięcia, wstydu albo bólu, wtedy pęka coś znacznie głębiej niż tylko fizyczny komfort. Pęka nasze wyobrażenie o sobie.
Dzięki Kulturze Gniewu sięgnąłem po bardzo ciekawą historię opowiedzianą z kobiecej perspektywy, ale niosącą uniwersalny ciężar. Warto dodać, że jest to opowieść autobiograficzna.
„Odzyskać pożądanie” to kolejny komiks Alix Garin, po który możemy sięgnąć po polsku. Trzeba przyznać, że autorka swoimi historiami weszła z przytupem do świata komiksu. Omawiany przeze mnie album zdobył Nagrodę Publiczności France Télévisions na Festiwalu w Angoulême w 2025 roku.



Alix ma dwadzieścia jeden lat i zaczyna nowy etap życia. Przenosi się do Brukseli, mieszka ze swoim chłopakiem Lucasem, kończy studia, łapie pierwszą pracę i próbuje dopchnąć do przodu swój debiutancki komiks. W teorii wszystko wygląda obiecująco. W praktyce codzienność szybko robi się cięższa, niż zapowiadały to plany. Praca, terminy, zmęczenie, wspólne mieszkanie, życie towarzyskie, związek - wszystko zaczyna toczyć się naraz. Alix kocha Lucasa, ale w ich relacji pojawia się problem, którego początkowo nie potrafi nazwać. Podczas seksu czuje ból. Najpierw próbuje załatwić sprawę najprościej, po cichu, bez robienia dramatu. Kolejne zbliżenia kończą się napięciem, strachem i coraz większym wstydem. Seks, który miał być naturalną częścią ich związku, zmienia się w temat odkładany, obchodzony bokiem i coraz trudniejszy do wypowiedzenia. Alix trafia więc do specjalistów, przechodzi badania, odpowiada na krępujące pytania i w końcu słyszy diagnozę: pochwica.
Sama diagnoza nie rozwiązuje jednak sprawy. Alix zaczyna leczenie, próbuje ćwiczeń, konsultacji i terapii, a obok tego dalej musi normalnie żyć. Pracuje nad komiksem, spotyka ludzi z branży, jeździ na festiwale i coraz częściej szuka oddechu poza codziennością z Lucasem. W pewnym momencie mocno się gubi. Przychodzą imprezy, używki, chwilowe poczucie wolności i potrzeba sprawdzenia, kim jest poza bólem, gabinetami i związkiem, który ugrzązł w napięciu. Podczas jednego z festiwali poznaje Adriana, autora komiksów mieszkającego w Berlinie. Zaczynają rozmawiać, wymieniać wiadomości, a ta znajomość stopniowo nabiera dla niej znaczenia, którego początkowo sama nie umie spokojnie poukładać. Alix wyjeżdża do Berlina, gdzie po raz pierwszy od dawna może funkcjonować poza napięciem narosłym wokół jej związku. Chodzi po mieście, poznaje ludzi, imprezuje, próbuje złapać oddech i przez chwilę żyć tak, jakby nie musiała nikomu niczego tłumaczyć. Kontakt z Adrianem nie urywa się po festiwalu. Wręcz przeciwnie. Alix stopniowo wchodzi w głębszą znajomość, która komplikuje zarówno jej relację z Lucasem, jak i dalszą walkę z pochwicą...
Jeśli chodzi o scenariusz komiksu, to Alix Garin robi tu rzecz bardzo ryzykowną. Bierze temat, który aż prosi się o trzy najgorsze rozwiązania: medyczny wykład, ckliwy dramat albo publicystyczną pogadankę o kobiecej seksualności. I na szczęście w żadną z tych pułapek nie wpada na całego. Najlepsze jest to, że ta historia długo nie chce się „ładnie” ułożyć. Bohaterka nie idzie prostą drogą od bólu do diagnozy, od diagnozy do terapii, od terapii do wewnętrznego zwycięstwa. Życie tak nie działa. Tutaj wszystko się plącze. Jedna sprawa uruchamia drugą, druga trzecią, a potem człowiek budzi się w punkcie, w którym już sam nie wie, czy naprawdę szuka rozwiązania, czy tylko kolejnego sposobu, żeby przez chwilę nie czuć ciężaru własnego ciała. Garin dobrze prowadzi ten rozpad. Nie wali młotkiem po głowie. Raczej przesuwa bohaterkę o kilka centymetrów dalej od samej siebie i pozwala nam obserwować, kiedy ta odległość robi się niebezpieczna. Tempo nie jest szybkie. To bardziej powolne zaciskanie palców na gardle. Czasem ledwie wyczuwalne, czasem cholernie duszne.



Najciekawsze zaczyna się wtedy, gdy wszystkie „rozwiązania” przestają wyglądać jak rozwiązania. Bo z boku łatwo powiedzieć: skoro jest diagnoza, to teraz trzeba leczyć, ćwiczyć, rozmawiać, cierpliwie odbudowywać bliskość. Pięknie brzmi. Tylko że Garin bardzo dobrze pokazuje, jak taka droga potrafi zmienić ciało w projekt naprawczy. Każda próba poprawy niesie za sobą kolejne napięcie, kolejne sprawdzanie siebie, kolejne pytanie: czy już działa? I właśnie to mocno we mnie pracowało. Nie sama pochwica jako medyczna diagnoza, ale ten koszmarny mechanizm kontroli, w który Alix zaczyna wpadać. Kiedy człowiek próbuje odzyskać pożądanie na siłę, nagle kontroluje już nie tylko ciało, ale też własne reakcje, relację, cudze oczekiwania i poczucie winy. Tu mocno pulsuje temat oddania i wierności, ale nie w tanim, obyczajowym sensie. Nie chodzi o prostą odpowiedź, czy ktoś zrobił dobrze, czy źle. To autobiograficzna opowieść, więc nie zamierzam siedzieć z gwizdkiem i kartkować cudzego życia jak regulaminu. Bardziej interesuje mnie to, jak Garin pokazuje moment, w którym miłość, lojalność i potrzeba ocalenia siebie zaczynają ciągnąć człowieka w różne strony.
Dlatego tak mocno działa późniejszy wątek przekraczania granic. Garin nie robi z niego pikantnego dodatku, tylko wpuszcza do komiksu coś dużo bardziej niewygodnego: złudzenie, że pewne rzeczy da się przeżyć pod kontrolą. Że można otworzyć furtkę, ale pilnować, żeby nikt nie wyszedł za daleko. Że można dopuścić czyjąś obecność, czyjeś spojrzenie, czyjeś pożądanie, a potem spokojnie wrócić do wcześniejszego układu i udawać, że emocje mogą być bez zmian. No nie mogą. I tutaj trzeba pamiętać, że Garin nie daje nam stenogramu ze swojego życia, tylko wybrany, przetworzony fragment własnej historii. Pokazuje go tak, jak chciała go pokazać: z bólem, wstydem, chaosem, ale też z dużą odwagą wejścia w sytuacje, które nie muszą stawiać jej w wygodnym świetle. To dla mnie jedna z największych zalet komiksu. On nie daje moralnej instrukcji obsługi. Wszystko miesza się w bardzo ludzkim bałaganie, w którym decyzje rzadko są czyste, a dobre intencje potrafią zostawić siniaki.
Dla części czytelników trudna może być właśnie ta bezkompromisowa bliskość. Garin nie daje bezpiecznego dystansu. Nie pozwala stać z boku i spokojnie oceniać. Wpycha nas w napięcie razem z bohaterami, a potem każe siedzieć tam wystarczająco długo, żeby zrobiło się niewygodnie. Dla mnie to działa, bo ta historia od początku do końca siedzi pod skórą i nie pozwala się wygodnie odsunąć.
Jeśli chodzi o warstwę graficzną, Alix Garin idzie w stronę rysunku pozornie lekkiego, miękkiego, momentami wręcz kreskówkowego, ale pod tą lekkością siedzi bardzo konkretny ciężar. Czasami widziałem w postaciach ślad japońskich animacji. To nie jest komiks, który próbuje przytłoczyć realizmem ciała albo dosłownością intymnych scen. Garin bardziej interesuje emocja niż anatomiczna precyzja. Nie ma tu podglądactwa. Jest bliskość, ale taka, która nie narusza granic czytelnika.



Bardzo dobrze działa też kolor. Ciepłe barwy potrafią dać scenom odrobinę oddechu, ale kiedy przychodzi lęk, wstyd albo poczucie zamknięcia, plansze szybko zmieniają temperaturę. Czerwień, chłodne tony, większe puste przestrzenie i bardziej symboliczne ujęcia pomagają wejść w to, czego bohaterka nie zawsze potrafi powiedzieć wprost. Warstwa wizualna konsekwentnie prowadzi przez emocje, które w tym komiksie często są ważniejsze niż same wydarzenia.
„Odzyskać pożądanie” zostawiło mnie z poczuciem, że Alix Garin zrobiła komiks bardzo osobisty, ale niezamknięty wyłącznie w swoim doświadczeniu. To ważna różnica. Nie czytałem go jak cudzej spowiedzi, do której mam tylko grzecznie kiwać głową, ale jak historię, która co chwilę podsuwa niewygodne pytania o ciało, bliskość, uczciwość i cenę milczenia.
Nie będę pisał, że to lektura dla każdego, bo nie jest. Kto szuka w komiksie czystej rozrywki, może odbić się od tej intymności i emocjonalnego ciężaru. Ale jeśli lubicie historie, które nie boją się wejść w człowieka głębiej niż do poziomu fabularnego problemu, to warto po ten album sięgnąć, przeczytać i przeżyć. Po swojemu.
"Odzyskać pożądanie"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w Gildii[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Kultura Gniewu. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.
Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.