Piękno, które powinno przerażać, czyli „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk. Tom 1” – recenzja mangi
Wydawnictwo Waneko na początku tego roku wydało nowy tytuł. „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk” brzmi jak połączenie wyznania miłosnego z czymś, po czym należałoby jednak dyskretnie odsunąć wszystkie ostre przedmioty. Muszę przyznać, że spodziewałem się po tej mandze… sam nie wiem… czegoś dziwnego, może trochę chorego, może niepokojącego. Dostałem dokładnie to, tylko momentami w znacznie większej dawce, niż zakładałem. Jest to horror, który zamiast wyskakiwać na czytelnika z potworem zza rogu, woli przez kilkadziesiąt stron szeptać mu do ucha, że coś tutaj jest bardzo nie tak.
Głównym bohaterem jest Tomoaki Hijiri, psycholog pracujący na uniwersytecie. Prowadzi raczej spokojne życie, spotyka się ze studentami, wysłuchuje ich problemów i generalnie wygląda na człowieka, którego największą przygodą tego dnia będzie wybór czegoś do zjedzenia. Tyle że Tomoaki skrywa pewną fascynację związaną z dzieciństwem. Nazywa się ona Hajime Amawashi i, o rety, już pierwsze wspomnienia związane z tym człowiekiem powinny wystarczyć, żeby nasz bohater po kilkunastu latach przebiegł na drugą stronę ulicy, gdy tylko go zobaczy. I kurczę… pierwsze dosłownie kilka stron totalnie wytrąciło mnie z równowagi!
Hajime jest jego znajomym z dzieciństwa, którego Tomoaki zapamiętał przede wszystkim z dwóch powodów: niemal nienaturalnej urody oraz wydarzeń, których świadkiem żadne dziecko raczej być nie powinno. Po latach obaj ponownie na siebie trafiają i od tego momentu życie Tomoakiego zaczyna skręcać w rejony coraz bardziej makabryczne. Problemy jego studentów stają się coraz dziwniejsze, pojawiają się elementy nadprzyrodzone, a gdzieś pośrodku tego wszystkiego spokojnie stoi Hajime i wygląda tak, jakby absolutnie nic niezwykłego się nie działo. No jasne.

I właśnie atmosfera jest największą zaletą pierwszego tomu. „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk” balansuje między horrorem, thrillerem psychologicznym i opowieścią o fascynacji kimś, od kogo zdrowy rozsądek każe trzymać się jak najdalej. Relacja Tomoakiego i Hajime od początku jest niezdrowa. Jest w niej ciekawość, strach, przyciąganie i trudne do nazwania napięcie. Nie mamy tutaj dwóch sympatycznych bohaterów, którym chcemy kibicować. Raczej dwóch ludzi, których obserwujemy z rosnącym przekonaniem, że to wszystko nie może skończyć się dobrze.
Sam Hajime kradnie zresztą większość scen, w których się pojawia. Jest piękny, spokojny, elegancki i właśnie dlatego tak skutecznie działa jako źródło niepokoju. I to jakiego! Manga nie musi co chwilę przyprawiać mu demonicznych oczu czy pokazywać ociekających krwią kłów. Czasami wystarczy jego spojrzenie albo uśmiech i człowiek już wie, że z tym facetem zdecydowanie nie chciałby zostać sam w pokoju. Tsukasa Yoshino świetnie wykorzystuje kontrast między jego niemal eteryczną urodą a paskudztwami, które stopniowo zaczynają wypełniać kolejne strony.

Nie wszystko jednak działa równie dobrze. O kurczę, ile ta manga próbuje zmieścić w jednym tomie! Mamy traumę z dzieciństwa, tajemnicę Hajime, problemy studentów, zjawiska paranormalne, makabrę, psychologię i jeszcze kilka rzeczy, o których lepiej nie wspominać, żeby nie psuć zabawy. Momentami miałem wrażenie, że autor wysypał na stół zawartość całej szuflady i powiedział: dobra, później wam wyjaśnię, co z czym się łączy. Tyle że później jeszcze nie następuje. Pierwszy tom zdecydowanie woli zadawać pytania, niż udzielać odpowiedzi.
Mam też pewien problem z Tomoakim jako psychologiem. Powiedzmy sobie delikatnie: gdyby ktoś przeprowadził audyt jego zawodowych poczynań, kilka osób mogłoby zacząć nerwowo poprawiać krawaty. Jego podejście do studentów i niektóre podejmowane decyzje sprawiają, że etyka zawodowa… no czasami wydaje się być tylko pustym frazesem. Być może właśnie o to chodzi. Tomoaki sam przecież nie jest wzorem zdrowia psychicznego, a manga wyraźnie sugeruje, że jego fascynacja Hajime od dawna siedzi w nim znacznie głębiej, niż chciałby przyznać. Mimo wszystko zdarzały się momenty, gdy zamiast przejmować się sytuacją, zastanawiałem się: człowieku, ty naprawdę pracujesz jako psycholog?
Graficznie jest za to świetnie. Yoshino potrafi przejść od pięknych, niemal zmysłowych kadrów do scen brutalnych i zwyczajnie odpychających, a całość nadal wygląda jak jedna spójna historia. Szczególnie podobają mi się twarze. Hajime nie potrzebuje wielkich deklaracji ani teatralnych póz. Czasami dostajemy jedno spojrzenie, lekko uniesione kąciki ust i już robi się nieswojo. Manga bardzo dobrze rozumie, że horror nie zawsze musi wrzeszczeć. Czasami znacznie skuteczniej działa, kiedy tylko stoi obok i się uśmiecha.

Po pierwszym tomie nadal nie mam pojęcia, dokąd właściwie ta historia zmierza. I wiecie co? Chyba właśnie dlatego chcę przeczytać następny. „Pragnę śmierci z twoich pięknych rąk” bywa chaotyczne, momentami przesadza i zdecydowanie nie należy do mang, które można polecić każdemu. Ale ma charakter. Ma atmosferę. Ma Hajime, przy którym wszystkie lampki ostrzegawcze zapalają się jednocześnie, a Tomoaki i tak najwyraźniej uznaje je za romantyczne oświetlenie.
Czy wszystkie te dziwactwa ostatecznie złożą się w sensowną całość? Nie wiem. Na razie czuję się trochę tak, jakbym zajrzał przez uchylone drzwi do pokoju, zobaczył w środku coś bardzo niepokojącego i zamiast rozsądnie je zamknąć, pomyślał: o kurczę, pokażcie mi więcej.
[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Waneko. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.
Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.