Przejdź do treści
Twój przewodnik po świecie komiksuNa papierze. W sieci. Codziennie.

Powrót do Dominium, ale na innych zasadach, „Dominium Solarne tom 2” - recenzja

Powrót do Dominium, ale na innych zasadach, „Dominium Solarne tom 2” - recenzja

Pierwszy tom „Dominium Solarnego” Tomasza Kołodziejczaka przypadł mi do gustu, dlatego po kolejną część, wydaną przez Fabrykę Słów, sięgałem z dużą ciekawością. Spodziewałem się dalszego ciągu rozbudowanej opowieści science fiction, może nawet bezpośredniego rozwinięcia wydarzeń znanych z „Kolorów sztandarów” i „Schwytanego w światła”. Tymczasem autor przygotował coś zupełnie innego. Drugi tom, zatytułowany „Głowobójcy, Ich muzyka”, zawiera zbiór opowiadań oraz grę paragrafową. Wszystkie teksty rozgrywają się w tym samym uniwersum, ale nie stanowią fabularnej kontynuacji poprzedniej książki. W zasadzie mamy więc do czynienia z osobną pozycją, po którą można sięgnąć bez znajomości pierwszego tomu.

Początkowo trochę mnie to rozczarowało. Po zakończeniu poprzedniej książki miałem ochotę poznać dalsze losy bohaterów i zobaczyć, jak rozwiną się rozpoczęte wcześniej wątki. Szybko jednak przekonałem się, że zmiana formuły ma również swoje zalety. Krótsze historie pozwalają Kołodziejczakowi zabrać czytelnika w inne zakątki Dominium Solarnego i przyjrzeć się jego mieszkańcom z nieco odmiennej perspektywy. A jest co poznawać, ponieważ autor stworzył rozległe kosmiczne imperium, w którym technologia osiągnęła poziom trudny do wyobrażenia.

Cyborgizacja, sztuczne inteligencje, wirtualne rzeczywistości, obce cywilizacje i ludzie, którzy za sprawą technologii coraz bardziej oddalają się od swojej pierwotnej natury – wszystko to stanowi nieodłączną część tego świata. Nad Dominium unosi się również cień Sieci Mózgów, a granice między biologią, technologią i świadomością bywają mocno zatarte. Właśnie za takie pomysły polubiłem twórczość Kołodziejczaka. Jego wizja przyszłości jest niezwykle pomysłowa, chwilami wręcz przytłaczająca swoim rozmachem, ale potrafi też wzbudzić autentyczny niepokój.

“Dominium Solarne”. Recenzja książki Tomasza Kołodziejczaka
Gdy wojna toczy się nie tylko na froncie. Są takie książki, które po latach pokrywają się kurzem zapomnienia, i takie, które mimo zmiany realiów wciąż potrafi

Autor chętnie porusza przy tym kwestie związane z człowieczeństwem. W świecie, w którym można modyfikować ciało, ingerować w umysł czy funkcjonować w sztucznie wykreowanej rzeczywistości, samo pojęcie ludzkiej tożsamości zaczyna nabierać zupełnie innego znaczenia. Kołodziejczak zastanawia się nad granicami takich przemian, ale nie zamienia swoich opowiadań w filozoficzne rozprawy. Nadal najważniejsza pozostaje historia, jej bohaterowie oraz problemy, z którymi muszą się mierzyć.

Dużą zaletą zbioru jest różnorodność. Poszczególne teksty różnią się klimatem, tematyką i skalą wydarzeń. Raz otrzymujemy opowieść bliższą klasycznej kosmicznej przygodzie, innym razem autor zahacza o cyberpunk, grozę czy bardziej refleksyjną fantastykę naukową. Dzięki temu Dominium przestaje być jedynie miejscem wielkich konfliktów i politycznych rozgrywek. Poznajemy kolejne oblicza tego uniwersum, a przy okazji przekonujemy się, jak wiele historii można jeszcze w nim opowiedzieć.

Nie wszystkie opowiadania przypadły mi jednak do gustu w równym stopniu. Niektóre pochłonąłem z dużym zainteresowaniem, podczas gdy inne bardziej zaciekawiły mnie przedstawionymi pomysłami niż samą fabułą. Zdarzało się również, że chciałem spędzić z bohaterami więcej czasu, ale historia kończyła się właśnie wtedy, gdy zaczynałem się w nią naprawdę angażować. To jednak przypadłość wielu zbiorów opowiadań. Trudno oczekiwać, żeby każdy tekst wywarł na czytelniku równie duże wrażenie.

Ciekawym urozmaiceniem są „Rzeźbiarze pierścieni”, czyli gra paragrafowa. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego dodatku. Zamiast jedynie śledzić wydarzenia, możemy samodzielnie podejmować decyzje i wpływać na przebieg przygody. Pojawiają się również mechanizmy kojarzące się z tradycyjnymi grami fabularnymi, dzięki czemu całość przypomina nieco samotną sesję RPG. Dla miłośników takiej rozrywki to naprawdę interesująca propozycja. Sam dobrze się przy niej bawiłem, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdy czytelnik fantastyki przepada za podobnymi eksperymentami.

Cieszy mnie również decyzja Fabryki Słów o zebraniu w jednym wydaniu „Głowobójców” oraz tekstów składających się na „Ich muzykę”. To dobra okazja, żeby przyjrzeć się twórczości Kołodziejczaka z różnych okresów i przekonać się, jak rozwijał swoje pomysły. Co ciekawe, mimo upływu lat wiele z nich nadal wypada całkiem świeżo. Szczególnie teraz, kiedy sztuczna inteligencja i coraz większy wpływ technologii na codzienne życie przestały być wyłącznie domeną literatury science fiction.

Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, który tom podobał mi się bardziej. Pierwszy oferował rozmach dużej space opery, rozbudowaną fabułę i możliwość dłuższego obcowania z bohaterami. Drugi stawia na krótsze, bardziej zróżnicowane historie, które pozwalają lepiej poznać samo uniwersum. Obie formuły mają swoje zalety, choć osobiście nadal mam słabość do dłuższych opowieści, w których mogę na dobre zadomowić się w przedstawionym świecie.

„Dominium Solarne. Głowobójcy, Ich muzyka” okazało się więc udanym, choć nieco innym od oczekiwanego powrotem do świata stworzonego przez Tomasza Kołodziejczaka. Nie wszystkie opowiadania zapamiętam równie dobrze, ale całość czytało mi się z przyjemnością. Najważniejsze, że autor nadal potrafi zainteresować swoimi pomysłami i pokazać przyszłość, która jednocześnie fascynuje i niepokoi.

Na osobną pochwałę zasługuje również oprawa graficzna książki. Cały tom zdobią piękne, klimatyczne ilustracje autorstwa Dominika Brońka i Pawła Zaręby, które znakomicie oddają charakter świata wykreowanego przez Kołodziejczaka. Jest w nich zarówno rozmach kosmicznej fantastyki, jak i pewna surowość oraz niepokój, doskonale pasujące do przedstawionych historii. Muszę przyznać, że niejednokrotnie zatrzymywałem się przy nich na dłużej, żeby przyjrzeć się szczegółom. To naprawdę świetny dodatek, dzięki któremu książka zyskuje również pod względem wizualnym.

Warto też podkreślić, że znajomość pierwszego tomu nie jest konieczna. Oczywiście wcześniejsza lektura pomaga odnaleźć się w realiach Dominium, ale poszczególne historie można potraktować jako samodzielne opowieści. To dobra wiadomość dla tych, którzy chcieliby dopiero rozpocząć przygodę z tym uniwersum.

Po dwóch tomach mam przede wszystkim ochotę na więcej. Chętnie wróciłbym do większej, wielowątkowej historii osadzonej w Dominium Solarnym, ale nie obraziłbym się również na kolejne opowiadania. Kołodziejczak stworzył świat na tyle rozległy i interesujący, że z pewnością pozostało w nim jeszcze wiele miejsc wartych odwiedzenia.

[Współpraca reklamowa] Książkę do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Fabryka Słów. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka książki

Dominium Solarne. Tom 2 (Głowobójcy, Ich muzyka)

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Tu możesz zamówić książkę
Informacje o książce
Tytuł „Dominium Solarne tom 2”
Wydawca Fabryka Słów
Autor Tomasz Kołodziejczak
Ilustracje Dominik Broniek, Pawła Zaręba
Rok wydania 2026
Format 195x130 mm
Okładka Zintegrowana
Liczba stron 492
Cena okładkowa 69,90 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianej książki i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Czytaj dalej

Co tu się, kurde, stało?, „Dragon Head tom 2” - recenzja

Recenzje komiksów

Co tu się, kurde, stało?, „Dragon Head tom 2” - recenzja

Pierwszy tom „Dragon Head” Minetaro Mochizukiego pozostawił mnie z całą masą pytań, na które nie dostałem właściwie żadnej odpowiedzi. Liczyłem więc, że kontynuacja wreszcie rzuci trochę światła na tajemniczą katastrofę i pozwoli zrozumieć, co właściwie wydarzyło się w Japonii. Drugi tom, wydany na naszym rynku przez Waneko, rzeczywiście przynosi pewne zmiany, ale Mochizuki nadal nie zamierza odkrywać wszystkich kart. Co więcej, pojawiają się kolejne zagadki, a historia zaczyna zmierzać w kierun

Szukaj na blogu