„Trzecia kamera”. Recenzja komiksu

„Trzecia kamera”. Recenzja komiksu

Ilu z Was traktuje jeszcze fotografię na poważnie? Nie mówię o pstrykaniu tysiąca cyfrowych zdjęć, które potem gniją w telefonie obok screena paragonu, rozmazanego kebaba i pięciu identycznych ujęć kota. Chodzi mi o zdjęcie jako przedmiot. O kadr, który się wybiera, wywołuje, chowa do pudełka albo z dumą pokazuje rodzinie. O fotografię, która po latach może stać się jedynym dowodem, że ktoś gdzieś był, coś widział, coś przeżył. Że jakaś chwila naprawdę istniała.

Tylko że zdjęcie wcale nie musi mówić prawdy. Może kłamać z kamienną twarzą. Wystarczy odpowiedni moment, odpowiedni kąt, odpowiednia mina, coś wycięte poza kadrem. Kłamstwo obrazu szybko stało się siłą propagandy. Obraz potrafi być wspomnieniem, dowodem, pamiątką, ale potrafi też być bronią. I właśnie o tym, w najbardziej ponurym, wojennym znaczeniu, opowiada „Trzecia Kamera”.

Komiks ujrzał niedawno światło dzienne w Polsce dzięki wydawnictwu Egmont. Za scenariusz odpowiada Cédric Apikian, a za rysunki – Denis Rodier, którego część czytelników może kojarzyć choćby z kapitalną „Bombą”. Kolory zaś to zacna robota Élise Follin. Polskim przekładem zajęła się Maria Mosiewicz.

„Trzecia Kamera” od początku próbuje wejść głębiej w temat obrazu jako narzędzia propagandy, dowodu i wyrzutu sumienia. Francuski oryginał ukazał się nakładem Glénat w 2024 roku, a sama opowieść została osadzona na fundamencie prawdziwych działań niemieckich Propaganda Kompanien. Na końcu znajdziemy jeszcze ciekawy dodatek historyczny przygotowany przez Nicolasa Férarda, który dopowiada, kim byli wojskowi operatorzy nazistowskiej propagandy i czym w rzeczywistości miały być tytułowe trzecie kamery. Bez tego dodatku komiks nadal działałby jako mocny thriller historyczny, ale z nim jeszcze wyraźniej czuć, że fikcja nie wisi tu w próżni, tylko wyrasta z bardzo konkretnego, ponurego kawałka historii.

Fabuła „Trzeciej Kamery” zaczyna się w ostatnich dniach III Rzeszy, kiedy Berlin jest już właściwie stracony, ale propaganda nadal próbuje produkować obrazy siły, poświęcenia i fanatycznej wiary w zwycięstwo. W tle pojawia się Walter Frentz, człowiek od kamery i aparatu, związany z najbliższym otoczeniem Hitlera, który dokumentuje ostatnie wystąpienia wodza przed młodymi członkami Hitlerjugend. Chwilę później komiks przenosi nas w okolice rozpadającego się frontu, gdzie Egon Krabe, fotograf pracujący dla nazistowskiej propagandy, próbuje wydostać się z wojennego kotła. Podczas ucieczki staje się świadkiem brutalnej egzekucji: Hauptsturmführer Strauss, oficer SS, morduje własnych żołnierzy, którzy próbują uciec z frontu. Gdy wojna formalnie dobiega końca, Krabe wraca do zrujnowanego Berlina. Chce odzyskać zakopany sprzęt, odnaleźć drogę ucieczki i przede wszystkim wyrwać córkę spod kontroli Straussa, który po kapitulacji wcale nie zamierza pogodzić się z klęską.

Dalsza część opowieści rozgrywa się już w Berlinie podzielonym między zwycięskie mocarstwa. Miasto jest pełne patroli, posterunków, ruin i prowizorycznego handlu, który wyrasta szybciej niż jakikolwiek nowy porządek. Amerykańscy żołnierze wymieniają papierosy, alkohol, zegarki i zdobyczne przedmioty, niemieccy cywile próbują zdobyć jedzenie, a pośród tego wszystkiego nadal krążą ludzie związani z dawnym reżimem. Krabe trafia na celownik amerykańskiego kontrwywiadu wojskowego, który szuka fotografów propagandowych, ich aparatów i klisz mogących posłużyć w powojennych śledztwach. Jednocześnie Strauss zbiera wokół siebie komórkę Werwolfu, podziemnej organizacji nazistów niepogodzonych z kapitulacją, i robi wszystko, żeby odzyskać kontrolę nad córką Krabego oraz nad tym, co mogło zostać utrwalone na zdjęciach. W tej rozgrywce pojawiają się amerykańscy śledczy, żołnierze pilnujący sektorów, byli członkowie aparatu propagandy, czarnorynkowi pośrednicy i młodzi fanatycy, którzy po upadku Rzeszy nadal trzymają się jej resztek. Krabe próbuje lawirować między nimi i znaleźć sposób na wydostanie córki z rąk Straussa. Jak skończy się cała ta historia, oczywiście przekonacie się po przeczytaniu komiksu.

Apikian prowadzi scenariusz dość twardo i bez zbędnego rozgadywania. Tempo nie jest jednostajne, ale akurat tutaj dobrze to pasuje: są sceny gwałtowne, nerwowe, pchające akcję do przodu, ale są też momenty przyhamowania, w których komiks łapie bardziej duszny, powojenny rytm. Dialogi nie brzmią jak historyczny wykład włożony bohaterom do ust. Są krótkie, często chłodne, pełne ostrożności i wzajemnego badania terenu. Najbardziej podobało mi się jednak to, że świat przedstawiony nie zostaje opisany z zewnątrz, tylko wychodzi z konkretnych sytuacji: z handlu między żołnierzami i cywilami, z patroli, z ruin, z ludzi, którzy po kapitulacji błyskawicznie zmieniają ton, ubranie albo wersję własnej przeszłości. Dzięki temu Berlin nie jest tu tylko dekoracją pod fabułę. Czuć, że to miasto nadal żyje, ale żyje już na kompletnie nowych, brudnych zasadach.

Graficznie „Trzecia Kamera” od razu ustawia czytelnika w odpowiednim nastroju. Denis Rodier nie rysuje wojny efektownie, nie robi z ruin atrakcyjnej dekoracji i nie próbuje upiększać tego świata. Jego kreska jest realistyczna, mocna, miejscami szorstka, ale cały czas bardzo czytelna. Dzięki temu Berlin nie wygląda jak plansza z historycznej rekonstrukcji, tylko jak miasto po zagładzie, gdzie ludzie rzeczywiście walczą o przetrwanie. Dobrze wypadają twarze, emocje i gestykulacja bohaterów.

Bardzo dobrze działa też sposób prowadzenia plansz. Rodier potrafi zwolnić, kiedy trzeba pokazać ciężar miejsca, i przyspieszyć wtedy, gdy akcja nagle robi się brutalniejsza. Artysta bardzo dobrze wykorzystuje kadrowanie. Czytelnik płynnie przechodzi od szerszych ujęć miasta do ciaśniejszych scen rozmów, przesłuchań czy konfrontacji. Kolory Élise Follin świetnie domykają ten klimat. Są przygaszone, chłodne, brudne. Całościowo można poczuć klimat świata, do którego zaprosili nas autorzy.

Omawiany komiks ma bardzo spójny ciężar. Tu wszystko pracuje na jedno wrażenie: historia, temat fotografii, powojenny brud, chłód bohaterów i historyczny dodatek na końcu. Nie ma poczucia, że autorzy najpierw wymyślili thriller, a dopiero potem dokleili do niego nazistowską propagandę, żeby brzmiało poważniej. To komiks angażujący, mocno przygnębiający, ale przy tym na tyle sprawnie opowiedziany, że nie miałem poczucia obcowania z „historycznym potworkiem”. I to jest jego duża siła, bo przy takim temacie łatwo byłoby czytelnika zasypać datami, nazwami jednostek i dokumentalnym ciężarem. Tutaj historia cały czas pozostaje komiksem, a nie ilustrowanym przypisem do podręcznika.

Słabiej działa to, że album czasami trzyma emocje na zbyt krótkiej smyczy. Miejscami komiks jest dość chłodny, niemal zdystansowany, co pasuje do tematu, ale może sprawić, że część czytelników bardziej doceni konstrukcję niż naprawdę przeżyje losy bohaterów. Mnie to nie odrzuciło, ale kilka razy miałem wrażenie, że pod tą świetną, ponurą powierzchnią mogło być jeszcze odrobinę więcej ludzkiego mięsa. Niektóre postacie aż proszą się o mocniejsze wejście w ich głowę, bo mają potencjał, żeby zaboleć bardziej.

Tak, „Trzecia Kamera” to bardzo dobry komiks. Ma mocny i solidny przekaz. Trafił mnie i mocno poranił. Warto po niego sięgnąć nie tylko z racji historycznego ciężaru, ale też dobrze napisanej fabuły i sprawnie prowadzonej akcji. Do tego dochodzi Berlin po upadku III Rzeszy pokazany z całym swoim brudem, bólem, głodem i strachem. Polecam!

[Współpraca reklamowa] Komiks do przygotowania recenzji otrzymałem od wydawnictwa Egmont. Wydawnictwo nie miało żadnego wpływu na moją ocenę.

Okładka komiksu
Polecana lektura

"Trzecia kamera"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie rozwój bloga, a cena dla Was pozostaje bez zmian.

Sprawdź cenę w Gildii
Informacje o komiksie
Tytuł „Trzecia kamera”
Wydawca Egmont
Scenarzysta Cédric Apikian
Rysownik Denis Rodier
Kolorysta Élise Follin
Tłumacz Maria Mosiewicz
Rok wydania 2026
Format 216x285mm
Okładka twarda
Liczba stron 152 (kolor)
Cena okładkowa 99,99 zł

Zamieszczone w recenzji obrazy pochodzą z omawianego komiksu i zostały wykorzystane wyłącznie w celach informacyjnych oraz promocyjnych, w ramach dozwolonego użytku recenzenckiego. Nie są w żaden sposób używane ani udostępniane w celach szkolenia systemów sztucznej inteligencji.

Read more