„Potrzask”. Recenzja komiksu
Czasami krzywda doznana w młodości zostaje w człowieku jak zadra wbita tak głęboko, że nie da się jej wyciągnąć bez rozrywania skóry. Można przez lata udawać, że jej nie ma, ale ona siedzi, ropieje i powoli zatruwa wszystko wokół. Z czasem taka rana potrafi stać się ogniskiem gangreny, która nie tylko niszczy tego, kto ją nosi, lecz także zaczyna zarażać innych.
Najbardziej przerażające jest jednak to, że skrzywdzona owca wcale nie musi pozostać owcą. Może po latach wrócić jako wilk: nieokiełznany, głodny odwetu i gotowy siać strach wśród tych, którzy kiedyś odwracali wzrok. Można próbować zrozumieć, skąd bierze się taka przemiana, ale motywacja nie zawsze jest usprawiedliwieniem.
Z takim ciężarem wchodzimy w „Potrzask”, czyli polskie wydanie portugalskiego komiksu „Fojo” Osvaldo Mediny. Album ukazał się u nas nakładem wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy, a za przekład odpowiada Jakub Jankowski. Medina jest tu autorem zarówno scenariusza, jak i rysunków, a całość utrzymano głównie w czerni i bieli, z pojawiającymi się gdzieniegdzie mocnymi akcentami czerwieni. Warto też wspomnieć, że oryginalny tytuł nie jest przypadkowy - „fojo” oznacza dawną pułapkę na wilki, co dobrze ustawia nastrój tej mrocznej, dusznej historii.
Sama historia przenosi nas do odciętej od świata górskiej wioski, w której zima nie jest tylko tłem, ale realnym zagrożeniem. Śnieg zasypuje drogi, ludzie coraz bardziej zamykają się w domach, a z gór zaczynają schodzić wilki, wygłodniałe i coraz śmielsze. W takiej scenerii poznajemy mieszkańców tej niewielkiej społeczności, gdzie każdy zna każdego, ale wcale nie oznacza to bliskości. Raczej duszną sieć zależności, grzechów, plotek i przemilczeń. Jednym z ważniejszych punktów tej układanki jest Rui, miejscowy mężczyzna, który zdradza żonę z kobietami z wioski, a jedna z tych relacji kończy się niechcianą ciążą. Gdy António, inny mieszkaniec wioski, podczas polowania znajduje zamarznięte ciało młodej dziewczyny, wszyscy chcieliby najpierw uwierzyć w najprostsze wyjaśnienie: wilki. Problem w tym, że szybko okazuje się, iż dziewczyna nie padła ofiarą zwierząt. Została zamordowana.




Od tego momentu „Potrzask” zaczyna coraz mocniej zaciskać się wokół mieszkańców. Wioska, która już wcześniej była miejscem pełnym napięć, wpada w popłoch i szuka odpowiedzi tam, gdzie akurat najłatwiej: trochę w wierze, trochę w zabobonach, trochę w strachu przed tym, co inne. Medina świetnie pokazuje świat zawieszony między dawnymi wiejskimi rytuałami a rodzącą się nowoczesną wiedzą, między modlitwą, medycyną i ludową wyobraźnią. Mamy tu dziwny obrzęd odprawiany przez miejscową „czarownicę”, tajemniczą historię księdza, która od początku pachnie czymś więcej niż zwykłą duszpasterską obecnością, i retrospekcje związane z I wojną światową, w których poznajemy losy pewnego młodzieńca. Wszystko to splata się z pojawieniem tajemniczej postaci w czerwonej, diabelskiej masce. To właśnie ona staje się mścicielem-mordercą, który nagle wchodzi w życie wioski. Kolejni mieszkańcy zaczynają ginąć, panika miesza się z podejrzeniami, a czytelnik coraz wyraźniej czuje, że ta zbrodnia nie pojawiła bez przyczyny.
Najbardziej w scenariuszu Mediny uderzyło mnie to, że przez sporą część lektury wcale nie siedziałem nad tym komiksem jak nad klasyczną zagadką kryminalną. Jasne, chciałem wiedzieć, kto kryje się za maską i dlaczego morduje, ale szybko złapałem się na tym, że ważniejsze stało się dla mnie coś innego: jak bardzo ta wioska sama zapracowała na własny koszmar. To jest dla mnie największa siła „Potrzasku”. Morderca nie pojawia się tu jak efektowna atrakcja z horroru, tylko jak konsekwencja miejsca, w którym od dawna ludzie za dużo wiedzą, za dużo przemilczają i za łatwo chowają się za modlitwą, plotką albo zabobonem.
Dobrze pracują retrospekcje, bo nie służą wyłącznie do prostego wyjaśnienia przeszłości. One zmieniają mój stosunek do tego, co widzę w teraźniejszości. Z każdym takim cofnięciem coraz trudniej patrzeć na mieszkańców jak na przerażone ofiary zamknięte w śnieżnej pułapce. Zaczyna się widzieć więcej: strach, wygodną ślepotę, przemoc, której nikt nie nazwał w porę, i winy rozłożone nierówno, ale jednak szeroko. Szczególnie wojenne powidoki dodają tej historii gorzkiego ciężaru, bo pokazują, że człowiek może wrócić z frontu, ale front niekoniecznie wychodzi z człowieka. Medina nie musi tego krzyczeć. Wystarczy kilka pęknięć w zachowaniu bohaterów, żeby człowiek poczuł, że tu nikt nie jest czysty jak śnieg za oknem.
Podoba mi się też, że autor nie robi z wiejskiej grozy cepelii z nożem. Maski, rytuały, wilki i zabobony mają tu swoją siłę, ale nie przykrywają ludzkiego brudu. To bardziej opowieść o społeczności zamkniętej jak zatkany garnek: wszystko się w niej gotuje, para nie ma którędy uciec, więc w końcu musi rozsadzić pokrywkę.
W pewnym momencie przestałem czytać „Potrzask” jak historię o ściganiu mordercy. Bardziej zacząłem patrzeć, kto w tej wiosce boi się nie samej śmierci, lecz tego, że ktoś wreszcie nazwie rzeczy po imieniu. I to jest dla mnie najmocniejszy ruch Mediny: przesunięcie napięcia z pytania „kto zabija?” na pytanie „komu ta zbrodnia rozwiązuje język, a komu zaciska gardło?”. Wtedy czerwona maska schodzi trochę na drugi plan. Nadal przeraża, nadal przyciąga wzrok, ale coraz mocniej czułem, że prawdziwe pęknięcie nie idzie przez twarz mordercy, tylko przez całą wioskę.
Warstwa graficzna „Potrzasku” zadziałała na mnie swoją czytelnością i konsekwencją. Medina nie rysuje realistycznie w klasycznym, wygładzonym sensie, ale też nie przesadza z „brudem” kreski. Jego rysunek jest wyrazisty, konturowy, czasem lekko groteskowy, dzięki czemu świat od razu nabiera osobnego charakteru. Szczególnie dobrze wypadają twarze ludzi - pełne emocji, napięć i tego wszystkiego, czego bohaterowie nie mówią wprost.
Czerń i biel robią swoje. Medina sprawnie korzysta z plam, cieniowania i mocnych przejść między jasnym a ciemnym, dzięki czemu plansze mają atmosferę, ale nie tracą przejrzystości. Kadrowanie prowadzi akcję spokojnie, bez wizualnego chaosu. Gdy trzeba, autor zostawia więcej przestrzeni, żeby poczuć odcięcie wioski od świata, a kiedy historia przyspiesza, zawęża spojrzenie i zagęszcza rytm kolejnych obrazów. Dzięki temu nie przelatywałem przez strony obojętnie. Rysunki przyciągały mój wzrok, a tempo scen pozwalało mi wejść w ten komiks nie tylko przez fabułę, lecz także przez sam sposób patrzenia.




Bardzo mocne wrażenie robi jednak wybiórcze użycie czerwieni. W czarno-białym komiksie taki kolor od razu zmienia odbiór planszy, ale tutaj nie jest to zwykła sztuczka dla efektu. Czerwień przy masce, krwi czy gwałtowniejszych momentach sprawia, że kadry nagle zaczynają pulsować. Jakby ktoś naruszył martwą, zimową powierzchnię świata i pokazał, że pod spodem wszystko jest rozgrzane od przemocy. Ten kontrast przyciąga, ostrzega i jednocześnie budzi niepokój, bo człowiek szybko uczy się, że czerwony akcent rzadko pojawia się tu bez powodu. Dla mnie to jeden z najmocniejszych elementów albumu. Nie tylko wizualnie podkręca grozę, ale też nadaje jej konkretny rytm: najpierw cisza, śnieg i czerń, a potem nagłe uderzenie koloru, po którym trudno wrócić do spokojnego patrzenia.
Siłą „Potrzasku” jest dla mnie również to, że Medina składa z dobrze znanych elementów coś, co podczas lektury naprawdę zaczyna oddychać własnym, zimnym powietrzem. Mamy morderstwa, zamkniętą wioskę, dawne winy, wilki, zabobony i zemstę, czyli rzeczy, które łatwo mogłyby skończyć jako kolejna historia z półki „już to gdzieś widziałem”. Tylko że tutaj te składniki nie leżą obok siebie jak rekwizyty. One się nawzajem karmią. Strach mieszkańców podkręca przesądy, przesądy przykrywają winy, a winy wracają w coraz bardziej brutalnej formie. Czytałem to z rosnącym poczuciem, że nie chodzi wyłącznie o odkrycie sprawcy, ale o patrzenie na miejsce, które samo wyhodowało sobie karę. I to mnie w tym komiksie najmocniej trzymało.
Są też oczywiście i minusy tej opowieści. „Potrzask” miejscami jest mocniejszy jako doświadczenie nastroju niż jako sama intryga. Medina prowadzi historię sprawnie, ale nie zawsze zaskakuje tak bardzo, jak sugerowałaby cała ta duszna otoczka. W pewnym momencie zacząłem mniej więcej czuć, w którą stronę to wszystko zmierza, i choć nie odebrało mi to przyjemności z lektury, trochę osłabiło kryminalne napięcie. Chciałbym też, żeby niektóre poboczne dramaty dostały odrobinę więcej miejsca, bo wioska jest tu na tyle ciekawa, że aż prosi się o głębsze wejście w kilku mieszkańców. Nie chodzi o rozciąganie albumu na siłę, raczej o kilka dodatkowych momentów, które pozwoliłyby jeszcze mocniej poczuć, że za każdym domem stoi osobna rana. Medina i tak robi z tego bardzo dobry komiks, ale chwilami miałem wrażenie, że pod śniegiem leży jeszcze trochę materiału, którego autor nie zdążył odkopać.
„Potrzask” poleciłbym czytelnikom, którzy lubią komiksy zostawiające po sobie pewien dyskomfort, a nie tylko dobrze domkniętą historię. Medina prowadzi nas w miejsce brudne, zimne i moralnie niewygodne, gdzie nie da się spokojnie rozsiąść po jednej stronie barykady. Najbardziej kupuje mnie tu nie sama maska, nie wilki i nawet nie kryminalna zagadka, tylko ten moment, w którym zaczynam rozumieć cudzą krzywdę, ale nie chcę jej pomylić z rozgrzeszeniem. To jest cienka granica, a Medina całkiem dobrze po niej idzie.
Nie podsuwałbym tego albumu komuś, kto szuka szybkiego dreszczowca z prostą odpowiedzią na końcu. „Potrzask” bywa przewidywalny w szkielecie intrygi, ale nadrabia tym, co zostaje pod skórą po lekturze. Wracam tu do zadry ze wstępu, bo ona najlepiej zamyka mi ten komiks. Rana, której nikt nie oczyścił, nie znika. Może zarosnąć, może przestać boleć codziennie, ale pod spodem dalej pracuje. U Mediny owca rzeczywiście potrafi wrócić jako wilk. Tyle że kiedy wilk zaczyna gryźć, trudno już udawać, że cała sprawa dotyczy tylko dawnych ran.
[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.
"Potrzask"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.
Sprawdź cenę w GildiiZamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.